frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


recenzja
Data: 2012-03-20, autor: Red, dotyczy: PC PS3 XBOX 360

Mass Effect 3


Finałowy akt trylogii pod tytułem Mass Effect właśnie dobiegł końca. Do
||
mass effect
||
sklepów trafiła trzecia, ostatnia część historii komandora Sheparda, która wieńczy kosmiczną sagę od BioWare. Wszystkie wątki miały zostać zamknięte, a tajemnice wyjaśnione - ot iście widowiskowe zakończenie świetnej opowieści. Czy tak się stało? I tak, i nie. W sieci pojawiły się skrajne opinie graczy i fanów serii: jedni wersję finału kanadyjskiego studia pokochali, inni znienawidzili. Ja pudełko z Mass Effectem 3 odłożyłem kilka godzin temu z powrotem na półkę. Gra ukończona, historia kompletna i prawdę powiedziawszy towarzyszy mi smutek - przez fakt, iż to już koniec oraz przez styl, w jakim BioWare pożegnało się z Shepardem. Ale po kolei.

Początek końca…

Gra rozpoczyna się kilka miesięcy po wydarzeniach z Mass Effect 2: The Arrival. Komandor Normandii zostaje odsunięty od służby i jego dalsze losy uzależnione są od decyzji przełożonych. Pierwsze ludzkie Widmo, wybawiciel galaktyki zdegradowany i to w najgorszym możliwym momencie - wrócili Żniwiarze, potężna rasa maszyn, stawiając sobie za cel zniszczyć każdą organiczną formę życia, a jedyna osoba, która może powstrzymać apokalipsę jest uziemiona. Otrzeźwienie następuje dopiero w momencie, kiedy zagłada ludzkości staje się faktem. Legendarne maszyny docierają na Ziemię i zaczynają masowy mord. Wielkie, piekielne mocne i niepokonane bestie rozpoczynają unicestwianie Niebieskiej Planety. Cóż począć? To, co zwykle w takich sytuacjach - sięgamy po herosa, w tym przypadku Sheparda. Komandor odzyskuje swoją rangę, statek i rusza w przestrzeń kosmiczną z nadzieją na pomoc. Czeka go najcięższe zadanie z możliwych - będzie musiał zjednoczyć wszystkie rasy, które bynajmniej miłością do siebie nie pałają.

Tak rozpoczyna się trzecia część kosmicznej sagi BioWare, a jednocześnie tak zaczyna się koniec całej Mass Effectowej historii.

W poszukiwaniu pomocy… każdej możliwej pomocy!

Schemat gry nie uległ wielkiej zmianie. Shepard i jego drużyna, choć w tej odsłonie w bardzo odchudzonym składzie, zbiera siły, by stawić czoło większemu zagrożeniu. Nic prostszego? Oj, niestety nie. Problem w tym, iż musimy zyskać poparcie ras, które od wieków toczą wojny i spory. Trzeba więc pobawić się w politykowanie, co sprowadza się w sumie do jednego - wypełniania zleconych misji i podejmowaniu decyzji, które wpłyną na przebieg wojny. Innymi słowy: Shepard po prostu robi swoje - kopie tyłki, znajduje sprzymierzeńców i ratuje galaktykę. Nim jednak nastąpi wielki finał, trzeba będzie się swoje natrudzić. No ale przecież nikt nie mówi, że jest to praca łatwa, prawda?

Normandia po raz trzeci weźmie udział w bitwie. Tym razem najbardziej globalnej i najbardziej efektownej - to z całą pewnością - a jej dowódca będzie musiał dokonać niemożliwego. Tak, znów. Zresztą dokonania z poprzednich odsłon gry nie idą w zapomnienie. Wręcz przeciwnie. ME3 to bezpośrednia kontynuacja rozpoczętych onegdaj wątków. Decyzje podjęte w przeszłości mają więc znaczenie w "trójce" - wystarczy zaimportować save'y z poprzednich odsłon, dzięki czemu Shepard będzie taki, jaki być powinien (no… prawie - do tego tematu jeszcze wrócimy). Najbardziej komfortowa sytuacja to oczywiście zapis od "jedynki". Wówczas gra jest najpełniejsza i po prostu "nasza". Oczywiście BioWare nie stawia problemów przed tymi, którzy swą przygodę z Mass Effectem zaczynają od najnowszej odsłony - wystarczy zdefiniować protagonistę: nadać pożądany wygląd, odpowiedzieć na kilka pytań nawiązujących do fabuły poprzednich ME oraz wybrać klasę postaci. Jak w rasowym RPG.

Historia? Akcja? Sam zdecyduj!

Tylko czy Mass Effect jest grą RPG? I tak i nie. Z jednej strony znajdziemy w niej elementy, które do tego gatunku są wręcz wpisane: statystyki, "levelowanie" postaci, punkty umiejętności - te rzeczy występują także w ME3. Właśnie, słowo "występują" najbardziej oddaje ich wagę w rozgrywce. To gra fabularna, lecz jej osią nie są statystyki, a dialogi, historia i postacie, które pojawiają się w jej trakcie. To w zasadzie strzelanina TPP w stylu Gears of War z rozbudowaną, wielowątkową opowieścią i specjalnymi umiejętnościami rodem ze świata RPG. ME3 kontynuuje zatem styl, którym kroczyło studio w drugiej odsłonie cyklu. Twórcy obiecywali, iż tym razem powstanie coś pomiędzy "jedynką" a "dwójką". Statystyki miały okazać się ważne i wpływać na przebieg starć. I wiecie co? Tak jest, lecz wyłącznie na wysokim poziomie trudności. Tam trzeba kombinować, używać odpowiednich kombinacji chwytów specjalnych. Na niższych stopniach skomplikowania Mass Effect 3 przemienia się w strzelaninę.


następna strona


Czy to wada? Dla niektórych na pewno, lecz samo BioWare przyznaje, iż "erpegowość" ME nie leży w statystykach, a w odgrywaniu naszej roli w opowieści. Właśnie dlatego, czy może między innymi dlatego, twórcy zdecydowali się na drastyczny krok: dość oryginalnym wyborze poziomu trudności. Otóż oprócz standardowego "łatwego", "normalnego", "trudnego" i "ekstremalnie trudnego" występują także dwa niekonwencjonalne ustawienia: "fabuła" i "strzelanina". Czym się charakteryzują? W pierwszej opcji gra staje się niemiłosiernie więc prosta. Przeciwnicy nie są wstanie wyrządzić nam żadnej krzywdy, amunicji mamy pod dostatkiem, a zdolności są po prostu nieprzydatne. Powiem więcej: jeśli jakiś fragment gry staje się za trudny (patrz - walka z bossem) wówczas ten zostaje pominięty. Wszystko zostało stworzone po to, by zbytnio nie przeszkadzać graczowi w odkrywaniu historii Sheparda, reprezentanta całej ludzkości, legendy, która staje się symbolem galaktycznego ruchu oporu. Druga opcja stawia na zupełnie inne doznania. W niej gracz nie ma wpływu na decyzje podejmowane w trakcie rozgrywki, a wszystkie dialogi są odgrywane jako typowe cut-scenki. "Strzelanina" to po prostu niczym nie skrępowana walka.

Shepard nowym Ezio?

Zresztą pojedynki są nieuniknione. Wcześniej czy później będziemy musieli chwycić za broń - w świecie ME nawet polityka ostatecznie do tego się sprowadza. Wymiany ognia nie zmieniły się zbytnio od czasów Mass Effect 2. Nadal najważniejsze jest umiejętne wykorzystywanie osłon i ostrzeliwanie przeciwników zza niej. Tym, co jednak uległo zmianie, jest zakres ruchów Sheparda. Komandor potrafi się turlać, jest o wiele bardziej dynamiczny i sprawniej przemieszcza się między zasłonami. Strzela się więc lepiej i przyjemniej. Zmian nie koniec. Dowódca Normandii najwidoczniej pozazdrościł Ezio Auditore i… zaopatrzył się w ukryte ostrze! Mowa o nowej funkcji omni-klucza, a konkretnie omni-ostrzu. To potężna broń, która odpowiednio użyta przebija i zabija słabo opancerzonego oponenta jednym ciosem. Jest to jednak oręż na tyle powolny, że nadaje się jedynie do wykończenia ostatniego żywego przeciwnika na planszy.

Shepard jest więc o wiele bardziej mobilny i zwinny. Nie oznacza to jednak, iż dokonane zmiany spowodowały rewolucję. Niestety nie. Nadal, w mojej opinii, protagonista porusza się zbyt ślamazarnie. Jest lepiej, acz do ideału daleka droga. Strzelanie, choć na pierwszy rzut oka przypomina przytoczone wcześniej "Gearsy", w praktyce sprawuje się o wiele mniej wygodnie. Niemniej BioWare wprowadzając zmiany postawiło jednak krok w dobrym kierunku, co z całą pewnością należy docenić.

Oczywiście Komandor nie idzie w bój sam. Na misje wyruszamy z dwoma towarzyszami, którym możemy wydawać podstawowe polecenia - standard. Zestaw komend pozostał taki sam, co osobiście poczytuję za zaletę. To, z czym mieliśmy do czynienia w poprzednich odsłonach było jasne i klarowne, więc w "trójce" sytuacja wygląda tak samo. Zmieniła się natomiast ilość towarzyszy niedoli. Ogromny, 12-osobowy skład ME2 został znacznie odchudzony. Kanadyjskie studio wzięło sobie do serca narzekania graczy i o połowę zredukowano ekipę Normandii. BioWare strzela sobie w kolano? Bynajmniej! Mniejsza liczba towarzyszy została zrekompensowana lepszą, bardziej immersyjną opowieścią, jaką ze sobą niosą. Czuć większą zażyłość z każdym z nich, a los naszych kumpli nie jest nam obcy.

Nie oznacza to oczywiście, że o składzie z "dwójki" zapomniano. Każda z tych osobistości ma swoje miejsce w galaktyce, które odkryjemy w trakcie rozgrywki. Nie powiększą one co prawda drużyny Sheparda, lecz twórcy dość dokładnie wyjaśniają ich dalsze poczynania - a te są najróżniejsze. Wielokrotnie zostaniemy zaskoczeni podczas misji, w której natkniemy się na znajome twarze. Swoją drogą zadania w ME3 także przeszły drobną zmianę. Otóż nadal dzielą się one na główne (tu nazwane priorytetowymi) oraz poboczne, lecz sposób rozwiązania części z tych drugich może budzić kontrowersje. BioWare koniecznie chciało uniknąć sytuacji, w której wielki wybawiciel ludzkości pełni funkcję kuriera. Postacie nie zlecają nam więc misji "poleć, znajdź i przynieś". Czy one nie występują? Wręcz przeciwnie, jest ich cała masa z tą różnicą, iż dowiadujemy się o nich przy okazji zasłyszanych tu i ówdzie rozmów. W praktyce wygląda to tak, że po prostu podsłuchujemy dialog dwóch NPC-ów, w trakcie którego dostajemy zlecenie na misję. Dziwne? Owszem. Równie zastanawiający jest również brak opcji śledzenia danego zadania - w efekcie ciężko jest się w niektórych questach odnaleźć.


poprzednia stronanastępna strona



Ratujemy świat

Główne zadanie postawione w Mass Effect 3 jest znane od początku - należy uratować świat przed Żniwiarzami. Aby mieć choć cień szansy w tej walce należy zebrać siły. Każda misja powiększa wskaźnik gotowości do wojny - im wyższy, tym większe szanse na końcowy sukces. Brzmi ciekawie, sęk w tym, iż tak naprawdę nie mamy naocznego odwzorowania naszej gotowości do walki. Prawdę powiedziawszy jedyny przejaw naszej siły wojskowej odzwierciedlony jest w ilości zakończeń. Finał to summa summarum cztery zamknięcia opowieści. Zamknięcia absolutnie chybione. To trzeba powiedzieć wprost: BioWare skopało zakończenie swej sagi. Grande finale sprawia wrażenie wykonanego na szybko i po łebkach. Wiele niedomówień, niejasności i ogłupienie to odczucia, które będą towarzyszyły niejednemu fanowi Mass Effecta.

Co gorsze, najlepsze z możliwych zakończeń uzależnione jest w dużym stopniu od… multiplayera! Aby uzyskać "perfekcyjny" koniec potrzebne są wspomniane wcześniej punkty gotowości do starcia ze Żniwiarzami. Sęk w tym, iż realne zasoby wojenne są zablokowane na poziomie 50%. Innymi słowy: zdobędziemy 6 tysięcy punktów, wpływ na zakończenie mają jedynie 3 tysiące. Co zrobić, aby ten wskaźnik powiększyć? Należy wypełnić wszystkie misje poboczne, ukończyć grę po raz wtóry oraz najlepiej zaimportować postać z poprzednich części (swoją drogą importowanie postaci z ME2 zostało niedopracowane. Otóż owszem, nasze decyzje zostają odwzorowane w rozgrywce, lecz aparycja Sheparda już nie…) Dużo roboty, prawda? Jest także prostsza metoda - gra w sieci. Tylko ona przesunie magiczne 50% wyżej. Skandal? Troszkę tak…

Niestety ME3 w sieci nie jest niczym odkrywczym, ani, nazywając sprawy po imieniu, przyjemnym. Zmagania w internecie sprowadzają się do kooperacji i eliminacji coraz silniejszych fal oponentów. Czteroosobowe ekipy i ich avatary (mogące levelować i zmieniać rasy - są dostępne wszystkie, łącznie z Kroganami i Turianami) walczą ramię w ramię na jednej z kilku dostępnych map. Nieco biednie, choć zawzięty fan zawsze znajdzie trochę zabawy.

Piękna inwazja

Mass Effect 3 jest bez wątpienia najpiękniejszą częścią serii. Kilka widoczków rzeczywiście urzeka, a styl graficzny przedstawiający niektóre rasy imponuje. Nie oznacza to jednak, że ME3, porównując do innych tytułów, to produkcja piękna. Tytuł BioWare jest przedstawicielem średniej klasy wyższej. Lokacje zostały zaprojektowane tak, by dawały osłonę graczowi podczas strzelanin, a w wielu miejscach przejścia blokowane są przez niewidzialne ściany. Na nie najwyższym poziomie stoją również tekstury. Śmiesznie wygląda też animacja głównego bohatera - Shepard biega dość pokracznie.

Złego słowa nie można natomiast powiedzieć o udźwiękowieniu gry. Zarówno muzyka, jak i dialogi zostały przygotowane z dbałością o największe szczegóły. Przygrywające w tle dźwięki perfekcyjnie pasują do obrazu zagłady, a głosy postaci, które pierwszy raz w polskiej historii Mass Effecta nie zostały zdubbingowane, idealnie wręcz komponują się z postaciami. Zresztą rozmowy to chyba plus każdego ME - w "trójce" zostały one perfekcyjnie wyreżyserowane i choć od czasu do czasu można narzekać na tani dramatyzm, to jako całość stanowią jedną z największych zalet tej produkcji. Żal tylko, iż decyzje nadal zostały podzielone na te skrajnie dobre i złe (słynne koło dialogowe), a wpływ gracza na dalsze losy opowieści ograniczono w stosunku do poprzednich odsłon.

Shepard wie na co się porywa…

Po niespełna 24 godzinach zakończyłem swą historię z Mass Effectem. Wszystkie misje poboczne ukończone, losy Ziemi i wszechświata poznane, a ja mam dość mieszane uczucia. Trzecia odsłona kosmicznej sagi BioWare wywołuje duże emocje. To świetna gra, która z sekundy na sekundę wciąga coraz bardziej. Genialnie dawkowany dramatyzm, świetnie zrealizowany, choć liniowy scenariusz, którego zwieńczenie strasznie mnie zawiodło. Szkoda, bowiem tak dobra saga zasługuje na jeszcze lepszy finał.

poprzednia strona


+ Dialogi

+ Udźwiękowienie

+ Ciekawa, wielowątkowa fabuła...

10 na 10 0.5
- ...której koniec nie powala

- Nie najświeższa oprawa graficzna




Grafika:    Najładniejsza odsłona serii... 80%
Dźwięk:    Świetny, po prostu świetny dźwięk 100%
Ogólnie:    Zwieńczenie historii Sheparda, którego koniec zawodzi 85%

Zalety Wady
Dialogi
Udźwiękowienie
Ciekawa, wielowątkowa fabuła...
...której koniec nie powala
Nie najświeższa oprawa graficzna
Dotyczy wersji:
PC

Autor:

Red


 

||
Video 1875
||

Cinematic Trailer Director's Cut Version

||
Video 1806
||

Mass Effect 3: Resurgence Trailer

||
Video 1796
||

Mass Effect 3 - Shepard jest kobietą!!

||
Video 1786
||

Mass Effect 3 | Special Forces Multiplayer Trailer

||
Video 1716
||

Cliffy B from Gears of War talks Mass Effect

||
Video 1691
||

BioWare Pulse - Special Edition!

||
Video 1498
||

Bioware Interview

||
Video 1435
||

VGA 2010 Trailer




Pora na Wasze komentarze:


||
Bandi2012-03-20 o godzinie 19:32:45, Bandi napisał(a):
Popieram Nitroxa. Wczoraj grałem na "hama" aby ukończyć do północy i co? W ciągu 15 minut czuję się jakby ktoś pisał książkę i nagle stwierdził, że przecież dzisiaj musi ją oddać do druku a nie za 2 tygodnie. To raz a dwa to niestety beznadziejne zakończenie z punktu widzenia każdego gracza, który poświęcił grze minimum 150 godzin (mowa o trylogii). Bardzo nieładnie ze strony Bioware.

Ponadto nie podoba mi się też ucieczka w sterylność jeśli chodzi o oprawę graficzną. Szum z ME1 był idealny i dobrze ukrywał słabe elementy silnika.
||

||
Nitrox2012-03-20 o godzinie 12:00:06, Nitrox napisał(a):
Oj za to zakończenie to się bęcki należą BW. Jak oni mogli?! Cała historia tej serii zakończona w tak denny sposób... szkoda gadać.

Tak ostatnio sobie myślę, że BW może niech się zajmie po prostu robieniem strzelanin czy innych gier akcji, a RPG sobie odpuści, bo po prostu inni robią to lepiej, np. Bethesda czy Obsidian (Skyrim, Fallout). Ostatni taki soczysty RPG z prawdziwego zdarzenia, to był dla mnie Neverwinter Nights. Czemu nie Dragon Age? Bo motyw z lataniem po świecie i zbieraniem drużyny/sojuszników po to, żeby pokonać głównego złego (o którym wiadomo wszystko już od samego początku gry) troszkę mi się już przejadł.

Jeszcze w kwestii zakończenia ME3 - scenariusz do tej gry nie został napisany przez Drew Karpyshyna (ME1 i ME2), tylko przez jakichś dwóch innych gości. Widać to niestety. A ten multi to wg mnie ssie. W ogóle mi się nie podoba, mogli sobie dać z nim spokój. Coop to był fajny w Left 4 Dead czy w World of Warcraft, a ten myk z pokonywaniem fal wrogów to po prostu szajs totalny jak dla mnie. Nigdy tego nie lubiłem, sztuczne przedłużanie gry. Jak chcieli dać coopa, to czemu po prostu nie zintegrowali go z singlem? Przechodzenie całej gry w coopie to by było coś, a nie osobny tryb do tego...

Jestem masakrycznie wkurzony na BW po przejściu ME3. Zdecydowanie wolałem ME2 jeśli chodzi o gameplay, a ME1 za fabułę. ME3 jest jakiś taki nijaki :(
||

||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza