Artykuł ten, pisać będę po około sześciu godzinach spędzonych z betą
Medal of Honor. Produkt, w którym rozgrywka singleplayerowa tworzona jest przez Danger Close, zaś multi przez DICE. W signla zagrać nie mogłem, lecz rozgrywkę sieciową rozpykałem od razu. Grę testowałem u kolegi, na konsoli PlayStation 3. Wrażenia są mieszane. Niby wszystko to już widzieliśmy, jednakże omawiany produkt wciąga jak diabli!
Pierwsze co uderza nas w oczy to klasy postaci. Żołnierz, zwiadowca i snajper. W produkcji AAA zaimplementowano tylko trzy możliwości wyboru? Żartujecie? Najwidoczniej nie. Do zabawy oddano nam dwie mapy. Kabul City Ruins, wraz z Hellmand Valey. Tutaj już możemy zauważyć, ile MoH czerpie ze swoich teoretycznych konkurentów – Modern Warfare 2 i Bad Company 2. Kabul City wrzuca nas w głąb miasteczka, gdzie jest wąsko, ciasno, zaś przemieszczamy się obok wielkiej ilości domków i malutkich ulic. Śmigamy w trybie Assalut, który jest zwyczajną kalką drużynowego deatchmatcha z MW2, zaś Valey, to uproszczony i ogołocony tryb Rusha, z BC2. Jedni atakują, a inni bronią określonych punktów oporu. Tutaj też, dostrzeżemy niewątpliwy kunszt mapperów z DICE. Teren jest wielki, wypełniony obiektami i ogólnie pełen wszystkiego. Załóżmy, że mapy możemy uznać za pozytywną stronę produktu, jednakże ilość klas dostępnych w grze nie pozwala na zróżnicowanie rozgrywki. Co dalej? Identyczne statystyki broni. Nie będzie tak, że lecąc z Ak-47 zadamy większe obrażenia niż kolega z drużyny dzierżący w dłoniach M4-A1 kosztem znacznie mocniejszego rozrzutu. Teraz każda broń jest taka sama. Paranoja!
W kwestii technicznej omawiany produkt również leży. Tragiczna detekcja trafień, brak trybu hardcore. Masakra! Nie wiecie nawet, jakiego przeszedłem „zonka”, gdy po wycelowaniu ze snajpy gościowi w głowę nacisnąłem spust i gra zaliczyła to jako pudło. Denerwująca jest również zbyt duża wytrzymałość wojaków, przez co gra wygląda tak - „head lub pół magazynka”.
Nie wiem czy miał to każdy, lecz u mnie ekran gry był nienaturalnie wręcz rozciągnięty. Grzebanie w ustawieniach telewizora nie pomogło, więc nie wiem o co chodzi. Więcej? A proszę. Notoryczna krótka zwiecha po zgonie, ot drobiazg, ale razi jak nie wiem, Dodać mogę do tego całkowitą sztuczność animacji padnięcia. Kurcze, mój protegowany ginąc machnął jedną ręką w górę. Uuu!Panowie, znany jest Wam silnik Havok? Tak, ten odpowiedzialny za realistyczne ruchy ludzi. Przypadki deada na „komara” też nie są obce – postać umiera, zaś z tej agonii upada z rękami i nogami w powietrzu.
Grafika też nie zachwyca. Jest dobra, ale nic ponadto. Ot, Gears
of War 2 wydane pod koniec 2008r. Cieszy również ogromna możliwość niszczenia otoczenia, kończąca się na płotkach i skrzyniach. Brak tu iskry, która pojawiała się w Battlefield: Bad Company 2, gdy granatem niszczyliśmy ścianę budynku. Nie łapię, jak mając w rękach silnik Frostbite można odwalić taką fuszerę.
Kolejnym głupstwem jest praktyczne stu procentowe zgapienie systemu nagradzania i punktowania znanego z Modern Warfare 2. Nadal wkurzające jest to, iż po zabiciu oponenta pojawia się złoty błysk i zasłaniający centralną część obrazu napis informujący o zdobytym doświadczeniu. Kopiować i nie poprawić baboli. Ehh.
Wizytówką serii Medal of Honor była piękna symfoniczna muzyka, przytłaczające bajerami menu, oraz takie smaczki, jak podejście w grze do radia, które pozwalało na zmianę ustawień dźwiękowych. Najnowsza odsłona serii została z tego okrojona.
Największym i chyba jednym plusem MoH'a są odgłosy wystrzałów broni. Tak realnych dźwięków nie słyszałem jeszcze w żadnej grze. Niech się chowa Call of Duty razem z Battlefieldem.
Beta Medal of Honor pokazała, jak bardzo niedopracowana jest gra. Twórcy muszą ostro wziąć się do roboty, albowiem ich produkt będzie zwykłym średniakiem. Więcej wad niż zalet mówi samo za siebie. A zatem, czy seria Medal of Honor odzyska utraconą koronę króla FPS'ów?
W takim stanie na pewno nie. Osobiście grę kupię, lecz inni mogą woleć zachować kasę, która poniekąd idzie w błoto.
Autor:
ManiaQ