Cały świat ME jest czysty i sterylny. Biele oślepiają niczym lampa
z białą żarówką. Rzadkością są kolory, dlatego też barwa czerwona ukazuje nam miejsce, do którego musimy się udać. Niestety, nasza bohaterka jest "blada" i tak naprawdę nie wiemy, dlaczego walczy z prawe. Owszem, jej mama zginęła w zamieszkach - ale nic więcej. Dlaczego walczy? Bo tak - i już! Również inne postacie są strasznie płytkie i czytelne.
Nasza bohaterka - jak przystało na Azjatkę ;) - ma bardzo duży zasób ruchów. Możemy ślizgać się po ziemi, robić fikołki, skakać po ścianach i wiele, wiele innych. Muszę przyznać, iż sprawne przemierzanie kolejnych poziomów jest nie lada satysfakcją. Tylko niestety, developerzy zapomnieli o małym szczególe. Mianowicie skręcimy kończyny Fairth kilkaset razy. I nie chodzi tu o umiejętności, bowiem przy trzecim przejściu gry od początku padłem 42 razy. Wszytko byłoby pięknie - ładnie - gdyby nie schematyczność rozgrywki. Jako kurier naszym zadaniem jest zdobycie i dostarczenie przesyłki, której dotykać nie powinniśmy. I na naszą niekorzyść zawsze zjawia się policja, przed którą musimy uciec. Niestety, ta czynność jest wielce nużąca ponieważ teren ucieczki jest ściśle ograniczony, oferując przeważnie jedną drogą ucieczki. Ależ oczywiście - odpowiedziałem na pytanie kumpla, który pytał "czy można walczyć z niebieskimi?". Owszem, możemy tępić policję, lecz jest to nie bardzo pożyteczne. Przeciwników możemy bić rękami, nogami i co najlepsze, twórcy udostępnili nam możliwość rozbrajania delikwentów wraz z zabijaniem ich bronią palną - do której nigdzie nie znajdziemy amunicji, a co gorsza - nie można z nią podróżować. Może powiedzmy trochę o wrażych - niebieskich. Są dość zróżnicowani, począwszy od zwykłego policjanta z bronią po snajperów i niebieskich z maszynówami przez oddzielny oddział do walki ze sprinterami, przed którymi każdy zdrowy człowiek ucieknie. Ponadto w grze ujrzymy kilka basów - choć nie przeżyjemy z nimi zapierających dech w piersiach walk. Głównie naszym zadaniem będzie rozbrojenie przeciwnika - od czasu do czasu, robiąc uniki, które cholernie ciężko zrobić!
Cóż byłaby to za recenzja, w której nie znalazłaby się wzmianka o poziomach. Muszę przyznać, iż są świetne i dość zróżnicowane, lecz niestety nie są " otwarte" a szkoda. Możliwość wyboru kilkunastu dróg ucieczki - bezcenne. Czasem również Fairth ( tak jak już wcześniej wspomniałem) może rozbroić delikwenta. Mianowicie podczas walki w zwarciu, naszemu przeciwnikowi dosłownie na sekundę podświetla się broń, co
oznacza, że naciśnięcie odpowiedniku powoduje "zajumanie" broni. Oczywiście nasza bohaterka ma dwie opcje - walczyc lub uciekać. Pierwsze rozwiązanie jest podobno łatwiejsze(skok z kopnięciem w krocze ;]), lecz mimo to, preferowałem ucieczkę, ponieważ dawało mi to większą satysfakcję z przygody. Niestety, Mirror's Edge ma bardzo toporne sterowanie. Co z tego, że mamy świetny samouczek, skoro potrzebujemy z siedem palców aby ogarnąć klawiaturę? By wtopic grającego w grę, usunięto wszelki interfejs. Jest tylko kropka na środku ekranu, którą można wyłączyć.
Dodatkowo, po przejściu całej kampanii dla pojedynczego gracza, istnieje możliwość przebiegnięcia tychże poziomów na czas. Jako, że jest ich dziewięć - całość zajmie nam około dwóch godzin. Niestety, kampania też długa nie jest, bowiem niedzielny gracz zmieli ją w 7-8godzin. Choć patrząc z drugiej strony dobrze, że ME nie jest dłuższe, gdyż monotonia rozgrywki szybko frustruje. Na oddzielny komentarz zasługuje warstwa techniczna omawianego produktu.
Zacznijmy od efektów świetlnych połączonych z grafiką. Światło jest genialne! Jest wspaniałe!! Jest ucztą dla oczu!!! Tak jak wcześniej wspomniałem, świat Fairth jest strasznie jaskrawy. lecz dy otrzymamy obrażenia, świat staje się niemal normalny. Cienie w świetle słońca zasługują na ocenę 11/10, gdyż nawet nie wiem jak je opisać!
Naprawdę! Niech się schowa Wiedźmin czy Unreal Tournament 3. Mirror's Edge maszeruje pod patronatem Unreal Engine 3, który zapewnia owej produkcji niewyobrażalną grafikę. Rzecz jasna, nie może wchodzić z szranki z królem Crysisem napędzanym Ery Engine 2, lecz oferuje nam piękno połączone z małymi wymaganiami sprzętowymi. Oprawa audiowizualna także zmiata z nóg. Hymn będący główną piosenką Mirror's Edge jest genialny ( Still a Life). Niestety, jest mały problem z głosami postaci. Również filmiki pomiędzy misjami są totalnie słabe - jakieś pseudo amine? Mało tego, z punktu widzenia recenzenta budynki, po których porusza się nasza sprinterka są fatalne. Lecz jako gracz zaczarowany klimatem ME uważam, iż spełniają swoją rolę całkowicie.
następna strona