frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


recenzja
Data: 2011-02-07, autor: Gigsav, dotyczy: PC XBOX 360 PS3

Dead Space 2


Po roku 2008, słowa takie jak „planetołamacz”,
||
dead space
||
„survival-horror w kosmosie” czy „Ishimura” kojarzą się jednoznacznie. Oto bowiem w pamięciach wszystkich głębokie piętno odcisnęły przygody pewnego pozostawionego na pastwę losu Isaaca Clarke’a, pozbawionego strun głosowych i twarzy inżyniera, który stawić czoło musiał hordom nekromorfów w kosmicznym survival-horrorze, toczącym się na pokładzie planetołamacza USG Ishimura. Okrzyknięty nowym prekursorem gatunku twór Visceral Studios, będącego pod skrzydłami EA, zyskał uznanie bardzo wielu fanów i krytyków na całym świecie. Nic więc dziwnego, iż po tak ciepłym przyjęciu studio szybko wzięło tyłek w troki, zabierając się za kolejną część serii. Czekaliśmy dwa lata. Dziś, dostępny na półkach wszelkich sklepów, Dead Space 2 może trafić w ręce dosłownie żądnych krwi nabywców. Czy nowe przygody mężczyzny zakutego w ciężki kombinezon górniczy powtórzyły sukces poprzednika? Zapraszam do lektury.


Nazywam się Isaac Clarke, mam twarz i potrafię mówić...

Trzy lata po tragicznych wydarzeniach na pokładzie planetołamacza USH Ishimura, Isaac Clarke, dla przypomnienia – główny bohater serii, zostaje przetransportowany do olbrzymiej stacji kosmicznej Titan, znajdującej się na największym księżycu Satruna. Już w pierwszym przerywniku widzimy twarz i słyszymy mowę naszego protagonisty. To jedna z ważniejszych zmian względem poprzedniczki. Oczywiście – zmiana na dobre. Zadziwiające, jak taka, zdawałoby się, kosmetyczna poprawka może wpłynąć na jakość rozgrywki. Z płaskiego „kogoś” w ciężkim kombinezonie, Isaac Clarke staje się postacią charyzmatyczną, głęboką, którą można polubić. Prowadzi konwersacje, przeklina, krzyczy, wyzywa, a przy tym nie jest zakuty w hełm od początku do końca.

Nic więc dziwnego, że tak łatwo przychodzi mu porozmawiać z doktorem-psychiatrą, bo, jak wiemy, głową Clarke’a zawładnęły halucynacje. W tym wypadku było nie inaczej. Rozmowa, halucynacja, omdlenie.
Chwilę potem budzi nas jakiś sanitariusz. Oznajmia, iż nasze życie jest zagrożone... i się zaczyna. Nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo skąd, z minuty na minutę kolosalny Tytan powoli opanowują nekromorfy, a my, początkowo zakuci w kaftan bezpieczeństwa, ponownie musimy zmierzyć się z olbrzymim niebezpieczeństwem i odpowiedzieć na wszystkie pytania. Dlaczego? Jak to się stało? Kim jest tajemnicza Daina, oferująca nam pomoc? Kto jeszcze może nam pomóc?
W tak niewinny sposób rozwijana jest fabuła drugiej odsłony cyklu Dead Space. Pytania jako zadania, odpowiedzi jako cele.
Dobry sposób na historię? Cóż, początkowo tak właśnie może się wydawać, jednak w rzeczywistości ponownie pierwsze skrzypce grają klimat i długość rozgrywki.

Samo miejsce akcji, wielka stacja Titan, było naprawdę strzałem w dziesiątkę. Z ciasnych, klaustrofobicznych i budujących napięcie samymi sobą korytarzy Ishimury zostajemy wrzuceni do dużego, przestronnego i zróżnicowanego świata – dokładnego odbicia, które sprawia świetne wrażenie, niwelując powtarzalność. Przemierzać będziemy centra handlowe, skrzydła szpitalne, przedszkola czy muzea, ponieważ monstrualny Tytan był dla ludzi, a nie grona „wybrańców”, jak Ishimura.

Oczywiście odbicie na klimacie miało to niemałe, a właściwie na zasadniczej części tego klimatu – strachu. W Dead Space 2 strach jako-taki nie występuje. Owszem, trafimy na nekromorfa znienacka wyskakującego ze ściany czy sufitu, trafimy na oskryptowane sytuacje i budującą napięcie muzykę, ale nie czujemy psującego psychikę zagrożenia, jakie czekało w pierwszej odsłonie serii. Tutaj idziemy na rzeź, nietrudno przewidzieć, co się w danych sytuacjach stanie. Po prostu olbrzymia przestrzeń tak już na grę podziałała. Oczywiście nie oznacza to, że przygody Clarke’a całkowicie wyprano z klimatu. O nie, nowe elementy zaaplikowane przez twórców wręcz go podbudowują, zarysowują jeszcze wyraźniej, ale o tym za chwilę.

Teraz chciałem wspomnieć o jednej istotnej rzeczy. Gra jest liniowa. I kropka. Cały czas poruszamy się wyznaczoną przez twórców ścieżką. Oczywiście, czasem możemy pozwolić sobie na zwiedzenie pobocznych pomieszczeń, by znaleźć amunicję, apteczki czy text-/audiologi, opowiadające historię stacji przed, w trakcie i krótko po infekcji, ale to nieznaczne odstępstwa od normy. Bez obaw jednak, ponieważ liniowość ta wcale nie przeszkadza w rozgrywce. „Napakowano” do niej bowiem tyle oskryptowanych sytuacji, tyle różnych lokacji i tak bardzo rozbudowano, że aż nie chce się nam błądzić po korytarzach Tytana, a po prostu iść przed siebie.


następna strona



Good morning, CEC engineer Clarke. Polish not found.

Co powiedzieć o samej rozgrywce? Cóż, jest taka, jak na Dead Space przystało (z hakiem). Fabuła posuwa się naprzód wraz z kolejnymi krokami i poczynaniami bohatera. Wątek główny został podzielony na piętnaście rozdziałów i w sumie daje około piętnastu godzin zabawy. Ja grę ukończyłem na poziomie trudności Ocalały w trzy mniej, ale powtarzałem naprawdę sporo, czyli ograłem równowartość.
Gameplay prowadzony jest powoli, niemalże ślamazarnie, podobnie jak w „jedynce”. Niestety polskim graczom przez całą fabułę może doskwierać pewien mankament - brak polskiej wersji językowej. EA zrezygnowało nawet z lokalizacji kinowej, co może dawać się we znaki szczególnie mniej obeznanym eksterminatorom nekromorfów. Powiem jednak szczerze, że nie trzeba od razu panikować i rezygnować z zakupu, bowiem dla mnie, osoby znającej angielski nieco ponad podstawy, zrozumienie całości nie sprawiło większych problemów.

Wracając do rozgrywki – choć jest podobnie, to czeka na nas zaskakująco wiele świeżych pomysłów i urozmaiceń.
Całość, jak nietrudno się domyślić, została oparta o oczyszczanie kolejnych metrów kwadratowych z krwiożerczych nekromorfów. Jednak przeciwnicy Clarke’a przez te trzy lata nie spali i uzupełnili swoje zastępy o nowych członków. Tak właśnie na scenie pojawiły się chyba najbardziej charakterystyczne „dzieciomorfy”, czyli małe, bardzo szybkie, zwinne i atakujące w grupach potwory, które choć wyjątkowo słabe, po otoczeniu bohatera stanowią nie lada zagrożenie. Oprócz tego mamy m. in. „rzygaczy”, swoimi wymiocinami spowalniających ruchy Clarke’a, czy Stalkerów, kuro-podobne nekromorfy, zabójczo szybkie i atakujące znienacka. Oczywiście starzy „koledzy” inżyniera również chętnie się z nim pobawią.
Standardowa eksterminacja... jest standardowa. Broń w dłoń i jedziemy. Na całe szczęście poziom trudności został tak skonstruowany, że akurat w tej części serii przejście gry z samą piłą plaznową na „hardkorze” jest niemal niewykonalne. I dobrze, bowiem nareszcie solidnej próbie można poddać inne rodzaje broni. Oprócz oręża znanego z „jedynki”, dodano kilka nowych pukawek, m. in. potężny, ale kosztowny seeker rifle czy skuteczna na dalekie odległości wyrzutnia harpunów. Nie zapomniano też o rękawicy telekinetycznej i spowalniającej przeciwników oraz przdmioty stazie.

Poza tym do naszej dyspozycji oddany został spory zestaw różnego rodzaju kombinezonów, różniących się odpornością na obrażenia i pojemnością ekwipunku.
Ulepszać każdą część ofen- i defensywy Clarke’a będziemy mogli korzystając z warsztatów, jak w pierwszej części – wydając tam węzły mocy. Te znajdujemy przez całą rozgrywkę, ale stosunkowo rzadko i pojedynczo, więc automatycznie tracimy szansę na ulepszenie wszystkiego do maksimum. To zmusza nas, byśmy wybrali swoje ulubione pukawki i tylko w nie inwestowali, nie zapominając również o kombinezonie czy stazie. Jest więc nad czym się pogłowić w trakcie rozgrywki.
Nowe środki obronne i pomagające przetrwać zakupimy natomiast w magazynach, wydając kredyty. O nie już nie tak trudno, ponieważ są porozrzucane dosłownie wszędzie. Jeśli nie spoczywają na dnie szafki z zaopatrzeniem – wyskoczą z nadepniętego przeciwnika. Ale i tu wydawać należy rozważnie, gdyż, jak wiemy, kasa lubi się szybko kończyć, a do tych ton amunicji wypadałoby jeszcze apteczkę dokupić.
Zbędne przedmioty możemy sprzedawać, nowe natomiast konstruować dzięki porozrzucanym wszędzie schematom.
Dobre wyposażenie w Dead Space 2 to już połowa sukcesu, choć bywają momenty lżejsze i cięższe. Szczególnie pod koniec autorzy nie żałowali narzędzia spawnowania i to tam zaczynają się bardzo poważne problemy.



...i latać też potrafię.

Na początku rozwodziłem się o różnorodności lokacji oraz akcji. Nie było w tych słowach ani krzty kłamstwa. Dead Space 2 pod kątem rozgrywki jest bardzo rozbudowany, a czasem nawet zaskakujący. Jako przystawkę, twórcy zaserwowali standardowe walki z bossami. Wiadomo – wielkie, potężne nekromorfy z kilkoma tylko słabymi punktami, do pokonania których niepotrzebna jest rozmowa, a solidna dawka amunicji. Później występują oskryptowane sytuacje. Tych w grze choć kilka, to robią wrażenie, oj, robią. Na końcu tego pociągu, najbardziej spektakularne i hucznie zapowiadane, starcia w zerowej grawitacji. Powiem szczerze, że starć tam wielu nie ma, ale zerowa grawitacja jest. Clarke w określonych sytuacjach może po prostu zacząć latać dzięki wbudowanym w kombinezon silniczkom. Zazwyczaj chwile spędzone w stanie nieważkości polegają głównie na rozwiązywaniu prostych zagadek logicznych/zręcznościowych, również występujących w grze (na lądzie i w powietrzu), a będących bardzo fajną odskocznią od ciągłej rzezi. Przeciwników oczywiście nie brakuje, choć zazwyczaj podczas lotu napotykamy tylko jeden typ, klejący się do ścian i strzelający z trzech macek.
Na pochwałę zasługuje również rozbudowanie momentów spędzonych w zerowej grawitacji o bardzo spektakularne, szybkie i dynamiczne sytuacje, kiedy Clarke z wielką siłą zostaje wyrzucony w przestrzeń i, dla przykładu, przez cały lot musi omijać dryfujące weń odłamki.
Tego typu przerywniki, połączone z walką i rozgrywające się na terenie świetnie zaprojektowanych lokacji, nadają grze wyraźnego smaku, czynią ją rozbudowaną i sprawiają, że będzie przez nas miło wspominana.

Od strony audio-wizualnej – brawa dla twórców za tę drugą. Dead Space 2 jest bowiem świetnie zoptymalizowany, a przy okazji naprawdę potrafi cieszyć oko. Wiadomo – powtarzalni wrogowie będą zawsze, ale zróżnicowanie i poziom rozbudowania lokacji sprawia, iż nigdzie nie występuje monotonność. Całość została wymodelowana oraz oteksturowana bardzo szczegółowo, co przy tak dobrej optymalizacji wydaje się kawałem dobrej roboty. I rzeczywiście – grafika względem wydajności w Dead Space 2 to kawał dobrej roboty.
Jeśli zaś chodzi o audio... cóż, muzyki tutaj jak na lekarstwo, ponieważ zamiast niej głównie działają dość przytłaczające efekty dźwiękowe. Gwarantuję Wam jednak, że przy rozgrywce tylko człowiek o bardzo mocnym słuchu zwraca uwagę na tę stronę produkcji. Tutaj dynamiczne techno po prostu nie pasuje - taki właśnie jest Dead Space.


poprzednia stronanastępna strona


Ale skoro już o mniejszych wadach mowa – multiplayer. Nie wiem, po co, nie wiem, dlaczego. Choć nie spodziewałem się rewelacji, to jednak oczekiwałem czegoś lepszego. Rozgrywka na chwilę, w ogóle niepotrzebna. Strasznie chaotyczna, nikt nie będzie o niej pamiętał. Myślę, że tę część najlepiej wymownie przemilczeć...

Dead Space 2 – dead czy still alive?

Druga odsłona kosmicznego survival-horroru dała mi to, co chciałem otrzymać... z solidną nawiązką. Do kontynuacji przygód Isaaca Clarke’a na pewno jeszcze wrócę, ot, żeby chociaż ukończyć produkcję na „hardkorze”. Visceral Games we mnie trafiło znakomicie – bo choć kosmosu nie lubię, to klimat i sam styl produkcji wciągnął mnie bez końca. Poważnie – przechodziłem grę dosłownie jednym ciągiem. Świetna optymalizacja, ambitne rozwiązania, sporo nowinek i niepowtarzalny zamysł być może zakwalifikują „DS 2” do mojego TOP 5 gier tego roku. Mam jedynie nadzieję, że „trójka” już nie powstanie, bo jeśli druga odsłona wielu wydaje się fajna, ale już nieco naciągana, trzeci Dead Space może zgarniać noty w granicach sześciu. Oby nie!

poprzednia strona


+ Więcej krwi i flaków!

+ O wiele bardziej urozmaicona, nieprzewidywalna rozgrywka; wprowadzenie kilku nowinek

+ Twarz i głos Clarke'a

+ Naprawdę bardzo ładna oprawa wizualna, a przy okazji świetna optymalizacja

+ Klimat

+ Ciekawa, dobrze poprowadzona fabuła...

10 na 10 0
- ...z zakończeniem robionym na kolanie

- Brak polskiej wersji językowej (mnie nie gryzie, wielu może)

- Multiplayer




Ogólnie:     90%

Zalety Wady
Więcej krwi i flaków!
O wiele bardziej urozmaicona, nieprzewidywalna rozgrywka; wprowadzenie kilku nowinek
Twarz i głos Clarke'a
Naprawdę bardzo ładna oprawa wizualna, a przy okazji świetna optymalizacja
Klimat
Ciekawa, dobrze poprowadzona fabuła...
...z zakończeniem robionym na kolanie
Brak polskiej wersji językowej (mnie nie gryzie, wielu może)
Multiplayer
Dotyczy wersji:
default

Autor:

Gigsav


 

||
Video 1486
||

Severed - DLC Trailer

||
Video 1466
||

Hand Cannon (reward for finishing hardcore mode)

||
Video 1443
||

Isaac Clarke at Visceral Episode 01

||
Video 1374
||

GamesCom 2010 - New Gameplay

||
Video 1336
||

Dead Space 2 Video Game, E3 2010: Exclusive Debut Gameplay




Pora na Wasze komentarze:


||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza