frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


recenzja
Data: 2008-02-12, autor: melixsa, dotyczy: XBOX 360 PS3

Burnout Paradise


Burnout Paradise, to druga next-genowa odsłona serii. Po kapitalnym
||
Burnout Paradise
||
sukcesie Revenge, w którym potraktowano nas nie porównywalną z niczym dotąd rozwałką uliczną, Electronic Arts postawiło na zupełnie inny tryb ścigałki wbrew prawu. Czy trzeba wspominać o poprzednikach Paradise? Może kilkoma zdaniami, aby zieloni pojęli, o co w tym tak naprawdę chodzi. Rozgrywka w Burnoucie zawsze polegała na jednym. Zrobić jak największą balangę na szosie i wyjechać z tumanu kurzu pierwszym, w międzyczasie rujnując trasy, niszcząc konkurentów i z kocią zwinnością wchodzić w hardcorowe zakręty.

Paradise City, rok 2008. Wita nas znakomity singiel w wykonaniu Guns'n'Roses o właśnie tym tytule ("Paradise City"). Za chwilę dostajemy podniszczoną licencje i wyruszamy do miasta. No właśnie - miasta. Ano, moi Kochani, najnowszy Burnout zrzucił metkę zamkniętych torów i przeniósł się na ponad 30 kilometrów kwadratowych otwartych tras. Ni to innowacyjny, ni szczególnie zachęcający pomysł, musze przyznać było mi uważać na tą wieść. Nic to, rzekło się przełykając niemiłą wieść ze śliną i wypadało z dniem premiery odpalić świeżutką gierę. Przywitana przyzwoicie poczułam się mile zaskoczona utopijnym wręcz krajobrazem słonecznego miasta. Czy rzeczywiście znalazłam się w Raju?

Downtown Paradise, Harbor Town, Palm Bay Heights, Silver Lake, White Mountain, to dzielnice Paradise City, po których przyjdzie nam się w tej części ścigać. Pokrótce o tychże. Downtown Paradise, to nadmorska część miasta, charakteryzująca się dużą ruchliwością, acz i pięknymi widokami. Harbor Town przywita nas bardziej szarym klimatem z mnóstwem ukrytych skrótów i porozstawianych pułapek. Palm Bay Heights, to główna cześć miasta połączona siecią autostrad i mnóstwem krzyżujących się uliczek. Przejechać tędy bez żadnych kolizji, to czysta fantazja; zgubić się kilkakrotnie - wizja samospełniająca się. Kiedy odwiedzacie Silver Lake, radze bacznie oglądać się wokoło. Mnóstwo tu ukrytych torów, na których można dostać bonusowe punkty i wykonać nieprawdopodobne triki swoim autem. Na końcu White Mountain, teren najrozleglejszy, najmniej uczęszczany przez trzecich kierowców, pozwalający rozwinąć maksymalne prędkości i sam w sobie niezwykle uroczy.

Samochody. Burnout przyzwyczaił nas do otrzymywania aut za przejazdy najlepiej premiowane. Tym razem jest ciut inaczej. Aut nie dostajemy od razu do warsztatu, ale możemy znaleźć je w mieście. Wtedy udany crash-break i fura trafia do warsztatu. Wszystkich samochodów jest 75. Dzielą się one na trzy rodzaje i to nasz gust zdecyduje, który wybierzemy. Oczywiście możemy zmieniać klasy pojazdów dostosowując je pod tryby wykonywanych wyścigów. Także czekają nas auta tzw. kaskaderskie, szybkie, oraz agresywne. Poznać je można po różnokolorowych trybach cech (żółte - kaskaderskie, zielone - szybkie, agresywne - czerwone). I tu oprócz prowadzenia się naszych milusińskich dużą wagę odgrywa sprawa nitra, które w niektórych trybach możemy używać cały czas, kiedy w innych czekać należy na całkowite naładowanie się paska. Co się tyczy samych fur, do wyboru dostaniemy wozy muskularne, egzotyczne i ztuningowane SUVy. Szczerze mówiąc, brak mi tu sportowych, z wyglądu plastikowych aut...

Wyścigi, wyścigi, wyścigi. Te zawsze były jednym z największych atutów wszystkich Burnoutów. I tym razem jest... przyzwoicie. Tak, wiele więcej powiedzieć nie można. A więc klasycznie, mamy w planach Race, Road Rage, Burning Route, a także dwa nowe Stunt Run i Marked Man, i o tym ostatnim kilka słów więcej. Całą taktyka polega na tym aby dojechać od celu do celu w całości. Niby nic trudnego, gdyby nie wprowadzona dla tego celu przeszkoda. A mianowicie czarne, bezduszne auta posłane na trasę tylko po to, aby nam to uniemożliwić. Niby nic wielkiego, ale niemiluchy potrafią ostro wkurzyć i dać po oponach aby tylko rozwalić naszą furę! Nie ma w tym ani odrobiny współczucia, czy litości, tylko bezduszna walka o przetrwanie. I wiecie co? Podoba mi się to! Inne tryby znacząco niczym nie różnią się. Warto wspomnieć, że w Road Rage liczba aut do wyeliminowania rośnie o jeden w każdym następnym wyścigu tego typu. Stunt Run, czyli widowiskowe palenie gumy również nie jest niczym nowym, jeśli chodzi o klasę wyścigów. W końcu choćby seria NFS rozwinęła dość sympatycznie ten typ ścigania się. Tyle, że Burnout nie do końca powielił to, co zapoczątkowali inni. Tym razem nie tylko iskrzące opony pozwalają zdobyć punkty potrzebne do dominacji. Teraz, to widowiskowe skoki, korzystanie ze skrótów, akrobacje powietrzne i na jezdni, jak najdłuższa jazda na Boostcie i imponujące kraksy, to wszystko przesądza o wygranej. Należy zauważyć, że tym razem nie wybieramy wyścigu z karty menu, ale jeżdżąc po mieście natykamy się na światła, które są jednocześnie startem konkretnej potyczki.
Ścigamy się najczęściej z ośmioma, sześcioma, bądź jednym konkurentem. To, co dzieję się zaraz za linią startu, można porównać jedynie do szalonej zabawy sześciolatków. Nasi konkurencji z mistrzowskim cynizmem wyniszczają się wzajemnie, nie dbając o nic i o nikogo, o linię mety. Jeden z drugim wdają się w uliczne kraksy, rozbijając próbują zdominować rywali, osiągają niesamowite prędkości, by za chwilę wzlecieć do pułapu niebieskiego, to jest niesamowite! Sami wybieramy trasę przejazdu do miejsca przeznaczenia. I tu zaczynają się problemy, gdyż otwarte miasto, masa aut wokół nas, konieczność śpieszenia się i mini mapa w rogu, która nie pozwala nam zaplanować jazdy na zbyt długo. To wkurza! Mnóstwo przegranych wyścigów, z powodu ominięcia jednego zakrętu, czy przypadkowego wjazdu na autostradę. Jesteśmy zmuszeni nauczyć się dość dobrze miasta, by pokonywać teren bez panicznego strachu wjechania tam, gdzie nie trzeba. Na szczęście nie jest tak źle. Z raz źle powziętej trasy często można wrócić i jeśli nasi kompani bawią się wciąż w nieskierowaną wojnę, nawet wygrać. Co nowego. W czasie jazdy napotykać będziemy się na przeróżne stacje, w których, niczym na F1, natychmiast dostaniemy pełne nitro, nowy wóz, czy nawet elitarny sprawy na wozie. Przystanki na naprawę wozu przydają się szczególnie w trybie Road Rage i Marked Man.
Z życia wzięte? Może nie w tym życiu. Brak jakiegokolwiek realizmu, to cecha charakterystyczna serii. Tym razem tradycji nie stało się zadość z jednego powodu. Samochody trzecie, nie biorące udział w wyścigach, to nasz grób. Choćby muśnięcie takiej fury powoduje natychmiastowe wypadnięcie z gry i wrecked. Jest to często irytujące, gdyż przy dużej prędkości i próbującymi nas strącić konkurentami często, zbyt często wcinamy się w inną brykę. I co za tym idzie, podobno niezwykły fenomen Paradise City, a mianowicie widowiskowe kraksy. Przyznam słuszność. Wspaniale to wygląda. Mnóstwo widoków na rozpadającą się furę, świetne ruchy kamery, obrazujące doskonałość niszczenia na więcej niż jedną część. Jesteśmy świadkami rozdrobnienia pięknego autka na drobne części, a także widowiskowych lotów mającej rozwalić się fury. Wszystko cacy, gdyby nie fakt, że mające oczarować widoczki za kolejnym razem są tylko westchnięciem komentowanym: o.


następna strona


W pełni next-genowy Burnout, absolutnie trójwymiarowy, pełen wyobrażonych aut, słonecznych tras, szaleńczej rozwałki. Trudno jednoznacznie określić czy sprawdził się, czy też nie. Jedno jest pewne. Choć gra posiada irytujące szczegóły, to niewątpliwie nadal sięgająca zenitu grywalność wszystkie te niedoróbki przewyższa! Paradise City raz rozpoczęta nie da nam o sobie łatwo zapomnieć i przy udziale jak zawsze klimatycznej muzy(soundtrack pozbierany ze wszystkich części Burnouta!), pozwoli nam przeżyć dziką, nieokiełznaną, piękną, chwilami niebezpieczną przygodę. Wzbić się w powietrze, nie na skrzydłach, acz na nitrze i pokazać, kto tak naprawdę w Rajskim Mieście rządzi. Gorąco polecam!

poprzednia strona


10 na 10 0.1



Grafika:    o tych widokach pisali poeci ; ) 85%
Dźwięk:    muza z całej serii w jednym miejscu 61%
Miodność:    rządzi! 95%
Ogólnie:    Jestem w Raju : ) 91%
Dotyczy wersji:
XBOX 360

Autor:

melixsa


 

||
Video 507
||

Exclusive Lost Angeles Trailer

||
Video 506
||

Aggression Trailer

||
Video 505
||

Take Down TV Spot

||
Video 504
||

50 Car Crash Gameplay




Pora na Wasze komentarze:


||
Bandi2010-08-06 o godzinie 00:24:23, Bandi napisał(a):
Gra ponadczasowa, wiele dodatków dostała, ciekawe - tyle czasu minęło a o nowej części nic nie słychu
||

||
Mantis2008-02-26 o godzinie 19:38:23, Mantis napisał(a):
Recka super napisana:)
||

||
Bandi2008-02-16 o godzinie 12:22:15, Bandi napisał(a):
Ja się zgodzę z oceną za grafę, na telewizorach Full HD szczęka nie opada a powinna, bo to przecież Burnout :D
||

||
Mantis2008-02-16 o godzinie 10:35:12, Mantis napisał(a):
Osobiście dałbym więcej za grafikę, ale to twoje zdanie;p
||

||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza