Techland ewidentnie jest "na fali" i zaczyna co raz śmielej wchodzić
w branżę gier ze swoimi produkcjami. Oczywiście firma od wielu lat robi własne tytuły, lecz prawdziwy przełom nastąpił niedawno, bo dopiero po premierze Call of Juarez: Więzy Krwi z 2009 roku. CoJ działający na autorskim silniku Chrome Engine 4 okazał się naprawdę dobrą strzelaniną, która pomimo wielu wad zyskała przychylne oceny w prasie polskiej - i co ważniejsze - zagranicznej. Sukces gry spowodował, że na początku roku Techland ogłosił zamiar stworzenia kolejnej produkcji działającej na ich silniku i ku zdziwieniu wszystkich nie była to następna strzelanina tylko Nail'd - off-roadowe wyścigi quadów i motocykli. Ta wiadomość zaskoczyła wielu - przecież każdy oczekiwał następnego, trzeciego już, Call of Juarez! Co więcej, pierwsze informacje ewidentnie sugerowały, że gra ma być kopią Pure z wywalonym systemem trików. Czy to mogło się udać? Po odpowiedź zapraszam do Gejmowej recenzji gry!
NA CZTERECH I DWÓCH KOŁACH
Pierwszy i największy zarzut jaki ciśnie się na usta widząc off-road z quadami to: no i fajnie, ale to kopia Pure! Czy jest to uzasadnione? Nie, bowiem
podobieństwa między grą Techlandu a Disneya kończą się na tematyce o jakiej obie traktują. W Pure chodzi o triki i to wkoło nich zbudowana jest cała rozgrywka, z kolei w Nail'd o prędkość. Twórcy wymyślili sobie, że ich gra ma być niewiarygodnie wręcz szybka i ekstremalna. Nie ma więc mowy o sztuczkach czy podziwianiu widoków - tu każdy quad i motocykl pędzą niczym Bugatti Veyron na prostej. Wróć! Veyron jest wolniejszy! Te ogromne prędkości jakie osiągamy są niezbędne by wygrywać, przeciwnicy przecież nie śpią. Właśnie "wygrać", ale co dokładnie?
Twórcy z Techlandu przygotowali dość klasyczny podział gry. Jest singleplayer ( z dwoma trybami o nazwie Turniej i Zejdź z drogi) oraz multiplayer ( czyli gra przez sieć i lan gdzie na raz może bawić się do 12 osób - podzielonego ekranu niestety nie ma ). Wyzwania dla pojedynczego gracza są dość ciekawe, choć jednocześnie standardowe - Turniej, to coś na kształt kampanii, gdzie przejeżdżamy kolejne trasy i zdobywamy nowe rzeczy ( o czym później ). Ta druga, bardziej oryginalna nazwa to tak naprawdę szybki wyścig, w którym możemy wypróbować nasze umiejętności na trasach odblokowanych w Turnieju. No i to w zasadzie tyle. Owszem podczas "kampanii" są podziały wyścigów na różne kategorie, ale tak naprawdę w każdym chodzi o to samo - o jak najszybsze dojechanie do mety.
Praktycznie jedynym wyjątkiem od reguły jest próba "kaskaderka" w której podczas trzech okrążeń trzeba jak najbardziej efektownie, przejechać trasę - czyli po prostu zbierać różnego rodzaju rzeczy z torów i daleko skakać.
NO TO JAZDA!
Wiecie już mniej więcej o czym jest Nail'd - to off-roadowe, bardzo szybkie wyścigi quadów i motocykli na wymagających trasach. Nie powiedziałem jednak, jak wygląda sama rozgrywka w grze Techlandu. Jakby to najprościej ująć... Znacie może gry, w których zbiera się super pojazdy a kluczową rolę odgrywa fizyka i wiarygodne oraz autentyczne trasy? Tak? A więc Nail'd nie jest taką grą! Powiem więcej, to przeciwieństwo tych produkcji! T
wórcy ewidentnie dobrze się bawili tworząc każdy element Nail'd-a czyniąc go "śmiesznym" i nadnaturalnym - to czuć na każdym kroku. O czym mówię? O zwariowanych, efektownych i diabelnie niebezpiecznych trasach, na których wykonujemy kilkunastometrowe skoki z ogromnych wysokości. O fragmentach toru gdzie przejeżdżamy pod zwalającym się mostem. O etapach, podczas których ścigamy się z lawiną głazów. A to dopiero początek!
Trasy skonstruowane są tak, aby były wymagające i niezwykle efektowne. To w zasadzie one są największą zaletą Nail'd-a. Każda z nich jest jedyna w swoim rodzaju. Uwierzcie mi, że podczas szybkiej jazdy
niektóre fragmenty toru powodują opad szczęki - a potęguje to fakt, że jest wiele sposobów na ich przejechanie a każdy bardziej efektowny od poprzedniego. Na przykład w Arizonie gnamy po gorącym, palącym powietrze piachu, mijając po drodze pędzące pod prąd pociągi i przeskakujemy przez ogniste okręgi - słodko. Grecja natomiast gości nas płonącym lasem i zwalającymi się na nas drzewami. Uwierzcie mi, twórcy się naprawdę się postarali i stworzyli unikalne, niebanalne trasy. Jazda w Nail'd to zwariowana, ekstremalna i szybka przygoda. Co więcej, dostarcza ona tego, co najbardziej cenię w zręcznościowych ścigałkach, czyli dziką, niczym nie skrępowaną radochę z prędkości jakie osiągamy i z rzeczy, jakie robimy na trasie. Dzięki temu quady i motocykle - których, powiem szczerze, nie darzę zbytnią sympatią - zmieniają się w piekielne rumaki z diabłami na ich grzbiecie.
następna strona
A właśnie jeźdźcy! Tak, w Nail'd są także kierowcy - bo przecież nawet w tak zwariowanej grze jak ta pojazdy nie mogą prowadzić się same. O dziwo, kierowcy są dość standardowi. To ludzie ubrani w realistyczne kombinezony, chroniące ich ciało - to znaczy faceci takowe mają, bo panie... cóż, one więcej odkrywają niż osłaniają (ale przynajmniej jest na co popatrzeć)! Zresztą nie stanowią oni wyłącznie zbędnego elementu
rozgrywki, to także jedna z rzeczy, które odkrywamy podczas gry. Zgadza się,
w Nail'd jest zbieractwo! Wygrywając wyścigi w Turnieju otrzymujemy dostęp do wszelakiej maści dodatków. Mogą to być nowe stroje dla kierowców - oni sami, z resztą też - trasy a także malowania oraz części do pojazdów. Po co one? Ano po to, by móc zbudować wehikuł swoich marzeń! Wraz z postępem w grze, zdobywamy co raz to lepsze części, które usprawniają quad i motocykl. Niestety budowanie pojazdów nie jest tak efektowne jak w Pure, lecz na pewno potrzebne - bowiem nie ma quada idealnego. W zależności od stylu naszej gry budujemy odpowiednią maszynkę, która albo świetnie przyspiesza albo dalej szybuje lub też ma więcej nitro.
Mimo opcji budowania pojazdów
w Nail'd nie chodzi o model jazdy, a o frajdę z niej płynącą. Tak więc niezależnie od tego czy stworzymy pojazd świetnie przyspieszający czy też super skręcający i tak trzeba jechać jak najszybciej do przodu! By nam w tym pomóc panowie i panie z Techlandu oddali graczom do dyspozycji wspomniane już nitro, dzięki któremu przekroczymy granicę dźwięku (a przynajmniej tak sugeruje nam ekran zmieniając się na czarno-biały podczas włączenia przyspieszenia). To ten "dopalacz" daje to niesamowite
poczucie prędkości - a co za tym idzie - frajdę. Oczywiście nitro nie dostajemy za darmo (to znaczy odnawia się ono samo, lecz w żałosnych ilościach... No i w niektórych wyścigach jest ono nieograniczone, lecz to rzadkość)! By zdobyć ten drogocenny bonus należy efektownie skakać, taranować oponentów, przeskakiwać przez płonące obręcze i przejeżdżać przez równie gorące bramki. Brzmi łatwo? No niestety takie nie jest! Trafienie w małe, często poruszające się kółko nie jest proste.
SZYBKO, SZYBCIEJ, NAIL'D!
Nail'd to bardzo udana grą, która posiada ona swoje mankamenty. Nie żeby było ich wiele, lecz i tak udanie psują one jej odbiór. Pierwszą i bardzo denerwującą wadą jest absolutny brak fizyki - czyli coś, będące jednocześnie zaletą produkcji. O czym mówię? O tym, że
gra w sposób znany tylko jej wylicza to kiedy giniemy a kiedy mkniemy dalej. Zdarza się więc, że wybijając się wysoko nad przepaścią uderzymy w unoszący się nad głową balon i zakończymy swój marny żywot, by w następnym razem się od niego odbić i bezpiecznie wylądować.
Podobna loteria występuje podczas przejazdu przez trasy. Czasem wystarczy wyjechać trochę poza wyznaczony tor i zostajemy "uśmierceni" od razu, by innym razem nawet po upadku na głaz
poza trasą nadal mknąć przed siebie. Tu warto wspomnieć, że po nieudanym skoku zostajemy "odrodzeni" w innym miejscu na trasie - troszkę dalej. Po co? Ano dlatego, że twórcy wszyli z założenia, iż nie warto gracza męczyć powtarzaniem skoku w nieskończoność - i jest to bardzo szczytna idea, z tym że system nie zawsze działa w stu procentach sprawnie przez co zdarza się, iż wariuje wyrzucając nas gdzieś daleko. Nadto w Nail'd nie ma zniszczeń jako takich. To znaczy albo jedziemy dalej, albo giniemy w efektownej eksplozji - dlatego też
przyzwyczajcie się do częstego napisu "Nail'd" na ekranie, który pojawia się tuż po wypadku. Oczywiście wszystko to ma swoje plusy - szybko wracamy do walki i nie przejmujemy się zderzeniem, lecz takie podejście towarzyszy nam przy pierwszej kraksie, drugiej, dziesiątej, ale za piętnastym razem strasznie to denerwuje - szczególnie kiedy wypadek zdarzy się nie z naszej winy.
poprzednia stronanastępna strona
Na trasie nie jesteśmy sami - są inni kierowcy, quady i motocykle, które możemy taranować. Niestety potraktowano to wyjątkowo po macoszemu... Z rozwalenia przeciwnika nie ma żadnej radochy a jedyną oznaką wykonania egzekucji jest napis na ekranie.
Nie ma więc mowy o widokach znanych z Burnouta, a szkoda, bo trafienie w
przeciwnika jest dość trudne - wypadałoby więc nagrodzić gracza za ten wyczyn. Zresztą takich mniejszych uchybień jest cała masa. Przykład? Quady bardzo często zjeżdżają z rampy do skoku i po prostu "śmigają" po jej krawędzi przez co nie można się porządnie wybić! Skutek takiego zdarzenia jest oczywisty - kraksa na końcu lub też w trakcie lotu. Czyżby zabrakło czasu na doszlifowanie produktu?
Te z pozoru błahe minusy lubią mocno zdenerwować - szczególnie wtedy, kiedy wszystkie nałożą się na siebie podczas jednego okrążenia... Na szczęście takie sytuacje występują rzadko.
ŁADNE WIDOKI, ŁADNE POJAZDY, BRZYDKIE POSTOJE
Gra działa na autorskim silniku Techlandu - Chrome Engine 4. Jest to dość nowożytna technologia dzięki której świat wykreowany przy jej pomocy jest bardzo ładny. To dzięki niej Call of Juarez: Więzy Krwi był miły dla oka i Nail'd nie jest tu wyjątkiem.
To bardzo schludna i efektowna produkcja, która graficznie być może nie powala, lecz na pewno może się podobać. Wszystkie niedostatki i brzydkie tekstury są bardzo dobrze maskowane przez efekty w jakimi gra wprost ocieka. Mówię tu zarówno o filtrach potęgujących wrażenie prędkości jak i o błocie, wodzie czy innych liściach okrywających ekrany monitorów. Zresztą i tak
uchybień nie zauważymy bo podczas jazdy po prostu nie ma na to czasu. W zasadzie jedyne momenty, w których możemy narzekać na oprawę wizualną, to postoje - a że w grze się praktycznie nie zatrzymujemy...
Inaczej sprawa wygląda z dźwiękami - te są wszechobecne i nie da się ich ukryć! Mam tu na myśli zarówno ryk silników, odgłosy świata jak również przygrywającą nam podczas jazdy muzykę. A jak prezentuje się ten aspekt Nail'd-a? Niestety nierówno, bo o ile wszystko teoretycznie pasuje do siebie - muza jest dynamiczna, silniki głośne a pęd powietrza ogłaszający - to brak mi w tym wszystkim "mocy". Quady podczas jazdy wydają się szybkie niczym błyskawica, a brzmią jak przerośnięte kosiarki. Pewnie, że to nie są samochody z V8 na pokładzie, ale
to co widzę na ekranie i to co słyszę w głośnikach jakoś mi nie współgra. A muzyka? Jest energetyczna i gitarowa. Techland ewidentnie postawił na rockowe brzmienie - i bardzo dobrze, bo choć nie wszystkie kawałki są trafne to i tak nie zmieniają one pozytywnego odbioru muzy.
Całą oprawę audio-wizualną można podsumować następująco: bardzo dobrze, choć nie mogłoby być ciut lepiej. Gra może się podobać jako całość, lecz poszczególne
elementy wymagają doszlifowania.
BYLE DO PRZODU!
Nail'd to udana gra, która wielu osobom może się spodobać.
To bardzo fajny środek łagodzący stres, będący idealnym produktem na 15- 20 minutowe posiedzenia z padem w dłoni. Wtedy gra nie męczy, błędy są niezauważalne a i dźwięk wydaje się odpowiedni. A co jeśli ktoś lubi dłuższe granie? To musi przymknąć oczy na błędy i zacisnąć zęby odradzając się po raz setny na torze, oraz powinien liczyć się z monotonią, która troszkę boli! A czy warto grę kupić? Myślę że tak, bo jest ona naprawdę wciągająca i emocjonująca. Szkoda tylko, że zabrakło twórcom czasu, bowiem odnoszę wrażenie, że nie wszystko wyszło takie, jakie powinno. Niemniej mimo to jest dobrze -
brawo Techland!
poprzednia strona