frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


recenzja
Data: 2010-08-03, autor: thorinar, dotyczy: PC

Starcraft 2: Wings of Liberty


Fabuła Starcrafta 2, a konkretnie kampanii zatytułowanej Wings of Liberty, rozgrywa
||
starcraft terrans wings of liberty
||
się 4 lata po wydarzeniach z Brood War. W tym czasie ludzkie Dominium zdołało odbudować swoją potęgę po poprzednich klęskach, Zergi zaszyły się gdzieś w najciemniejszych zakamarkach kosmosu, zaś o Protossach nie wiemy praktycznie nic. W tym momencie wcielamy się w Jima Raynora, jednego z głównych bohaterów poprzedniego Starcrafta. Nasz protagonista przez ostatnie lata niestrudzenie zwalczał reżim Arcturusa Mengska i jego Dominium, jednakże bez większych sukcesów. Wykreowany przez media na terrorystę i mordercę, ma coraz większe problemy ze znalezieniem ochotników do przeprowadzenia swej rewolucji.

Tyle słowem wstępu, rozpoczyna się gra. Jimiego pierwszy raz spotykamy pijącego w barze, gdzie znaleziony i podniesiony na duchu przez swojego starego znajomego, Tychusa Findlaya, postanawia w końcu wrzucić wyższy bieg w kwestii rewolucji. Tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Jakoś nie mogę przełknąć tego, że pijący na umór człowiek, który przez te wszystkie lata stracił już nadzieję na pokonanie swego śmiertelnego wroga, po prostu wstał i rozpoczął rewolucję. No ale cóż, co to byłaby za gra, gdyby główny bohater nie chciał ruszyć się i zacząć działać.

Po kilku "startowych" misjach na Mar Sarze (które są oczkiem puszczonym przez Blizzarda do fanów pierwszej części – pierwsze chwile Starcrafta również działy się na planecie Mar Sara, a w dodatku jedno z zadań jest praktycznie identyczne do jednego ze znanych z pierwszej części: obrona przed Zergami w oczekiwaniu na ewakuację) trafiamy na pokład okrętu Raynora – Hyperiona. Od tego momentu rozgrywka staje się nieliniowa - mamy wybór, którą misję chcemy w tej chwili rozegrać. Same misje dzielą się na kilka wątków, wśród których (starając się nie robić żadnych spoilerów) można wyróżnić walkę przeciwko Dominium oraz minikampanię Protossów.

W tym momencie muszę coś zaznaczyć: nie podoba mi się nieliniowość w Starcrafcie 2. Blizzard chełpił się tym, że podzielił grę na trzy części, aby każda kampania trwała dłużej i była bardziej dopracowana. Tylko co z tego, skoro na 29 misji w Wings of Liberty tylko około 14-15 jest znaczących dla fabuły? Reszta to wątki poboczne, których równie dobrze mogłoby nie być. Nieliniowość w połączeniu z nieistotnymi dla fabuły misjami sprawia, że nie czujemy tego samego co w kampanii pierwszego Starcrafta: akcji. W jedynce historia szła do przodu z każdą kolejną rozgrywką, a w dwójce? Za dużo jest misji ,,najemniczych'', w których jedyną motywacją jest otrzymanie dodatkowych funduszy na ulepszenia.

Teraz parę słów o fabule Wings of Liberty. Jest ona trochę... zbyt przewidywalna. W pierwszej części wszędzie zdarzały się zdrady, różne nieoczekiwane zwroty akcji, sojusznicy okazujący się być wrogami... Zaś w WoL jedynej zdrady domyślamy się już od początku gry, zaś gdy już do niej doszło, nie byłem nią jakoś specjalnie poruszony; w przeciwieństwie do fabuły Brood War, gdzie podstępy Kerrigan powodowały u mnie opad szczęki.

Przymykając oko na brak spektakularnych zwrotów akcji, fabuła Wings of Liberty jest mimo wszystko i tak lepsza od większości nowszych produkcji. Idzie ona od początku do końca jednym torem, nie ma tu żadnych bezsensownych bomb atomowych wybuchających w atmosferze, lecz ma sens i doskonale rozwija wątki, które w pierwszym Starcrafcie zostały zostawione bez odpowiedzi. Szczególnie podobała mi się minikampania Protossów, która ujawnia na czym będą skupiać się nadchodzące kampanie Starcrafta 2. No i pozostaje jeszcze zakończenie, które niesamowicie nabuzowało mnie na dalszy ciąg historii Terran, Zergów i Protossów.

Mechanika gry pozostaje praktycznie niezmieniona, dalej mamy trzy rasy, choć każda z nich ma dodane nowe jednostki i umiejętności. Terranie, czyli po prostu ludzie, ze swoimi charakterystycznymi czołgami, mechami, myśliwcami, zapuszkowaną w metalowe kombinezony piechotą i wielkimi, majestatycznymi krążownikami. Zergi, czyli ci-źli-obcy, z takimi cechami jak żywe budynki i podłoże bazy, oraz wszelkiego rodzaju chodzące, latające, a nawet kopiące pod ziemią paskudztwa. Protossi, czyli ci-tajemniczy-obcy, zaawansowana cywilizacja z polami siłowymi ochraniającymi każdą jednostkę, ,,czarodziejami'' zdolnymi wywoływać niszczące całe armie burze, możliwością przywołania swych jednostek w bazie nieco mniej rozgarniętego przeciwnika, samobudującymi się budynkami i innymi sztuczkami. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, ŻADNA z ras nie ma przewagi nad innymi. Blizzard tak umiejętniewyważył grę, że każda frakcja w multi ma równe szanse z innymi, ale o multiplayerze napiszę nieco później.


następna strona


Sama rozgrywka jest tak klasyczna, jak tylko można to sobie wyobrazić. Mamy własną bazę (lub kilka baz), robotników zbierających surowce i budujących budynki, oraz rekrutację jednostek w różnego rodzaju barakach, fabrykach lub wylęgarniach (w przypadku Zergów). Może to budzić niesmak miłośników nowszych RTSów, w których pojawiły się takie rozwiązania jak np. zrezygnowanie z istnienia bazy na rzecz kontrolowania terytoriów, lecz gdyby coś takiego pojawiło się w Wings of Liberty, to nie byłby już Starcraft.

Wracając jeszcze na moment do kampanii, wspomnę to tym, że między misjami mamy możliwość przemieszczania się po pokładzie Hyperiona i rozmawiania z członkami załogi. Możemy odwiedzić takie miejsca jak mostek, gdzie wybierzemy następną misję; kantynę, gdzie popijemy alkohol, rekrutujemy najemników, porozmawiamy z członkami załogi, a nawet wdamy się w bójkę; laboratorium, gdzie prowadząc badania nad Zergami i Protossami podpatrzymy od nich kilka ciekawych sztuczek do zastosowania w naszej armii oraz zbrojownię, gdzie kupimy ulepszenia dla naszych jednostek. Cały pomysł na tego typu urozmaicenie jest bardzo dobry, lecz przydałoby się trochę więcej ciekawszych konwersacji.

Teraz nieco o bardziej przyziemnych sprawach, takich jak grafika. Ogólnie rzecz biorąc, w Starcrafcie 2 sprawa wygląda podobnie jak w Warcrafcie 3. Grafika, mimo iż nie najgorsza, zdążyła się już nieco zestarzeć w czasie charakterystycznego dla Blizzarda, długiego procesu produkcji. Ale, tak samo jak w Warcrafcie 3, piękno grafiki Starcrafta 2 nie tkwi w technicznych wodotryskach, lecz znanej blizzardowskiej stylizacji. Styl SC2, podobnie jak World of Warcraft, jest nieco ,,komiksowy'', dzięki czemu grafika strategii Blizzarda, tak samo jak WoWa, będzie miła dla oka nawet za kilka lat, podczas gdy większość dzisiejszych gier będzie wtedy po prostu brzydka.

Przechodząc do dźwięku wspomnę o polskiej wersji językowej, a konkretnie o tym, że nie mam zielonego pojęcia jak się sprawuje. Polskie wersje gier Blizzarda nigdy nie były najgorsze, jednak patrząc na polskie zwiastuny Starcrafta 2 ('make no mistake' ze zwiastuna Ghosts of the Past jako ,,nie popełniaj błędów''? /facepalm...) postanowiłem nie ryzykować i grać w oryginalnej, angielskiej wersji. Jakoś lepiej mi podchodzi stare i znane SCV niż ERK. A Reaper brzmi jakoś milej dla ucha niż Kosiarz... Na szczęście kupując polską wersję otrzymujemy klucz, który uprawnia nas do ściągnięcia dowolnej wersji językowej, więc nie jesteśmy skazani na nazywanie naszych jednostek Maruderami i Piekielnikami.

A teraz do rzeczy, muzyka w grze jest po prostu GENIALNA. Gdyby nie ograniczone fundusze byłbym skłonny dopłacić 200zł do edycji kolekcjonerskiej choćby dla samej płyty z soundtrackiem. Tego naprawdę trzeba samemu posłuchać, oprócz nieco zmodyfikowanych, dobrze znanych terrańskich motywów z pierwszego Starcrafta, słyszymy świetne nowe kawałki, oraz nawet nieco country, bluesa i muzyki zalatującej westernowymi klimatami, które możemy usłyszeć w szafie grającej w kantynie Hyperiona.

Tradycyjnie dla Starcrafta bardzo dobre są głosy jednostek. O ile u Zergów usłyszymy jedynie wszelkiego rodzaju ryki i jęki, to u Protossów i Terran odzywki są świetnie udźwiękowione. Usłyszeć możemy część z legendarnych już tekstów jak np. 'My life for Aiur' (nieodparcie kojarzący mi się z 'My wife for hire'...) Zealota czy 'You wanna piece o' me, boy?' wypowiadane przez Marines. Każdy fan pierwszego Starcrafta poczuje się jak w domu, choć nie brakuje nowych odzywek.

Na koniec to, na czym od zawsze skupiał się Starcraft: multiplayer. Ze względu na problemy z internetem jak na razie miałem okazję zagrać tylko kilka meczy, lecz już teraz mogę powiedzieć, że multi w Starcrafcie 2 jest taki, jaki marzyli o tym fani pierwszej części: szybki, dynamiczny, wymagający zarówno taktycznego myślenia, jak i refleksu, zrobiony pod e-sport, ale przyjazny także nieprofesjonalnym graczom. Na plus trzeba zaliczyć stworzony specjalnie pod Starcrafta 2 Battle.net 2.0, który w przeciwieństwie do Battle.net z Warcrafta 3 jest bardzo przyjazny nowym graczom. Początkowo mamy możliwość grania w lidze początkujących, gdzie na specjalnie stworzonych do treningowych celów mapach, przy zmniejszonej prędkości gry i bez zapisywania statystyk, możemy szlifować swe umiejętności z innymi początkującymi graczami. Gdy rozegramy już 50 walk, lub zdecydujemy się zacząć grać na poważnie, zostaniemy poddani 5 walkom, które rozstrzygną w której znajdziemy się kategorii. Możemy znaleźć się w lidze brązowej, srebrnej, złotej itd., w zależności od tego, jak sprawdzimy się w 5 walkach testowych. Jest do doskonałe rozwiązanie, gdyż gracze będą rywalizować z przeciwnikami o podobnych umiejętnościach i zawsze pozostaje możliwość awansowania lub spadnięcia do innej ligi.


poprzednia stronanastępna strona


Już teraz mogę stwierdzić, że multiplayer w Starcrafcie 2 starczy na wiele miesięcy, lub nawet lat, więc mimo wysokiej ceny (około 200zł za wersję pudełkową, osobiście kupiłem sam klucz za 150zł) najnowsze dzieło Blizzarda da nam mnóstwo zabawy, pod warunkiem, że mamy zamiar grać przez internet. Jeżeli jednak planujesz kupić Starcrafta 2 tylko dla singleplayera, radziłbym poczekać kilka miesięcy, aż cena opadnie do nieco mniejszej kwoty. Pozostają jeszcze nadchodzące 2 dodatki, Heart of the Swarm i Legacy of the Void, które oprócz kampanii singleplayer wprowadzą zmiany w multiplayerze. Oby były to zmiany na dobre, gdyż łatwo można popsuć tak świetnie wyważony multiplayer jak ten, który teraz jest obecny w Wings of Liberty.

Blizzard ponownie pokazał, że mimo, iż nie produkuje gier w hurtowych ilościach, każdy z jego tytułów to prawdziwa perełka. Starcraft 2: Wings of Liberty po 12 latach przywraca do życia uniwersum Terran, Zergów i Protossów, i mimo dość staroświeckiej jak na dzisiejsze standardy mechaniki gry, nie jest żywą skamieliną, lecz odnowioną legendą. Mimo że singleplayer nie sprostał w całości moim bardzo wysokim oczekiwaniom, a cena nie należy do najniższych, to multiplayer gwarantuje tej grze co najmniej kolejne 12 lat popularności i zapewnia pozycję jako dyscyplinę e-sportu. Gra spodoba się każdemu fanowi strategii czasu rzeczywistego, bez względu na to, czy jest się fanem pierwszego Starcrafta, czy nie miało się nigdy styczności z SC.


poprzednia strona


10 na 10 0.5



Grafika:     87%
Dźwięk:     96%
Miodność:     100%
Ogólnie:     95%
Dotyczy wersji:
PC

Autor:

thorinar


 




Pora na Wasze komentarze:


||
ManiaQ2010-08-06 o godzinie 10:27:20, ManiaQ napisał(a):
Świetna gra, świetne multi, ale... cena. Gdyby nie te okrutne prawie 200zł, to bym kupił. Ha, do tego jeszcze wyjdą dwie kampanie, co da ok. 400 zł ;/
||

||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza