frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


recenzja
Data: 2011-04-10, autor: Gigsav, dotyczy: PC XBOX 360 PS3

Crysis 2


Piękny jest Nowy Jork. Serce Ameryki nie
||
crysis 2
||
stroniące od luksusowego życia, ścisku, posiadające miliony żółtych taksówek i goszczące miliony milionerów. Co jednak, jeśli zostanie zaatakowane przez złowrogich, nieznających litości kosmitów, których jedynym celem będzie wyrżnięcie w pień wszystkich jego mieszkańców? Słucham? Stare? Przerabiane? Wałkowane setki razy? Cóż, podzielam tę opinię, ale Crytek... chyba nie do końca, bowiem tak w pigułce prezentuje się fabuła ich najnowszego dzieła, swoją drogą – napisana przez Richarda Morgana, wziętego brytyjskiego powieściotwórcę.
Crysis 2, długo wyczekiwany następca gry, która do dziś wyznacza standardy w kwestii grafiki. Gry, która uwiodła nie tylko swoją oprawą, ale również mechaniką i świeżym podejściem do produkcji pierwszoosobowych, niestety zawodząc kiepsko poprowadzoną i nijak zrealizowaną linią fabularną, która zaważyła o „średniości” dzieła niemieckiego studia.
Jednak nie zmieniło to faktu, iż Crysis zyskał naprawdę potężną rzeszę fanów i szybko stało się jasne, że kontynuacja jest tylko kwestią czasu. Czas minął szybko, kontynuacja została wydana, teraz pochwalimy jej zalety i zjedziemy za niedoskonałości. Zapraszam.

New York, New York...

Jak na „alternatywną i niepowtarzalną” fabułę przystało – wcielamy się w postać żołnierza U.S. Marines o pseudonimie Alcatraz. Wraz z towarzyszami łodzią podwodną przybywamy do Nowego Jorku. Ale wiecie – nie takiego zwyczajnego Nowego Jorku, a Nowego Jorku 2023, gdzie zagładę sieje infekcja, natomiast wspomniani na początku złowrodzy kosmici próbują się urządzić. Podobnie dzieje się w innych państwach świata – Tokio, Londynie... Polsce nie, Polska walczy z cenami paliw.
Jakie więc może być nasze zadanie? Ano ochrona pewnego naukowca, Nathana Goulda, mogącego wiedzieć co-nieco o wirusie atakującym cały glob. Niestety w wyniku pewnych niezaplanowanych okoliczności (konkretnie – storpedowania okrętu podwodnego) szybko zostajemy bezwładnie wyrzuceni na brzeg płonącego przed naszymi oczyma Wielkiego Jabłka. Dalej jest już tylko gorzej. Prorok, poboczny bohater pierwszej części, ratuje nasz tyłek oddaje swój nanokombinezon 2.0, samemu poświęcając życie. Skutkuje to, nie wiadomo dlaczego, zwaleniem się na naszą głowę wszystkich ludzi „organizacji porządkowej” C.E.L.L., chcących za wszelką cenę Proroka – czyli teraz nas – wyeliminować. W takiej sytuacji tylko poszukiwany naukowiec może jakkolwiek pomóc.
Cóż, właściwie nie tylko on, ale to już spoilery. Warto skupić się na fakcie, iż historia Crysisa 2, choć poprowadzona w zgrabny, czasem lekko szokujący i emocjonujący sposób, jest niestety (wbrew zapewnieniom twórców) sztampową, bardzo znaną i wielokrotnie poruszaną opowieścią bez większej głębi, co dziwne, szczególnie ze względu na autora scenariusza. Słowem – kiepsko.

Formalności za nami, przechodzimy do części głównej. Ale wiecie co? Nie jest łatwo, bowiem bladego pojęcia nie mam od czego zacząć. Albo wiem. Pewnie, że wiem.
Bo od czego innego zacząć, mając do dyspozycji CryEngine 3 i olbrzymie połacie terenu? Zapominając o tym, że mogę już strzelać, skakać, cieszyć się grą – przy pierwszym kontakcie po prostu łaziłem wszędzie gdzie mogłem i napawałem otaczającym mnie światem. Crysis 2 wygląda fenomenalnie. To bez wątpienia najładniejsza gra, jaka dotychczas powstała. Graficzny i, co ważniejsze, TECHNICZNY majstersztyk, który najpewniej do premiery Battlefielda 3 ponownie będzie poprzeczką do pokonania przez inne produkcje. Bo komu oprócz Cryteka udaje się połączyć taki wygląd z tak świetną optymalizacją? Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by komfortowo odpierać inwazję nawet na kilkuletnim sprzęcie!
Każdy najmniejszy obiekt został pieczołowicie wymodelowany i oteksturowany, co w połączeniu ze zdumiewającą grą świateł daje poczucie prawdziwego foto realizmu. HDR i efekty cząsteczkowe stanowią trzon tej świetności, ponieważ właściwie na nich opiera się drugi Crysis. Mózg włącza blokadę, kiedy pomyślimy ile pracy i serca Niemcy włożyli w zbrodnie wojenn... stworzenie tego wszystkiego!
Niestety – nikt i nic nie jest doskonałe. Przechodząc obok małych budek policyjnych czy choćby wyższych drzew z cienkimi pniami od razu przypominamy sobie czas spędzony na tropikalnej wyspie Lingshan, gdzie dźwigać i niszczyć mogliśmy niemalże wszystko. Tutaj system ten uległ niemałej zmianie. Otóż Nowy Jork, choć przepiękny, stanowi swoistą makietę. Podnieść możemy przedmioty „zarażone” silnikiem fizycznym (doniczki, kosze na śmieci i inne pierdoły), ale pchnięcie przeciwnikiem w chociażby rusztowanie kończy się tylko jego śmiercią. Żadnego zniszczenia, żadnej radochy, krok w tył. Myślę, że pewien wpływ może mieć na to oszukana swoboda gry, bowiem całość została podzielona na poziomy – każdy rozgrywający się w innym, małym elemencie całej mapy. Stąd myślenie taktyczne jest bardzo ograniczone. Mamy kilka bocznych alejek, mamy tajne przejścia, ale żeby samemu wymyślić w pełni unikalną drogę – co to, to nie.
I cóż robić w tym fajowskim nanokombinezonie? Bo, jak wiecie, został on ulepszony do wersji 2.0 i niesamowicie dopakowany. Tak bardzo dopakowany, że brakuje słów. Tak bardzo dopakowany, że mózg zmienia się w kisiel. Tak bardzo dopakowany, że aż usunięto z niego super siłę i tryb normalnego chodu! Niesamowite, jak szybko ta technologia postępuje wstecz (zaraz, co?). Ale bez obaw! Brak dwóch wspomnianych funkcji wynagrodzono nam możliwością zobaczenia lewej ręki Alcatraza (!), co pozwoli na modyfikację jego pancerza. Po uzbieraniu odpowiedniej ilości nanokatalizatora będziemy mogli m. in. przedłużyć działanie niektórych opcji kombinezonu, zaaplikować doń „wspomagacze” walki czy zyskać nowe umiejętności. Prawa dłoń jest natomiast ściśle związana z bronią, którą również można poddać podrasowaniu (takie dodatki jak tłumik czy różnego rodzaju celowniki nie są protagoniście obce). Oprócz tego, nanokombinezon serwuje nam rzekomo większą w stosunku do 1.0 wytrzymałość oraz superszybkość, maskowanie (niewidzialność) i pełny pancerz (dodatkowa ochrona). Wszystko oczywiście oparte na energii, której całkowita utrata aż do regeneracji kończy działanie dobrodziejstw życiodajnego odzienia.
Jak to ma się do gry? Ano znajduje znakomite zastosowanie w walce. Walce z kim? Ciężko zgadąć...


następna strona


Jeśli miałbym tę stronę produkcji opisać w jednym zdaniu, użyłbym słów: „wszechobecna, ale zawsze inna rozróba”. Każdy obrany przez siebie cel możemy wyeliminować na kilka sposobów – albo po prostu wpadając w środek towarzystwa i wyżynając każdego po kolei, albo zachodząc z flanki i eksterminując po cichu, albo pobawić się w snajpera i „walić” z odległości. To, jak potoczy się bitwa zależy od naszych umiejętności taktycznych, cierpliwości i terenu.
W planowaniu potyczek pomaga również tryb wizjera, dzięki któremu zaznaczyć możemy okazje taktyczne (miejsce dobre do zamaskowania, uzupełnienie amunicji, ukrycie etc.).
Jeśli zaś mówimy o poziomie trudności takiego planu – tutaj bywa różnie. Ogólnie istnieją dwa typy przeciwników – ludzie i, zaskoczenie, kosmici („gubiący” wspomniany nanokatalizator). W trakcie rozgrywki widać wyraźnie, że to tworzenie najeźdźców bardziej zainteresowało twórców. Stwory z kosmosu są bardzo wytrzymałe oraz, co ważne, nie występują tylko w jednej formie. Spotkamy zatem coś więcej niż „klasycznych” przedstawicieli obcej rasy – na drodze staną nam również przerośnięte mechy, olbrzymie Pulsary z jednym tylko słabym punktem czy chroniący się podwójnym pancerzem zwiadowcy. I naprawdę nie jest łatwo. Gra na poziomie trudności „żołnierz” zajęła mi 9 godzin, z czego bardzo wiele poziomów powtarzałem. Wierzcie – już w połowie historii tak nieznośnych na początku ludzi eksterminujemy z wielką ulgą i uśmiechem na twarzy. Każdy przeciwnik chowa się za przeszkodami, wykorzystuje swoje unikalne cechy, by przejąć sytuację, za wszelką cenę pragnie krwi i zwycięstwa. Czuć prawdziwą wojnę, a nie bezmózgie strzelanie do wszystkiego, co się rusza. Oczywiście tutaj zasłużony plus dla Cryteka – szczerze mówiąc dość miałem okupacji mięsa armatniego w dotychczasowych FPSach.

Ku**a mać!

Czy jednak przemierzanie zainfekowanego Nowego Jorku zostało ograniczone wyłącznie do strzelania? Cóż, prawdę mówiąc - tak, ale skoro czuć moc broni, TĘ MOC BRONI, to chyba nie można narzekać, prawda?
OK, fakty są bardziej kolorowe, bo inaczej skąd same 9 w zagranicznej prasie?
Zacząć należy od tego, iż Crysisowi 2 zaaplikowano całkiem pokaźną dawkę oskryptowanych sytuacji, które często robią wrażenie. Przytrzymując odpowiedni klawisz na klawiaturze, nasz protagonista, podobnie jak w Bulletstormie, spojrzy na interesujące zjawisko, dla przykładu – walący się most/autostradę czy wyrastające spod ziemi góry. To tylko takie krótkie „przerywniki” w ferworze walki, jednak tworzące klimat i dodające gameplayowi uroku. Dodatkowo w „luźniejszych” chwilach nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy pobiegali trochę po zniszczonych sklepach czy „nieobowiązkowych pomieszczeniach” i pozbierali pamiątki z Nowego Jorku, nieśmiertelniki lub pościągali maile bohaterów gry. Każde takie znalezisko odblokowuje dodatkową zawartość w menu. Niby nic, a przedłuża rozgrywkę, dodaje „klimaciku” i cieszy.


poprzednia stronanastępna strona


Jeśli już o klimacie mowa – rzadko wspominam w swoich recenzjach o muzyce, ponieważ zazwyczaj (moja opinia) stanowi ona po prostu tło dla wydarzeń. Ale w drugim Crysisie... jest inaczej!
Dlaczego? Twórcą ścieżki dźwiękowej został Hans Zimmer, a skoro nawet dla mnie, osoby niespecjalnie w tym siedzącej, nazwisko to kojarzy się z „górną półką” – mamy prawdopodobną przyczynę. Likwidując kolejnych obcych jakimś cudem udało mi się wyodrębnić muzykę od wszechobecnego zamieszania. Dynamiczne, bardzo „filmowe” i świetnie zoptymalizowane utwory „wciągają” dość już zmęczonego gracza jeszcze głębiej do wykreowanego przez twórców świata, dając poczucie, że każde powierzone Alcatrazowi zadanie jest na wagę złota i naprawdę odgrywa on jakąś rolę w tym olbrzymim zgiełku, a co za tym idzie - nie pozwalając odejść od komputera.
Czy może być lepiej? Może! Bowiem Polacy, tak, Polacy znów pokazują, że potrafią COŚ zrobić! Jak wiemy, Crysis 2 został w pełni zlokalizowany. Na wieść o tym wstąpiły we mnie mieszane uczucia, jednak kiedy tylko usłyszałem pierwsze przekleństwa (wyciskają z każdej litery wszystkie soki) oraz prawdziwe, niewymuszone emocje – rozchmurzyłem się momentalnie. Całe szczęście, polscy aktorzy nie przysporzyli nam kryzysu, dlatego słuchając kolejnych zleceń nie jesteśmy ani trochę znużeni, wręcz przeciwnie – chcemy brnąć dalej!

Łącząc ze sobą wszystkie powyższe cechy szybko dochodzimy do wniosku, iż Crysis 2 wciąga. I rzeczywiście – nie miałem pojęcia, że tak długo i z takim zaangażowaniem będę śledził kolejne wydarzenia na niegościnnych terenach Nowego Jorku. Każda plansza bardzo cieszy swoim wyglądem oraz, choć mocno ograniczonymi, to jednak przemyślanymi możliwościami taktycznymi. Nanokombinezon dla mnie pozostaje jednym z najfajniejszych wynalazków w historii gier komputerowych, ponieważ dzięki jego funkcjom, łącząc się z rozgrywką właściwą, naprawdę możemy powiedzieć, iż „jesteśmy bronią”. A grafika jako grafika = miód!

Jak już jednak wspomniałem, Crysis 2 zaspokajał moje estetyczne potrzeby przez, wydawałoby się, TYLKO 9 godzin. Normalną grę akcji odłożyłbym w tym momencie na półkę z kwaśną miną, ale tutaj nie da rady. Okazuje się bowiem, że singiel był jedynie przystawką dla czegoś o wiele większego, o wiele bardziej rozbudowanego i monstrualnego. Czegoś, na czym Crysis rzeczywiście miał się skupić od początku. Czegoś, co nazywamy rozgrywką wieloosobową.
Nie pamiętam już, kiedy ostatnio recenzowałem grę, w której tryb ten mogłem pochwalić z czystym sumieniem. Dobrze, że tym razem mam taką okazję.
Cóż niesamowitego zaobserwowałem więc w multiplayerze? Typy rozgrywki wydawać się mogą znajome. Pod innymi nazwami kryją się tutaj deadmatch, drużynowy deadmatch, schwytanie/obrona flagi i ich odmiany. Jednak o sile zabawy przekonujemy się dopiero podczaj niej samej. Nanokombinezon. Rozgrywka jest tak kolorowa, różnorodna i zaskakująca właśnie dzięki temu innowacyjnemu urządzeniu. Awanse na wyższe poziomy doświadczenia odblokowują nie tylko nowe klasy i przedmioty, ale również ulepszenia skafandra. Wciskają nas też wyżej w rankingu, co podsyca zabawę. Każdy chce być tym najlepszym wśród znajomych, prawda?


poprzednia stronanastępna strona


Na serwerach panuje względny porządek i spokój. Nikt nie ma czasu, by powiedzieć cokolwiek do mikrofonu czy zaśmiecić czat – a nuż za plecami czai się zamaskowany przeciwnik. Mechanika gry zmusza do ciągłego kombinowania oraz znajdowania nowych rozwiązań, dlatego właśnie o multiplayerze można powiedzieć, iż wyciska z możliwości map wszystkie soki. I także tutaj wcale nie jest łatwo. Modyfikacje czy klasy odblokowywane są wraz z postępem – nie dostępne od początku. To zmusza nas, by dobrnąć do tego piątego poziomu, a gdy cel osiągniemy – jesteśmy już tak „wkręceni”, że zwyczajnie chcemy mierzyć się dalej. Szala zwycięstwa często zależy od tego, jakich „specjalistów” znajdziemy w drużynie, dlatego raz jest łatwo, innym razem – ciężej, a wkrótce to na nas wszyscy polegają.
Każde działanie to działanie monitorowane i zapisywane do specjalnych statystyk, będących naturalnie osobistą wizytówką gracza (od rangi i statystyk zależy na przykład, czy najsilniejszy z drużyny będzie narzekał na „n00bs everywhere”).
Nie miałem pojęcia, że tryb wieloosobowy przedłuży dla mnie żywotność gry na tyle, iż dopiero dzisiaj ukazuje się jej recenzja. Niesamowite, co, jakby nie patrzyć, jedynie trzema dodatkowymi „funkcjami” wojaka można zdziałać w kwestii różnorodności gameplayu.

Nazywają mnie Prorok

Crytek porządną spółką jest. Crysis porządną marką jest. Crysis 2 porządną kontynuacją jest. A co, nie jest? Mamy przepiękną grafikę, świetną muzykę, zróżnicowaną rozgrywkę, dodatkowo bardzo żywotny, nietrącący prostotą multiplayer oraz... zadowalający polski dubbing! Po potyczkach stoczonych na północnokoreańskiej wyspie raczej nie ciągnęło mnie do kontynuacji przygód facetów w fancy suits, ale jako że pierwszym redaktorem nie jestem – właśnie na mnie spadł obowiązek, a raczej, jak się później okazało, przyjemność oceny dalszych, luźno powiązanych losów, tym razem jednego faceta. Pełen jestem podziwu dla wydawcy i siebie, że wykazałem jakikolwiek entuzjazm w stronę dzieła niemieckiego (!) studia. Cóż więcej mogę powiedzieć? Crytek – gratulacje. Nie ma opier*alania się.


poprzednia strona


+ Przepiękna, innowacyjna grafika i świetna optymalizacja

+ Urozmaicona, ciekawa walka; różne ścieżki eksterminacji

+ Nanokombinezon i wszystko, co z nim związane

+ Sporo poziomów z ciekawymi urozmaiceniami

+ Muzyka oraz polski dubbing

+ Multiplayer

+ Dobrze poprowadzona...

10 na 10 0
- ...ale wiejąca sztampą na kilometr fabuła

- Krok wstecz pod względem interaktywności ze światem




Ogólnie:     90%

Zalety Wady
Przepiękna, innowacyjna grafika i świetna optymalizacja
Urozmaicona, ciekawa walka; różne ścieżki eksterminacji
Nanokombinezon i wszystko, co z nim związane
Sporo poziomów z ciekawymi urozmaiceniami
Muzyka oraz polski dubbing
Multiplayer
Dobrze poprowadzona...
...ale wiejąca sztampą na kilometr fabuła
Krok wstecz pod względem interaktywności ze światem
Dotyczy wersji:
PC

Autor:

Gigsav


 

||
Video 1522
||

Funny Easter Egg

||
Video 1477
||

Road Rage Gameplay Trailer

||
Video 1448
||

Multiplayer Demo Announcement Trailer

||
Video 1358
||

Marine Salvage Trailer - HD




Pora na Wasze komentarze:


||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza