frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


recenzja
Data: 2011-05-03, autor: Marcus Fenix i Red, dotyczy: PC

Lost Horizon


Nigdy nie byłem pasjonatem gier przygodowych. Być może dlatego, że wolałem
||
lost horizon
||
dynamiczne slashery, czy przepełnione akcją strzelanki. Poza tym perspektywa kilkunastu dni intensywnego główkowania nad jednym tytułem nieszczególnie zachęcała mnie do przełamania niechęci, a średniej jakości oprawa wizualna - jaka zwykle w tego typu produkcjach występuje - tylko to poczucie potęgowała. Czy coś zmieniło się po przejściu Lost Horizon ? Przekonajmy się !

Jestem Indiana Jones ?


Bohaterem omawianego tytułu jest niejaki Fenton Paddock, którego spokojnie można porównać do Indiany Jones’a. Nasz protagonista to dyscyplinarnie zwolniony z wojska, sprytny pijaczek, obarczony śmiercią ośmiu azjatyckich robotników. Były wojak osiedlił się w Hong-Kongu gdzie mieszkając w ciasnym i zaniedbanym mieszkaniu czeka na jakąś przygodę, która zmieni jego życie. Nim jednak spełnimy prośbę Fentona przyjdzie nam wcielić się w kogoś zupełnie innego.

Tak zgadza się, całą zabawę rozpoczynamy jako przyjaciel bohatera, Richard Weston, który wraz z nieznanym kapłanem, oraz żołnierzem Thomasem Finchem, ucieka przed ścigającymi ich nazistami. Niestety nie wszystkim dopisało szczęście, a w zasadzie miał je wyłącznie Richard, jedyny ocalały tej wyprawy. Kapłan umiera, Thomas, prawdopodobnie, zostaje pojmany, natomiast osamotniony przyjaciel Fentona znika w dziwny sposób za sprawą równie tajemniczego kamienia... Kilka dni później do Paddocka zgłasza się ojciec zaginionego i prosi naszego bohatera o pomoc. Tak rozpoczyna się historia Lost Horizon, która okaże się bardziej mistyczna, niż można się tego na początku spodziewać.

Od Hong-Kongu po Berlin


Podczas poznawania przedstawionej nam historii bardzo dużo podróżujemy. Zaczynamy w Hong-Kongu, przenosimy się na ośnieżone szczyty Himalajów, trafiamy do Berlina, na tropikalną wyspę, czy gorącą pustynię. Innymi słowy: bardzo często zmieniamy miejscówki, co na pewno zasługuje na pochwałę. To ważne, bowiem to one będą tłem opowieści w jakiej bierzemy udział - choć nie tylko. Na swojej drodze spotykamy również postacie, które bardzo dobrze poznajemy – w końcu to podstawa w grach przygodowych. Nasza tułaczka została podzielona na siedem rozdziałów, w każdym z nich znajdują się dwie lub trzy misje. Zastosowano więc prostą konstrukcję, co może się podobać. Mamy bowiem pewność, iż krótkie zadania będą odpowiednio urozmaicone a także wciągające. Autorzy mieli bardzo duże pole do popisu, które wykorzystali. Ciekawie zaprojektowane cele i zagadki zachęcają do eksplorowania świata, a kiedy ten staje się nazbyt oklepany wówczas następuje jej rozwiązanie oraz zmiana otoczenia. A jak się w Lost Horizon gra?

Fani produkcji przygodowych (tak jak pisałem we wstępie, ja zapaleńcem nie jestem) powinni szybko zrozumieć o co w grze tak naprawdę chodzi - o rozwiązywanie łamigłówek i przeszukiwanie terenów. I właśnie dlatego lokacje nie są szczególnie duże – może być ich dużo, choć niewielkich. Po prostu trudno byłoby zwiedzić każdy kąt na powierzchni kilkuset metrów, co i tak czasami się zdarza. W tej sytuacji możemy skorzystać z podpowiedzi – nie ułatwia ona zbyt wiele, lecz zauważalnie skraca czas poszukiwań. Wszystko opiera się na prostym systemie „zbierz wszystko, połącz co się da i użyj”. Nie dziwne, iż najtrudniejsze jest wymyślenie tego, jak wykorzystać stworzony przez nas przedmiot. Ktoś chciałby pójść „na skróty” ? Nic trudnego ! Wystarczy użyć podpowiedzi, zbierać wszystkie możliwe obiekty z otoczenia i dopasować je „na ślepo”. Zresztą gra nas do eksperymentowania z przedmiotami zachęca. Nie spotkałem się z sytuacją, kiedy stworzenie czegoś na szybko spowodowałoby nieuchronny koniec misji. Wręcz przeciwnie ! Niektóre przedmioty zachowują się dość dziwnie - o czy później - więc jeśli kompletnie nie mamy pomysłu co zrobić w danej sytuacji, najlepszym wyjściem będzie właśnie łączenie wszystkiego ze wszystkim. Zawsze można taką akcję cofnąć, co nie powinno być potrzebne – przynajmniej ja się z czymś takim nie spotkałem. Swoją drogą dobrze radzę: zbierajcie co się da, nawet rzeczy w tym konkretnym momencie nie przydatne. Każdy obiekt możliwy do zabrania znajdzie zastosowanie wcześniej czy później, więc wracanie osobno do każdej lokacji po budzik, lizaka lub gumową rękawiczkę tylko dlatego, gdyż wcześniej nie były one przydatne, trochę mija się z celem.


następna strona


Jak w rasowej przygodówce, tak i w tej dużo rozmawiamy, a same dialogi tłumaczą co dalej robić - więc wato się im przysłuchiwać, choć prawdę powiedziawszy, poza wskazówkami, rozmówcy najczęściej nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Mimo to spotykane osoby są barwne, kontrastują ze sobą, a nasz rzezimieszek serwuje nam coraz to nowsze, żartobliwe komentarze po ich adresem. Równie ciekawe są osoby jakie towarzyszą Fentonowi - albowiem główny bohater nie działa sam, a podczas misji przyjdzie nam pokierować w sumie trzema postaciami. Podczas wyprawy będziemy współpracowali z, wspomnianym na wstępnie, Richardem Westonem oraz Kim Wuang (ta druga jest mieszkanką Hong-Kongu i wyrusza w podróż trochę przypadkowo). Owa pomoc polega na przełączaniu się pomiędzy jednostkami i wypełnianiu konkretnych celów - chociażby podaniu przedmiotu niedostępnego dla drugiego osobnika. Takie akcje znajdują zastosowanie niejednokrotnie, i są bardzo ciekawym patentem odróżniającym tę produkcję od innych.

Na pochwałę zasługują także mini - gierki, które najczęściej polegają na połączeniu odpowiednich elementów w jedną całość. Spotkałem się ze sklejaniem połamanej płyty, łączeniem splątanych kabli, wciskaniu kamieni w odpowiedni sposób - ot takie sympatyczne "standardy". Takie smaczki nie zmieniają wiele w samej rozgrywce, natomiast udanie ją urozmaicają.

Ach, te widoki...


Opisując rozgrywkę nie sposób pominąć oprawę wizualną. Ta prezentuje się dość nierówno. O ile trójwymiarowe modele postaci nie należą do najlepszych, o tyle tła zostały wykonane przepięknie. Serio, można się nad nimi zachwycać godzinami. Zadanie postawione przed programistami na pewno nie było tak trudne jak w przypadku rozbudowanych tworów, eksplorowane przez gracza powierzchnia to kilkanaście kilometrów, lecz w przypadku Lost Horizon statyczne obrazy to cud, miód i orzeszki. Zadbano o prawidłową grę świateł, odpowiednie wycieniowanie, czy warunki pogodowe tuszujące pewne niedogodności. I choć tytuł nie ustrzegł się kilku błędów graficznych, to oprawę poczytuję jako niewątpliwy plus tej produkcji.

O ile wizualna strona produkcji mogłaby gdzieniegdzie być ciut lepsza, o tyle pod względem dźwięku nie można mu niczego zarzucić. Odgłosy otoczenia są prawdziwe, to znaczy odgłosy jak stukanie deszczu o szybę czy szum wiatru wydają się naprawdę realistyczne, a głosy bohaterów również zasługują na pochwałę. Postacie nie mówią sztywno albo nienaturalnie, co jest spotykane nawet w przypadku wysokobudżetowych produkcji.



Przejdźmy do kilku wad. Pierwszą z nich jest mały realizm. Nie wymagam od tego typu produkcji zaawansowanego silnika odwzorowującego wszystkie prawa fizyki, czy dokładnego sprawdzania zachowań przedmiotów w określonych warunkach, jednak wypadałoby co nieco poprawić. Kierowany przez nas śmiałek wychodzi bez szwanku z lecącego kilkaset metrów nad ziemią samolotu, a w lecącego Meesterschmitta ciska … dynią. Oczywiście sam zainteresowany wychodzi z tej każdej sytuacji cało. Następny absurd to uczynienie z zamrożonego sznurka łomu, który bez problemu podniesie ważący kilka kilogramów spadochron. Pomyślicie ’’czepia się’’ i będziecie mieli częściowo rację, ale takie sytuacje potrafią zirytować. Przygodówki mają za zadanie zmusić nas do myślenia, a tu czasami trzeba nie myśleć. Nie wiem jak Wy, ale ja nigdy nie wpadłbym na unoszenie ciężkiego przedmiotu zmarzniętym kawałkiem materiału. Po prostu nie każdy wpadnie na coś, co nie byłoby możliwe w prawdziwym życiu. Powiecie, że żadna gra nie jest do końca realistyczna? Owszem, w takim Crysisie biegamy niewidzialni, ale omawiana przeze mnie pozycja nie należy do tych, gdzie bezmózgie wyżynanie hord wrogów to normalka. Tu musimy skupić się na obserwacji otoczenia i jego elementów mogących pomóc w przejściu do następnego etapu. Mogę zaakceptować przeniesienie oleju silnikowego w skorupce jajka, ale wyrwanie kadłuba samolotu przez spadochron w niecałą sekundę wywołuje u mnie co najmniej drobne zdziwienie.

Drugi minus, tym razem poważniejszy, to "kulejąca" animacja. O ile tła wykonano przepięknie, o tyle ruchy postaci zostały zrobione średnio. Same poruszanie jest do zaakceptowania, niestety gorzej sprawa ma się z dziwnym znikaniem i pojawianiem się przedmiotów. Ponadto wykonywane przez Fentona akcje często wyglądają strasznie nieporadnie – tu coś zniknie, tam się pojawi. Najbardziej zapadła mi w pamięć ucieczka samochodem przed gangsterami, których załatwiliśmy fajerwerkami. W sam sposób wykończenia przeciwników nie wnikam, ale to, jak Paddock umieścił race w wyrzutni pozostawia wiele do życzenia. Machnięcie ręką i gotowe - tego nie powstydził by się sam Harry Potter.


poprzednia stronanastępna strona


Bolączką są również powtarzalne dialogi. Często spotykałem się z sytuacja, kiedy byliśmy wręcz zmuszani do zadania jakiegoś pytania. Wiadomo, musimy pogadać z NPC, który akurat ma dla nas jakieś ciekawe informacje. Najczęściej mamy do wyboru trzy opcje – podziękowanie za konwersację, zdanie pytające, albo rozkazujące. Wybieramy rozkaz, nasze alter ego wymawia go po czym zostają dwie możliwości: pytanie i koniec pogawędki. Postanawiam zakończyć, ale nie dostaję oczekiwanej odpowiedzi. Znowu wracam do rozmówcy i znowu dostaję ten sam zestaw opcji słów. Szkoda, że gra nie zapamiętuje o czym już rozmawiałem, bądź w postać nie reaguje w stosowny sposób na déjà vu.

Są również problemy ze skryptami. Nie raz zdarza się, że poszukujemy przedmiotów potrzebnych w danej misji. Po wytężaniu wzroku w końcu dany element znajdujemy, staniemy koło niego, chcemy podnieść i... nic. Nie da się tego zrobić. Dopiero po odejściu i powrocie w to samo miejsce gra „załapuje” co chcemy zrobić. Zdarzają się również dziwne, niewidzialne "portale", które po przypadkowym kliknięciu wysyłają naszą postać nie wiadomo gdzie - Fenton Paddock biegnie w bliżej nieokreślone miejsce. Coś takiego spotkało mnie w dwóch lokacjach, z czego na jednej z nich powtarzało się nagminnie.

Warto?


Podsumowując, można stwierdzić, iż czas który poświęciłem na przejście Lost Horizon nie został zmarnowany. Tytuł ten zachęcił mnie do siebie, dzięki klasycznemu podejściu do point’n’click, świeżym zagadkom, niezłej oprawie wizualnej oraz dźwiękowej, a także osobowościom, z którymi mamy do czynienia. Gra Animation Arts momentami potrafi stać się nużąca, a drobne niedociągnięcia (np. animacja postaci, mały realizm) zaniżają ogólną ocenę, mimo to jest to produkcja godna polecenia - a już na pewno fanom gatunku.

Dziękujemy firmie Techland, polskiemu wydawcy gry Lost Horizon za udostępnienie kopii recenzenckiej.

poprzednia strona


+ Klasyczne podejście do gatunku point’n’click

+ Ciekawe zagadki

+ Niezła oprawa audio-wideo

+ Czarne charaktery i te mniej czarne

10 na 10 0.5
- Potrafi stać się nużąca

- Niedociągnięcia przy dialogach i animacji

- Mało realistyczna




Grafika:     70%
Dźwięk:     80%
Emocje:     75%
Miodność:     75%
Ogólnie:     75%

Zalety Wady
Klasyczne podejście do gatunku point’n’click
Ciekawe zagadki
Niezła oprawa audio-wideo
Czarne charaktery i te mniej czarne
Potrafi stać się nużąca
Niedociągnięcia przy dialogach i animacji
Mało realistyczna
Dotyczy wersji:
PC

Autor:

Marcus Fenix i Red


 




Pora na Wasze komentarze:


||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza