frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


recenzja
Data: 2010-02-26, autor: Nitrox, dotyczy: PC

Mass Effect 2


Wypuszczając pierwszego Mass Effecta w 2007 roku na platformę XBOX 360
||
mass effect
||
BioWare chyba nie zdawało sobie sprawy z ogromu popularności oraz rzeszy fanów jakie ta gra zdobędzie. Bezkresne przemierzanie galaktyki w poszukiwaniu śladów Żniwiarzy zawiązane epicką fabułą i niecodziennym, jak na RPG z krwi i kości przystało, stylem rozgrywki wywołało tak wielką burzę w środowiskach growych, że producent zdecydował się wydać ową produkcję również na komputery osobiste w 2008 roku.
Teraz mamy początek roku 2010, jest lekko po premierze drugiej części opus magnum BioWare’u. Co można powiedzieć o Mass Effect 2? Jedyne co mi się nasuwa na usta w takiej chwili to słowa: „Umarł król, niech żyje król”. Mass Effect 2 jest bowiem grą genialną!

Poniższa recenzja została napisana na podstawie wersji na PC.

Co nieco o fabule.
W drugiej części Mass Effect wcielamy się oczywiście nadal w komandora/komandor Shepard i na szczęście to nie ulegnie zmianie. Jak się zarzekał BioWare, Mass Effect jest trylogią, w której od początku do końca głównym bohaterem jest Shepard. Tak więc stara, wysłużona już nieco Normandia SR1 przemierza z Shepardem na czele galaktykę w poszukiwaniu aktywności Gethów, których to masowo ubijaliśmy w „jedynce”. Nagle z nikąd pojawia się nieznany nikomu krążownik ogromnych wręcz rozmiarów i otwiera ogień do Normandii rozwalając ją w drobny mak. Shepard ratując większość załogi wylatuje w próżnię i ginie, a wrak statku w kawałkach spada na pobliską planetę. Po swego rodzaju intrze dowiadujemy się, że ciało głównego bohatera zostało przechwycone przez tak uporczywie zwalczaną przez Sheparda w pierwszej części (w zadaniach pobocznych głównie) agencję Cerberus. Regeneracja, tudzież wskrzeszenie komandora trwa dwa lata.
Po wstępnej rekonstrukcji okazuje się, że stacja kosmiczna, na której przebywamy została zaatakowana, więc przebijając się przez mechy uciekamy z niej do kwatery głównej Cerberusa. Tam też gracz pierwszy raz ma okazję spotkać niejakiego Człowieka Iluzję – jest to szef Cerberusa, który będzie dawał Shepardowi kolejne misje. Dostajemy nowiuteńką Normandię SR2 i lecimy do kolonii ludzkiej, z której wyparowali wszyscy ludzie, a potem… nie, nie powiem, bo nie chcę spoilować. W to trzeba zagrać samemu.
Fabuła „dwójki” to bezpośrednia kontynuacja „jedynki”. Akcja gry toczy się w dwa lata po wydarzeniach z pierwszej części. Odradzałbym grę tym, którzy Mass Effect 1 nie ukończyli, ponieważ po prostu mogą w pewnych momentach nie wiedzieć o czym te postacie właściwie mówią. Opowieść jest ściśle powiązana z wydarzeniami z pierwszej części.
BioWare dał graczom niecodzienną możliwość zaimportowania save’ów z pierwszej części gry. Wówczas zaczniemy rozgrywkę ze sporą sumką na koncie i od drugiego poziomu doświadczenia, a nie od pierwszego tak jak ma to miejsce w przypadku rozpoczęcia gry całkowicie od początku. Ponadto wszystkie decyzje, które podjęliśmy w poprzedniej części zostaną zachowane w sequelu. Jest to bardzo ciekawe i przydatne rozwiązanie. Sami przyznajcie – zabiliście Kaidana na Virmirze, ocaliliście Radę na Cytadeli podczas finału „jedynki”, a Mass Effect 2 się dowiadujecie, że Kaidan żyje, a Rada Cytadeli składa się z ludzi, bo ta stara została zmieciona z przestrzeni orbitalnej Cytadeli podczas ataku Suwerena – trochę nieswojo, prawda? Import zapisu rozgrywki służy właśnie temu, aby taka sytuacja nie miała miejsca.
Jeśli chodzi o samą fabułę gry, BioWare stanęło na wysokości zadania. Na pudełku jest napisane, że misja może okazać się samobójczą, na ekranach ładowania gry często pokazuje się porada mówiąca o możliwości zaimportowania zapisu z gry do Mass Effect 3… o ile nasza postać przeżyje, co powoduje, że człowiek nie ma ochoty ginąć i jednak, przynajmniej za pierwszym razem, chciałby tę grę ukończyć i przeżyć, a czasami producent serwuje nam takie momenty, że aż ciarki na plecach się pojawiają, pikawa przyspiesza i zimny pot zaczyna człowieka zalewać… „żeby tylko przeżył, żeby nie zginął”. A finał… nie ukrywam, że aż mi łezka poleciała, z resztą podobnie jak w pierwszej części BioWare naprawdę się postarał.


następna strona


Długość rozgrywki.
Żyjemy w takich dziwnych czasach, w których pojawiają się gry trwające 5-6 godzin (mówię tutaj o pewnej strzelance, której nazwę wszyscy gracze znają, a jak nie to poznają) są wynoszone na szczyty i śpiewa się o nich peany. Pamiętam jak Unreal II ujrzał światło dzienne w 2003 roku i był krytykowany za długość rozgrywki, która trwała ok. 10 godzin. BioWare idzie w zaparte i łamie przyjęte dziś konwenanse. Przejście Mass Effect 2 na normalnym poziomie trudności, bez bawienia się w zadania poboczne, zajęło mi prawie 28 godzin. Słownie DWADZIEŚCIA OSIEM godzin czystej fabuły głównego wątku – jest to coś, czym w dzisiejszych czasach niewiele gier może się pochwalić. Mass Effect 1 trwał gdzieś o połowę krócej. Fakt, że nie trzeba wykonywać wszystkich misji z fabuły głównej aby udać się do finalnej lokalizacji, ale chyba lepiej mieć te parę poziomów więcej i kompletną drużynę zanim się uda na misję, która może okazać się samobójcza bez odpowiedniego przygotowania.
A skoro tak przeskoczyłem już do finału to dodam jeszcze, że po ukończeniu głównej fabuły mamy tutaj sytuację z goła odmienną niż w pierwszej części. Tam pojawiały się napisy końcowe i nic już więcej nie można było zrobić. Jeśli nie ukończyło się jakiejś misji pobocznej, to trudno, już na to za późno. Natomiast w „dwójce” po ukończeniu gry pojawia nam się okno i mamy do wyboru kontynuację gry i wykonywanie np. misji pobocznych, których nie udało nam się wcześniej wykonać – gra została w ten sposób przygotowana na nadchodzące DLC. Jest też opcja rozpoczęcia nowej gry postacią, którą właśnie ukończyliśmy grę – wówczas nową grę rozpoczniemy z porządnym dobytkiem i będziemy mogli wybrać dodatkowo jedną z mocy, którą dysponowali członkowie naszej drużyny. Żołnierz, który potrafi rzucić falę uderzeniową na wroga – mniam.
Skoro już wspomniałem o DLC – nie wiem jak wygląda sytuacja na Xpudle, ale na blaszaku mamy, po rejestracji za pomocą specjalnego kodu aktywacyjnego, dostęp do darmowych DLC. W chwili gdy to piszę są tam 3 darmowe dodatki, a mianowicie: pancerz Cerberusa, misja poboczna o wraku starej Normandii i uwaga… nowy członek naszej drużyny i jego całkiem rozbudowana misja. Gdybym nie wiedział, że to DLC, to bym pomyślał, że to jest część normalnej gry.

Rozgrywka… jest taktyczna.
Producent i dystrybutor twardo upierają się, że jest to RPG ale gołym okiem widać, że nie jest – nie oszukujmy się. Jeśli ktoś poszukuje prawdziwego RPG z krwi i kości, niech lepiej zainwestuje w Dragon Age: Origins, albo odświeży sobie pamięć i odpali starego, poczciwego Baldura. Gdybym miał określić gatunek Mass Effect 2 to bym powiedział, że jest to shooter z elementami RPG, ewentualnie action RPG. Elementy, które wcześniej świadczyły o tym, że jest to roleplay, w „dwójce” zostały okrojone do maksimum, albo w ogóle usunięte. Nie mamy tutaj zbierania ekwipunku po wrogach, dodawanie punktów umiejętności ma średni wpływ na nasze poczynania, a walka przypomina raczej Gears of War, czy Uncharted niż porządnego erpega. Ale czy to źle? Ależ skąd. Dzięki temu ta gra jest genialna w swej prostocie. Każdy będzie w stanie ją ukończyć. O ile w poprzedniej części walka była taka jakby nieco toporna, o tyle w sequelu jest świetna, soczysta, po prostu bomba. Mamy tutaj wykorzystanie osłon, różne moce, aktywną pauzę oraz pewną innowację, czyli magazynki do broni.
Mass Effect 1 przyzwyczaił gracza do nielimitowanej amunicji. Trzeba było jedynie uważać, żeby broń się nie przegrzała. A jak się przegrzała, to trzeba było trochę odczekać i można było strzelać dalej. W Mass Effect 2 producent wykonał nieco inny zabieg. Mamy tutaj ustrojstwo, które ochrzczono mianem pochłaniaczy ciepła. Jest to nic innego jak magazynek z nabojami cieplnymi. Strzelając marnujemy owe naboje i musimy zbierać „amunicję”, którą wyrzuca wróg. Czyli jak w standardowej strzelance. Nie wiem czy to było dobre rozwiązanie – mnie osobiście nie przeszkadzało to, że mam nielimitowaną amunicję, ale tutaj też nie jest źle, bo leży ona praktycznie wszędzie i pasuje do każdej spluwy oprócz broni ciężkiej.
A właśnie, a propos spluwy. Każda klasa ma specjalizację w określonych broniach. O ile żołnierz może wziąć na siebie praktycznie wszystko, o tyle np. Adept może strzelać tylko z pistoletów, Inżynier ze snajperek itd. Inne bronie wówczas są niedostępne w przeciwieństwie do „jedynki”, w której wszyscy mieli te same spluwy, tylko inaczej sobie z nimi radzili. Tutaj BioWare wykonał myk, który bardzo mi się spodobał, a mianowicie zrezygnowano z pakowania punktów umiejętności w specjalizację w określonej broni. Teraz moc, ilość amunicji, czy celność opracowuje się na Normandii w laboratorium do tego przeznaczonym.
Skoro już powiedziałem o ulepszeniach broni to powiem o co tutaj chodzi. Nie możemy już wylądować na większości planet przypadkowo napotkanych tak jak to miało miejsce w Mass Effect 1. Być może to dobrze, bo oglądanie tej samej pustyni w innym kolorze to średnia przyjemność. Zastąpiono to możliwością skanowania planet. Nie jestem pewien, czy wyszło to grze na plus – jednym się to podoba, innym nie. Do czego zmierzam? Podlatujemy na mapie galaktyki do planety i wybieramy „Rozpocznij skan”. Tak, napisałem „podlatujemy”, bo w Mass Effect 2 latamy Normandią po planetach, kończy nam się paliwo i musimy je dokupywać. Nie jest to co prawda symulator jakiś, ot taki bajerek, klikamy na mapie galaktyki myszką i trzymamy to miejsce i tam leci Normandia. Wracając do tego skanowania, nie wiem jak na X360, ale na PC wciskamy prawy przycisk myszki i mozolnie jeździmy po tej planecie niczym lekarz swoim ultrasonografem po brzuchu kobiety w ciąży. Są cztery pierwiastki do zbierania. Każdy odpowiada za inny rodzaj ulepszeń. Obok jest wykres i jeśli podczas tego skanu w jakimś miejscu wykres zacznie szaleć, wciskamy lewy przycisk myszki i w ten sposób wypuszczamy w to miejsce sondę i zyskujemy dany minerał. Nie ukrywam, że dla mnie nie jest to wymarzone zajęcie, a niestety jest ono konieczne, aby można było opracowywać ulepszenia do broni, pancerzy, a nawet całego statku. Odnośnie tego ostatniego, zastanawiałem się na co wpływają te udoskonalenia, np. działa, które montujemy na Normandii. Użyć się tego nie da. Być ma to zaważyć na naszym przeżyciu, ponieważ w pewnym momencie ukazał mi się filmik, jak Joker wali z tych dział w sondy wroga. Gdybym ich nie zamontował, to nie wiem jakby się to skończyło. Możemy również opracować broń prototypową, jak wyrzutnie rakiet, czy różnego rodzaju miotacze. Zawsze można owe ulepszenia (oprócz prototypów i ulepszeń Normandii) kupić na różnych stacjach kosmicznych i planetach ale kosztują one ciężką gotówkę, więc z dwojga złego chyba lepiej je samemu opracowywać.
Co do planet i stacji kosmicznych typu Cydadela z pierwszej części, mamy ich tutaj zdecydowanie więcej. Przyjdzie nam odwiedzić oczywiście Cytadelę, szkoda tylko, że taką jakby nieco okrojoną; stację Omega, na której roi się od zbirów a jedyną zasadą jest brak zasad (tylko nie myślcie sobie, że tam trwa non-stop deathmatch :P, nie ta gra) oraz planetę Illium zamieszkaną przez Asari. Są to miejsca, w których pełno jest różnych sklepów, barów a nawet dyskotek.


poprzednia stronanastępna strona


Doświadczenie.
Zdobywanie punktów doświadczenia wygląda tutaj zgoła inaczej niż w poprzedniczce. Przede wszystkim poziomy nabijamy zdecydowanie wolniej. Mass Effect 1 kończyłem bez wykonywania zadań pobocznych na czterdziestym poziomie. Tutaj udało mi się zdobyć raptem dwudziesty trzeci level co nie znaczy, że moja postać jest słaba, wręcz przeciwnie, jest całkiem nieźle rozbudowana. Umiejętności, których można rozwijać jest zdecydowanie mniej. O ile główna postać ma tych pasków chyba z osiem, o tyle towarzysze mają tylko cztery z czego ostatnia, a często i przedostatnia, z reguły najsilniejsza moc, jest dostępna dopiero po wykonaniu specjalnej misji powierzonej przez towarzysza. Dzięki temu postać staje się lojalna wobec nas i może zacząć uczyć się owych umiejętności.
Rozwój umiejętności wygląda tutaj w taki sposób: co poziom dostajemy jeden, lub dwa punkty doświadczenia, każda umiejętność ma cztery poziomy, które rozwija się po kolei. Pierwszy poziom kosztuje jeden punkt, drugi dwa punkty doświadczenia itd. Aby rozbudować więc do maksimum np. falę uderzeniową (u biotyka) trzeba na to poświęcić aż dziesięć punktów umiejętności ale zapewniam, że warto, gdyż po osiągnięciu maksimum wyszkolenia dostajemy bonus, który możemy sobie wybrać. Ma to miejsce przy każdej umiejętności, więc można zbudować całkiem potężną postać. Np. fala uderzeniowa zamienia się w pole uderzeniowe, za pomocą którego można położyć sporą grupkę przeciwników.
Talenty można również zresetować, co do tej pory nie było możliwe. Zbieramy na planetach 2500 jednostek pierwiastka zero i opracowujemy w laboratorium ponowny trening mocy i już możemy na nowo rozłożyć swoje punkty doświadczenia. Nie jest niestety tak różowo, że w kółko możemy sobie tak eksperymentować, ponieważ pierwiastek zero jest bardzo rzadko występującym minerałem w przeciwieństwie do pozostałych i jak ktoś wyklika te 2500 jednostek, to z reguły woli je przeznaczyć na jakieś ulepszenie, np. na wyrzutnię rakiet albo miotacz cząstek elementarnych. Ilość wymaganych jednostek pierwiastka zero określana jest przez poziom postaci. Przykładowo moja postać na poziomie dwudziestym trzecim musiałaby wydać 3750 jednostek tego rzadkiego minerału, więc reset talentów to raczej kosztowna sprawa.
W temacie doświadczenia powiem jeszcze o punktach moralności. W „jedynce” trzeba było ładować punkty doświadczenia w umiejętności uroku lub zastraszania. Tutaj tego nie ma. W zależności od tego jak się zachowujemy, automatycznie punkty lecą na nasze konto. Możemy być prawymi obywatelami albo egoistami. Również często podczas rozmowy możemy jednym kliknięciem (gdy pojawi się specjalny symbol) wykonać jakąś czynność stosowną do sytuacji przerywając rozmowę i nabijając sobie punkty do prawości lub egoizmu.


poprzednia stronanastępna strona


Towarzysze, czyli w kupie siła :-)
W „jedynce” było ich sześciu. W „dwójce” jest ich chyba ze dwa razy tyle, jak nie więcej. Nie zmienia to faktu, że nadal możemy mieć w drużynie tylko dwóch towarzyszy, aczkolwiek w finalnej misji bierzemy ze sobą wszystkich (w pewnym sensie). Każdy z towarzyszy daje nam w pewnym momencie gry swoją misję. Po jej wykonaniu towarzysz staje się lojalny i dostaje nowe ubranko :-) Z lojalnością wiąże się dodatkowa, zabójcza umiejętność u każdego z nich, więc warto wykonywać te misje, zwłaszcza, że są one powiązane z główną fabułą i widnieją w dzienniku w sekcji „misje”, więc są to misje główne. Co prawda można wyruszyć w bój bez pełnej załogi, Człowiek Iluzja daje nam taką możliwość, ale sądząc po rozmachu finalnej misji, zakończyłaby się ona porażką bez pełnego, lojalnego składu.

Oprawa audiowizualna.
Gra śmiga na niezmiernie popularnym w dzisiejszych czasach, używanym w co drugiej grze, silniku Unreal Engine 3. Grafika w związku z tym wygląda znajomo, jeśli się grało w pierwszego Mass Effecta, w Gears of War, w BioShocka czy jakąkolwiek inną grę opartą na Unrealu trzecim. Nie da się ukryć, że jest ładna, nawet bardzo ładna, gdyż wyciągnięto chyba maksimum możliwości z tego silnika na dzień dzisiejszy. Jeśli ktoś nie grał w „jedynkę”, niech w nią zagra przed „dwóją”, bo w odwrotnej kolejności może się niemiło rozczarować. Grafika jest mimo wszystko o wiele ładniejsza od tej z pierwszej części. Nie jest to arcydzieło na miarę Crysisa, ale wygląda naprawdę miodnie i miło się gra, a do tego nie obciąża zbytnio sprzętu, bo to w końcu Unreal 3. No i najważniejsze, czyli animacje twarzy – z tego ta seria słynęła i słynie. Już w „jedynce” to ładnie wyglądało, a w „dwójce” wygląda jeszcze lepiej i zaryzykuje stwierdzenie, że są to najlepsze animacje twarzy w ogóle w grach video.
Warstwa dźwiękowa jest natomiast boska. Soundtrack do Mass Effect 2 to prawdziwe arcydzieło dodające grze charakteru, zresztą tak samo jak w przypadku Mass Effect 1. W kwestii udźwiękowienia gry również jest świetnie. Odgłosy strzałów, czy w ogóle dźwięki otoczenia, zgiełk panujący na dużych stacjach kosmicznych zostały wykonane genialnie, aż chce się grać.


poprzednia stronanastępna strona


Co na minus?
Mass Effect 2 nie jest grą idealną niestety i pewne babole się trafiły. W czasie rozmowy często postaci wykonują dziwne myki. Np. postać stoi, ja klikam jakąś opcję w rozmowie, a tu nagle pokazane jest jak ten ktoś siedzi i dopiero wstaje. W jednej chwili ze stojącego oficera SOC zrobił się siedzący oficer SOC :P. Tak jakby ktoś wyciął parę klatek z gry :P Na szczęście nie przeszkadza to w niczym, ale wygląda jednak dziwnie.
Producent zrezygnował z długich jazd windami – to jest na plus, ale w zamian dostaliśmy dosyć długie ekrany ładowania – to już na minus. Ponadto często po ekranie ładowania pokazuje się czarny ekran na parę sekund, co denerwuje.
Inna wada techniczna to fakt, iż ze dwa razy gra stanęła mi w miejscu. Tak jakby się komputer zawiesił ale po kilkunastu sekundach, gdy już miałem resetować, odblokowała się.
Ponadto wg mnie dystrybutor, czyli Electronic Arts dał nieźle ciała w temacie polskiej wersji językowej. Myślałem, że będę miał wybór tak jak w Mass Effect 1, czyli pełna polska wersja językowa, wersja kinowa i wersja w pełni po angielsku. Niestety rzeczywistość brutalnie rozwiała moje nadzieje, albowiem okazało się, że nie mam żadnego wyboru. Jedyną opcją jest instalacja gry w pełni spolszczonej i zdubbingowanej. Chyba nikt się tutaj cudów nie spodziewał – polski dubbing jak zwykle leży. Łukasz Nowicki w roli Sheparda sprawdził się nieco lepiej niż Marcin Dorociński, ale i tak daleko mu do angielskiego pierwowzoru, natomiast Sonia Bohosiewicz, z którą całą masę wywiadów przeprowadzono na różnych serwisach growych, no po prostu… brak mi słów. Jedyna postać, której głos mi się spodobał, to Kapitan Bailey na Cytadeli – pod niego głos podłożył Maciej Maleńczuk (Pudelsi, jakby ktoś nie wiedział) i wyszło mu to świetnie – szkoda tylko, że Bailey to postać epizodyczna…
Być może w kwestii wersji kinowej lub całkowicie angielskiej EA coś kombinuje, ponieważ na początku modyfikacje pewnego pliku znalezione w Internecie nic nie dawały, bo brakowało pliku konfiguracyjnego z wersji angielskiej, a po wgraniu patcha 1.01 EA po kryjomu dodało owy plik i teraz można za pomocą modyfikacji zmienić język gry na całkowicie po angielsku. Kto wie, może następny patch wprowadzi oficjalną zmianę języka i wersję kinową – byłoby bardzo miło.

Podsumowując, Mass Effect 2 pomimo paru niedoróbek natury technicznej, jest godnym sequelem, w którym poprawiono praktycznie wszystko co się dało poprawić i co raziło w Mass Effect 1. Polecam tę grę każdemu fanowi zarówno RPG, jak i shooterów w kosmicznych klimatach.

Jako bonus dodam jeszcze jak gra się sprawowała na moim sprzęcie. Moje „monstrum” to: Athlon X2 4200+@2,4GHz, 2GB RAM, GeForce 9600GT (512MB DDR3). BioWare dało czadu i gra śmiga o wiele lepiej niż Mass Effect 1. Wszystko ustawione na maksimum, 1440x900 i gra w większości lokacji zasuwa w ponad 45fps. Jedynie tam, gdzie trzeba wyświetlić bardzo dużo szczegółów animacja potrafi nieco zwolnić, ale zdarza się to raczej rzadko. Jedyne co mnie zastanawia to brak antyaliasingu. Nie było go w „jedynce” i tutaj też go nie ma. Nie mogę tego zrozumieć, ale cóż – co gra to obyczaj. Tak, czy inaczej, brawo BioWare :-)

poprzednia strona


10 na 10 0.3



Grafika:    Gra jest bardzo ładna, zaimplementowano piękne animacje twarzy, ale jednak do Crysisa jej brakuje. 90%
Dźwięk:    Świetna oprawa muzyczna i dźwiękowa, soczyste odgłosy broni, mniam :-) 100%
Miodność:    Nie ma co prawda trybu multi, ale jeśli dalej będą wychodzić DLC w takim tempie to jeszcze sobie w Mass Effect 2 długo pogramy, no i przecież jest tyle sposobów na ukończenie tej gry, że żal byłoby ich nie wypróbować. 90%
Ogólnie:    Najlepszy kosmiczny shooter z elementami RPG, jaki do tej pory widział ten świat :-) 93%
Dotyczy wersji:
PC

Autor:

Nitrox


 

||
Video 1408
||

Lair of the Shadow Broker DLC Trailer

||
Video 1253
||

(SPOILER) Hooking Up Montage


Tak erotyczny spoiler nikomu nie zaszkodzi :D...
||
Video 1252
||

Mordin Character Trailer


Ufo-człek stanie po stronie obrony ludzkości?...
||
Video 1251
||

Zaeed Massani DLC Trailer


Tylko kupując oryginał spotkamy go w grze!...
||
Video 1220
||

Red Carpet Trailer

||
Video 1219
||

Launch Trailer

||
Video 1218
||

N7 Developer Diary

||
Video 1214
||

Subject Zero Narrative Trailer

||
Video 1213
||

Miranda Narrative Trailer


Ta lasencja będzie lepsza w grze niż wygląda?!...
||
Video 1206
||

Vanguard Class Walkthrough

||
Video 1205
||

Infiltrator Class Walkthrough

||
Video 1204
||

The Dirty Dozen Teaser

||
Video 1203
||

Sentinel Class Walkthrough

||
Video 1202
||

Samara Trailer

||
Video 1201
||

Adept Combat Class Reveal

||
Video 1200
||

Tali Trailer

||
Video 1183
||

Mass Effect 2 Subject Zero


Mass Effect 2 zaskakuje pozytywnie nawet fanów wraz z kolejnymi filmikami, tym razem Powerfull Bitch!...
||
Video 1163
||

PAX 09: Companions Gameplay (Cam)

||
Video 1131
||

GC 09: Omega Trailer


Robi wrażenie - nie trzeba być alfą i omegą aby skumać, że ta gra sprzeda tony blaszaków i xpudełek !...
||
Video 1106
||

Exclusive Reveal Dev Diary


Kolejne detale, kolejne dobre informacje! ME2 najwyraźniej powtórzy sukces pierwszej części!...
||
Video 1019
||

E3 09 Exclusive Teaser


Krótki, ale konkretny!...
||
Video 1002
||

Prelude to E3 '09 Trailer




Pora na Wasze komentarze:


||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza