frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


recenzja
Data: 2011-11-08, autor: Gigsav, dotyczy: PC

Battlefield 3


Czy były oczekiwania? Były. Bo grafika. Bo fabuła. Bo multiplayer. Bo
||
battlefield
||
grafika. Bo dźwięk. Bo pomysł. Bo walka z CoD. Bo grafika.
Ile godzin DICE spędziło na targach – tyle z targów wyniosło nagród, wyraźnie pokazując, że chce w tym roku konkurentowi w postaci Modern Warfare 3 utrzeć nosa. Gdzie – zrównać go z ziemią! Jak nakazuje rutyna, na nowo rozgorzały walki rozwścieczonych fanów. I trwało to tak do końca października – dnia premiery. Wówczas wszystkie wątpliwości na temat trzeciego Battlefielda zostały rozwiane. Czy mamy do czynienia z dziełem? Czy mamy do czynienia z czymś, co zdeklasuje konkurencję? Rosnąca z dnia na dzień liczba sprzedanych egzemplarzy oraz opinie zagranicznych serwisów mówią zdecydowanie TAK. Należy jednak pamiętać, że medal zawsze ma dwie strony. Właśnie tę drugą, nieco brudniejszą i bardziej zniszczoną, acz wciąż złotą, postaram się Wam przedstawić.

Kto jednak liczył na pełen wiwatów wstęp, musi znieść zawód, bowiem od zawodzących problemów cała historia trzeciego Battlefielda się zaczyna. Prawdę mówiąc, po zakupie nie można (było) nawet gry zainstalować. Fora na całym świecie obiegły posty rozwścieczonych graczy – kliknięcie przycisku „Instaluj” na głucho zamykało aplikację. Szybkie przeprosiny, dzień czy dwa naprawy… Ostatecznie w większości pomogła reinstalacja czego innego: Origina – platformy a’la Steam stworzonej przez EA. Ale nieudane pierwsze wrażenie pozostało nieudanym pierwszym wrażeniem.
Kiedy miałem nadzieję, że na tym koniec dziwactw, zaskoczył mnie Battlelog. Rzecz jasna – zaskoczył tak, że uśmiechnąłem się niesmacznie. Socjalno-rankingowa platforma ani trochę nie stara się powodować optymizmu. Wręcz przeciwnie – niemal całkowicie zniechęca do obcowania z najświeższym wypiekiem DICE.
Battlelog jest swoistym menu głównym gry – tyle że menu głównym otwartym na stronie internetowej. Pierwsze, co za tym idzie – potrzebujemy stałego połączenia z siecią (tak, nawet do singla). Drugie – całość prezentuje się jak jarmarczna gra przeglądarkowa, nie zaś przedsionek do ogromnego, potężnego przedsięwzięcia. Dodatkowo usługa zawiera w sobie mnóstwo mniejszych czy większych opcji (jak dość bezcelowe połączenie z serwisem Gravatar), z których do gry potrzebujemy tylko kilku. W rezultacie komputer i łącze zostają w pewnym stopniu obciążone – by utrzymać przy życiu Origin oraz otwarty, kolorowy Battlelog – narzędzia niezbędne do funkcjonowania gry. Pytanie brzmi tylko – po co to wszystko? Czy nie łatwiej byłoby zrezygnować z morza „facebookowych” funkcji na rzecz prostego, przejrzystego menu w grze?
Nie, przepraszam – konkurencja dla Steama musi być.

Ale dość ględzenia, najwyższa pora wejść do akcji.
W jakiś sposób pewna niewidzialna, mentalna tradycja nakazała mi rozpoczęcie zabawy z Battlefieldem od kampanii solowej. Nie tylko po to, żeby zrobić sobie przedsmak tego, co czeka mnie w multiplayerze, ale również dlatego, że przygoda jako jeden z żołnierzy Marines miała być niezapomnianym, niesamowicie efektownym i świeżym przeżyciem. Sami przedstawiciele DICE wspominali, iż Battlefield 3 mocno usatysfakcjonuje zarówno weteranów rozgrywki sieciowej, jak i samotników bawiących się jedynie ze sztuczną inteligencją.
Miało być zatem pięknie. A jest? Cóż… nie najlepiej.
Przede wszystkim – fabuła. Szkielet historyczny trzeciego Battlefielda to krucha, krótka i pokrzywiona konstrukcja. Choć zaczyna się smakowicie. Jako były Marine o nazwisku Blackburn trafiamy na przesłuchanie CIA (hm, czegoś to nie przypomina…?). Blackburn coś wie – z takiego założenia wychodzi dwójka agentów, którzy poddają go serii pytań. Światu grozi niebezpieczeństwo, a on coś wie. I musi powiedzieć, co. Prerenderowane scenki zmieniają się w czysty gameplay i tak raz za razem przeżywamy retrospekcje protagonisty.
DICE nie żartowało wspominając o efektowności. Przygoda obfituje w quick time eventy, jest po brzegi wypełniona skryptami, co rusz rzuca nas w inne rejony świata, pozwala zasiąść za sterami czołgu, wejść w skórę pomocnika pilota odrzutowca czy snajpera. Trzęsienia ziemi, lecące na ulicę budynki, napięcie, wybuchy – wszystkiego tego doświadczycie w pełnej krasie. Niestety, z misji na pogłębia się również uczucie kiczu, „hamerykańskości” gry. I zanim na dobre zatoniemy w neo-wojennym światku, ekran pokrywają napisy końcowe. Efekt? Zakończenie singla z mniej niż siedmioma godzinami na koncie. Odliczając czas cutscenek, uparty zaliczy Battlefielda 3 w (nomen omen) 3 obroty zegara. Dodatkowo ostatnie minuty to istna głupota nad głupotę, właściwie sprawiające wrażenie, że niepotrzebnie kampanię solową odpalaliśmy. Nie czujemy żadnego związku między finałem a tym, co robiliśmy wcześniej. Ktokolwiek pisał do trzeciego Battlefielda scenariusz, chyba z góry założył, że prawdopodobnie wymięknie przy Modern Warfare 3. Negatywne nastawienie zrobiło resztę.


następna strona


Jednak, jak mówią, nie samą fabułą człowiek żyje. Po drugiej, lepszej stronie gry staje właściwie cała reszta aspektów. Przede wszystkim – standardowo w takich przypadkach – GRAFIKA. Żeby rozwiać wszystkie wątpliwości już na początku – tak, Battlefield 3 JEST najładniejszą strzelaniną na rynku, a także jedną z najładniejszych gier w ogóle. Tekstury bardzo wysokiej rozdzielczości i jakości, oświetlenie godne Wiedźmina 2, bardzo szczegółowe, miękkie cienie, dodatkowo mnóstwo doszlifowanych efektów cząsteczkowych i wypukłe elementy otoczenia (wsparcie DX 11, choć to nie tesselacja) dają wrażenie prawdziwej fotorealistyczności – tego, co tak bardzo w grach wojennych cenione. Należy również zaznaczyć, że takie rarytasy tylko w wersji pecetowej – gracze konsolowi chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu muszą pogodzić się z faktem, iż teraz nadszedł czas „kijowych portów” dla nich, choć i na wysłużonym sprzęcie Microsoftu oraz Sony gra cieszy oko.
Ale czy takie dopracowanie nie zmusza naszego komputera do wylewania siódmych potów, by utrzymać te 25 klatek? W żadnym razie! Dzieło DICE zostało świetnie zoptymalizowane i pozwala na płynną zabawę nawet posiadaczom sprzętu mniejszego kalibru. Kwestia detali – wszystko jedno, tak naprawdę jakość ultra od niskiej różni się efektami czysto kosmetycznymi, jak brak anty-aliasingu, ostrzejsze cienie czy mniejsza ilość wszelkich „zapychaczy” pola bitwy.
Dla niektórych może to być za mało – wtedy musi wystarczyć zapewnianie, że chociaż doznania pozostają niezapomniane.
Jedyną znaczącą wadą takiego układu jest wymuszenie na graczu zakupu systemu operacyjnego nowszego niż Windows XP. Wiem, wiem, przecież teraz już kaaażdy ma 7 i czeka na 8. Cóż, rzeczywistość wygląda inaczej, dlatego właśnie ten aspekt (aspekt = minus 400zł na koncie) może zaważyć o kupnie samej gry. Czy warto? Mam nadzieję, że po przeczytaniu recenzji sami odpowiecie sobie na to pytanie.

W parze z grafiką idzie poniekąd znak rozpoznawczy Battlefielda – udźwiękowienie. Krótko – żaden FPS powstały wcześniej nie był równie pod tym względem podrasowany. Każda broń brzmi inaczej, możemy określić, z której strony ktoś strzela, coś wybucha, w zależności od odległości – każdy decybel czy wydźwięk oręża zmienia się w pewnym stopniu. Próbki wykonane w znakomitej jakości pogłębiają uczucie tańczenia pod kulami, rzeczywistego przebywania na niebezpiecznym terytorium. Głosy wojaków – w wersji oryginalnej są wiarygodne, czasem przeraźliwe, idealnie dopasowane do sytuacji. Natomiast strona polska… cóż – kilka poziomów niżej. O ile w Bad Company 2 rola Pazury grała pierwsze skrzypce, tutaj dobór stosunkowo niskobudżetowych aktorów nie odbił się EA Polska na zdrowie. Choć smutno tak pisać - dobrze, że zainwestowano w możliwość zmiany języka audio.

Obok grafiki i oprawy dźwiękowej jeszcze jeden, moim zdaniem niezwykle przemyślany i świetnie zrealizowany element – sama mechanika oraz animacja. Jeśli w czasie biegu w pobliżu naszego wojaka wybuchnie granat, ekran pokryje brud i ziemia, kamera zatrzęsie się, a w uszach pojawi próżnia. Przeciwnik zaświeci latarką czy laserem w oczy – stracimy orientację. To wszystko, połączone z niezwykle płynną, wzorcowo wykonaną animacją postaci („przejście” z pozycji stojącej do czołgania się podczas sprintu jest doprawdy epickie) stuprocentowo zespala nas z ciałem bohatera. Każda broń wypluwa ołów inaczej, czuć jej odrzut, rozbłyski strzału nadają wszystkiemu duszy. Pod wieloma względami Battlefield 3 prześciga Crysisa 2.

Nic więc dziwnego, że sam singiel daje tylko kopa do zrobienia czegoś więcej. Następnym trybem jest CO-OP, również odpalany z poziomu Battleloga. Tutaj nie trzeba się rozwodzić – zabijacz czasu pozwalający na ostatnie szlify naszej gry przed wejściem wśród prawdziwych, niekomputerowych graczy. Możemy tu razem ze znajomym lub kompanem sterowanym przez SI pokonać kilka niepowiązanych ze sobą misji, w dość oszukanym zakresie potrenować pracę zespołową czy… hm, strzelanie z helikoptera. Chyba największy profit z kooperacji płynącym stanowi możliwość odblokowania nowych broni do „tego właściwego” trybu.


poprzednia stronanastępna strona


A pisząc „ten właściwy”, mam na myśli multiplayer. Jak łatwo się domyślić, wszystko przed nim było tylko przystawką, pierwszym kieliszkiem poprzedzającym libację.
Wszelkich ustawień dokonujemy oczywiście poprzez Battlelog. To tutaj działa wyszukiwarka serwerów czy filtry.
Ogółem tryby gry mamy trzy: Zespołowy Deathmatch, polegający na atakowaniu przez siebie dwóch drużyn na dość ograniczonym skrawku mapy; Podbój, czyli swoista odmiana capture the flag, w którym dwie drużyny kolejno przejmują panowanie nad danymi terytoriami, gdzie później mogą się odradzać i uszczuplać licznik przeciwnika, dopóki ten nie odbije przewagi terytorialnej; i Szturm, moim zdaniem najciekawszy, polegający na dosłownym przebijaniu się przez linię obrony przeciwnika, przekaźnik po przekaźniku.
Niestety, zanim do serwera dołączymy, znów problemy. Nie wiem już czy to usterki samej gry, czy Battleloga (wszystko ładowane jest bowiem w małym okienku przeglądarki znikającym dopiero wtedy, gdy już mamy możliwość rozpoczęcia rozgrywki), wiem jednak, że zdarzają się ZBYT często. Raz wracamy do pulpitu z informacją o zatrzymaniu działania aplikacji, raz zostajemy z serwera wyrzuceni bez jakiegokolwiek powodu. W rezultacie zanim trafimy na „otwartą linię”, mija sporo cennego czasu, podczas którego ktoś może zająć nasze miejsce.

Ale kiedy już tego dokonamy – wkraczamy na terytorium przepełnione samym miąższem, esencją dziecka DICE. Mapy. Mapy są niesamowite. Pecetowa wersja zapewnia rozrywkę dla 64 osób, nie trzeba zatem chyba mówić jak rozległe są tereny, gdzie toczymy boje. Najbardziej do gustu przypadła mi Przeprawa przez Sekwanę, ze względu na swój symboliczny klimat, oraz Operacja Ognista Burza. Nie znaczy to oczywiście, że reszta jest gorsza. Cholera, każda, naprawdę KAŻDA mapa to popis kunsztu ekipy tworzącej grę. Olbrzymia przestrzeń, mnóstwo szczegółów, otoczenie podlegające destrukcji (zmora „camperów”), piękne krajobrazy, całość stwarzająca olbrzymie możliwości.
Rozgrywka podczas Szturmu bądź Podboju to rzucenie samemu sobie wyzwania. Nie ma tam bowiem gorszych czy lepszych – tak samo jak kompletny laik, w kość może dostać również zaprawiony weteran. Od początku meczu towarzyszy nam uczucie zaszczucia, wróg może patrzyć z każdej strony, a my jesteśmy tylko maleńkim trybikiem w całym oddziale walczących o zwycięstwo.

Wszędzie jeżdżące czołgi, samochody terenowe, w powietrzu śmigłowce i myśliwce. Jako pojedynczy wojak po prostu nie da się w trzecim Battlefieldzie zdziałać czegokolwiek. Potrzebny jest chociaż zarys planu i pomoc drużyny. Tu tkwi zasadnicza różnica między grą DICE a Infinity Ward – Call of Duty stawia na zabawę, tzw. „fragowanie” i całkowity, niezobowiązujący fun płynący z rozgrywki. Natomiast Battlefield charakteryzuje się suchym, bardziej zbliżonym do realizmu mechanizmem, gdzie na szerokim podłożu taktycznym wygraną zapewnia praca organiczna.
Niejednokrotnie przy decydujących momentach Szturmu ścierałem pot z czoła. Kompan potrzebuje reanimacji-granat z lewej-oślepienie latarką-trzeba zacząć strzelać.

Na potwierdzenie słów o taktycznym charakterze rozgrywki mogę podać najprostszy przykład – same klasy. Szturmowiec, Wsparcie, Technik i Zwiadowca pełnią zupełnie inne funkcje, kiedy zaś próbują za wszelką cenę wskoczyć na górę rankingu zabici/zgony, otrzymują efekt dokładnie odwrotny.
Każdą z klas wyróżniają inne umiejętności czy akcesoria. Kiedy zadaniem Szturmowca jest nacieranie, walka w pierwszej linii i ewentualne udzielanie pomocy kolegom z drużyny, Zwiadowcy bądź członkowie Wsparcia powinni czaić się gdzieś z tyłu i czynnie eliminować kolejnych przeciwników czy wrogie pojazdy. Każdy może wytworzyć własną interpretację obowiązków danej grupy i grać według własnych zasad. No i ogółem grać warto, bo jest o co. Po każdym meczu zdobywamy – w zależności od tego, jakimi umiejętnościami się popisaliśmy – punkty doświadczenia. Doświadczenia ogólnego, doświadczenia w zakresie obsługi danej broni etc. I właśnie przez doświadczenie multiplayer Battlefielda 3 jest tak wciągający. Im wyżej dotrzemy – tym lepsze otrzymamy bronie, zdobędziemy doń coraz bardziej wymyślne ulepszenia lub uzyskamy nowe umiejętności czy małe dodatki dla naszego wojaka.


poprzednia stronanastępna strona


Każde, najmniejsze osiągnięcie automatycznie przenoszone jest na naszą tablicę w Battlelogu, ujawniając jego socjalną duszę (mamy tu nawet „hooahy” będące odpowiednikami przycisku „Lubię to!”). To prawdopodobnie jedyna, obok możliwości uruchomienia jakiegokolwiek trybu gry, sensowna możliwość tej zmyślnej usługi.

Jednak taki styl prowadzenia i przedstawienia zabawy wieloosobowej w oczywisty sposób sprawia, że najnowsze dzieło DICE staje się grą na wiele, wiele godzin, dni, nawet miesięcy. Chcemy, chcemy osiągnąć więcej.
W tym świetnym doświadczeniu może przeszkadzać tylko jeden mały szkopuł… tak, znów problemy. Tym razem z serwerami. Niezależnie od sprzętu i łącza, po pewnym czasie w multiplayerze zaczynają występować potężne „zamrożenia” (tzw. freezy bądź, łatwiej zdefiniować, lagi), czasem trwające po kilka sekund, czasem całkowicie „załatwiające” grę. Przez to całkowita przyjemność płynąca właśnie z zabawy w sieci spada o jakieś… 95%, bo kiedy nie mogę grać – nie ma przyjemności.
Naturalnie DICE już zapowiedziało łatkę, komentując sprawę wywodem, że problem doświadcza tylko niewielki odsetek graczy. Ale o instalacji mówili to samo.
Mimo wszystko chylę czoła przed ekipą zajmującą się multiplayerem, bowiem czegoś tak rozległego, estetycznie i możliwościowo dopracowanego nie dostaniemy przez naprawdę długi, długi czas. I tutaj chyba można postawić kropkę.

Taki właśnie naprawdę jest Battlefield 3, największe kasowe i być może najambitniejsze przedsięwzięcie szwedzkiego studia EA DICE. Pomimo sporej gamy problemów nękających ten produkt, nie mam żadnych wątpliwości odnośnie jego kandydatury do FPS-a roku. W istocie – największy konkurent BF-a, Modern Warfare, będzie się musiał nasapać i napocić, żeby tę właśnie grę przebić. Znakomita grafika, znakomite udźwiękowienie, znakomita mechanika. Przy tych zaletach niektóre wady w postaci kiepskiej fabuły trybu solowego czy problemów technicznych przestają być aż tak uwydatnione.
I mimo że ocena w dzisiejszych czasach klasyfikuje się już jako przypisywana do gier średnio-dobrych (wszak 5 oznacza podobno kompletną klapę), jest notą obiektywną. Subiektywnie – z czystym sumieniem i całkowitym przekonaniem polecam Battlefield 3 każdemu, kto chce posmakować czegoś naprawdę porządnego!

poprzednia strona


+ Grafika

+ Optymalizacja

+ Udźwiękowienie

+ Mechanika

+ Multiplayer i wszystko, co (oprócz problemów) z nim związane

+ Tryby rozgrywki

10 na 10 0.5
- Fabuła

- Battlelog

- Masa problemów technicznych

- Polska wersja językowa




Grafika:     95%
Dźwięk:     95%
Ogólnie:     85%

Zalety Wady
Grafika
Optymalizacja
Udźwiękowienie
Mechanika
Multiplayer i wszystko, co (oprócz problemów) z nim związane
Tryby rozgrywki
Fabuła
Battlelog
Masa problemów technicznych
Polska wersja językowa
Dotyczy wersji:
PC

Autor:

Gigsav


 

||
Video 1707
||

TV Commercial (Live Action & Gameplay - Official)

||
Video 1669
||

Porównanie grafiki PC vs PlayStation 3

||
Video 1658
||

Jay-Z - "99 Problems" Full-Length Gameplay TV Ad

||
Video 1648
||

99 Problems Teaser

||
Video 1612
||

EA Press Conference Gamescom 2011 (BF3)

||
Video 1513
||

FAULT LINE EPISODE 2: GOOD EFFECT ON TARGET

||
Video 1507
||

Fault Line "Bad Part of Town" Analysis




Pora na Wasze komentarze:


||
Gość anonimowy2011-12-15 o godzinie 14:24:12, Gość anonimowy napisał(a):
zapraszam do klanu POLSKA BRAVO na Battlelogu.
||

||
Red2011-12-11 o godzinie 01:49:13, Red napisał(a):
W Wiedźminie nie możemy mówić o dubbingu, a udźwiękowieniu - polska wersja była tą wiodącą, no jedną z wiodących. Niemniej owszem, to przykład dobrze dobranych głosów. Z kolei dobry dubbing (podłożenie polskiego dźwięku na oryginalny) mamy w Uncharted 2.

Niemniej ten w BF3 - no nie jest najgorzej, ale umówmy się BFBC2 był o wiele, wiele lepszy pod tym względem. I nie, nie mierzę jakości dubbingu ilością celebrytow w lokalizacji występującej :).
||

||
Gigsav2011-12-02 o godzinie 22:27:06, Gigsav napisał(a):
Dobry dubbing mamy chociażby w Wiedźminie. Tutaj budżetowość tnie w uszy.
||

||
Gość anonimowy2011-12-01 o godzinie 20:21:28, Gość anonimowy napisał(a):
yyyyy ŻAL? PL dubbing jest baardzo dobry
||

||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza