Początki mogą być nieco krępujące. Jak pierwszy wspólny posiłek z rodzicami
Twojej dziewczyny. Dla mnie były. Wiedziałem, jak powinienem się zachować i co robić, zaplanowałem to sobie przed spotkaniem. Widząc jednak skalę całego przedsięwzięcia, czułem się sparaliżowany i wszystkie plany wzięły w łeb.
Okres Sengoku w historii Japonii był fascynujący. Upadek szogunatu, zmarginalizowanie roli cesarza i wybuch anarchii trwającej sto lat, gdy nagle wszystkie japońskie rody zaczęły walczyć o władzę.
Nigdy nie przyglądałem się mapie Kraju Kwitnącej Wiśni z tak bliskiej odległości. Nazwy, kultura czy zwyczaje japońskie były mi obce, przez co rozpoczynając grę czułem się zagubiony. Zanim na dobre wkręciłem się w Sengoku, musiałem dwukrotnie przegrać, wypróbować wszystkie "bajery" i poczytać o tym okresie w książkach.
Ze wspomnianą mapą spędzimy niemal cały czas, który poświęcimy Sengoku. Jest ładna, szczegółowa i zawiera olbrzymią ilość informacji.
Na początek wybieramy rok, w którym chcemy rozpocząć zjednoczenie kraju. Jest kilka możliwości, które wpływają na sytuację geopolityczną i rozkład sił. Ponadto, wraz z kolejnymi łatkami serwowanymi przez Paradox, liczba opcji rośnie. Następnie wybieramy postać. Możemy zacząć jako daimyo – wasal władcy klanu rozporządzający małym skrawkiem ziemi, albo jako wspomniany władca. Łatwiejszy start mają, rzecz jasna, monarchowie. Jako daimyo, priorytetową sprawę stanowi zebranie wystarczających sił, aby odciąć się od swojego mistrza i założyć własny klan.
Druga najważniejsza w Sengoku rzecz to interfejs, który jest jednocześnie największym plusem, jak i minusem gry. Pierwszy kontakt z nim potrafi zjeżyć włosy na całym ciele. Ilość zakładek, przycisków i możliwości, jakie zostają nam oddane do dyspozycji, przyprawia o ból głowy. Ma się wrażenie obcowania z pozaziemskim organizmem. Kiedy ujrzałem ekran prowincji, bałem się dotknąć czegokolwiek, żeby przypadkiem nie spalić wioski czy narzucić chłopom innej wiary. I tak z każdą zakładką. Wszędzie czai się dekret, kompletnie zmieniający sytuację na naszych ziemiach.
Jednak w trakcie rozgrywki okazało się, że może z ćwiartki wszystkich opcji korzystam regularnie, reszta ma charakter odświętny lub informacyjny. Samouczek objaśnia co do czego służy, ale nie pokazuje, jak to wygląda w praktyce. Z tego powodu przez dłuższą część pierwszego przechodzenia gry, czułem się zaszczuty.
W moim odczuciu najciekawszą zakładką jest ta kryjąca się pod nazwą "spiski" - ciekawe i ciężkie w realizacji urozmaicenie. Może wychodzi tu moja aspołeczna natura, ale nigdy nie miałem wystarczająco dużo przyjaciół, aby wspólnie przeprowadzić spisek. Zawsze ktoś wyłamywał się w ostatniej chwili, co doprowadzało do okrycia mojego autorytetu niesławą. Zatem nigdy nie zaznałem wspólnej inwazji. Samotne
próby najczęściej kończyły się tragicznie. Świeży i ciekawy koncept, z którego nie nauczyłem się korzystać.
Dużo lepiej wychodziło mi zatrudnianie ninja do cichych likwidacji przeciwników. Często korzystałem z nich również dla wzmocnienia bezpieczeństwa. W świecie Sengoku śmierć przychodzi nagle, często z najmniej spodziewanej strony.
Elementy RPG objawiają się w postaciach, z którymi prowadzimy interakcję. Wśród możliwości dyplomatycznych mamy rzeczy typowe, jak wysłanie podarunku czy mariaż, ale również możemy wypowiedzieć wojnę, zaprosić do spisku, wręczyć ziemie, przyznać tytuł czy wymienić się zakładnikami. Mnóstwo opcji, a sukces każdej z nich zależny jest od szeregu czynników.
Postacie technicznie można porównać do interfejsu gry - są zarówno mocną, jak i słabą stroną Sengoku. Ich liczba oraz zmiana imion na cyferki sprawiają, iż po pewnym czasie patrzy się na nie jak na tabelki w Excelu. Poza prowadzoną dynastią, naszym dworem i może generałem armii, ciężko jest przywiązać się do konkretnych bohaterów niezależnych. Sytuację pogarsza również fakt, iż portrety nie są unikatowe. Często się powtarzają, przez co szybko zaczynamy odnosić wrażenie, że wszyscy skośnoocy są tacy sami.
Szkoda też, że kwestia religijna nie odgrywa większej roli w grze. Sprowadza się jedynie do tego, czy mamy dostęp do muszkietów, czy nie. Żadnej
walki o wiarę, japońskiego odpowiednika wypraw krzyżowych.
Problem Sengoku to również statyczność. W jednej z gier prowadziłem klan na południowym brzegu Japonii. Przez dwa pokolenia nic się nie działo. Nikt się nie buntował, nie było wojny w regionie, wieśniacy z radością płacili haracz. Dodam przy okazji, że jedynym sposobem na zwycięstwo w grze jest przejęcie ponad połowy terenu Japonii; nie można tego uczynić przez dyplomację czy nowinki technologiczne, jak w Cywilizacjach. W tym samym czasie komputer świetnie się bawił w centralnej części kraju, gdzie nie brakowało widowiskowych bitew, zdrady i zamachów. Oznacza to, że każda rozgrywka jest inna, jednak jeśli niefortunnie wylosujemy, trafimy do najnudniejszego okresu wojennego w dziejach ludzkości.
następna strona
Całość skupia się na atrakcyjności siły militarnej. Możliwości, jakie oferują spiski czy dyplomacja bledną w porównaniu z tym, co daje inwestowanie w zbrojnych. Najszybszą drogą do zjednoczenia Japonii jest zgromadzenie ogromnej armii i podbijanie mniejszych klanów. Ponieważ siła militarna odgrywa tak istotną rolę w Sengoku, szkoda, że nie jest bardziej angażująca. Ogranicza się do kliknięcia, jednego lub dwóch. W ten sposób przemieszczamy jednostki po mapie i wydajemy rozkaz do ataku. Wówczas pojawia się obrazek oblężenia, w którym toczy się bitwa. Jeśli mamy więcej ludzi niż przeciwnik – wygrana
w kieszeni.
Podsumowując, Sengoku jest dobrym i wciągającym tytułem. Ma bardziej statyczną naturę niż Shogun: Total War, co nie oznacza, że jest gorszy. Osoby lubujące się w klimatach średniowiecznej Japonii mogą spokojnie po niego sięgnąć, podobnie doświadczeni stratedzy, którym prowadzenie kampanii w Europie czy Ameryce Północnej się przejadło. Początkujących ostrzegam, że gra nie jest przyjazna. Od razu rzuca na głęboką wodę. Ten pierwszy raz, niezależnie od poziomu trudności czy wyboru klanu, jest chaotyczny i mało przyjemny. Z czasem gra otwiera się, jak kwiat lotosu, tylko trzeba jej na to pozwolić.
poprzednia strona