frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


recenzja
Data: 2010-08-02, autor: Gigsav, dotyczy: PC

The Path


Daleka droga do domu...

Jako słowo wstępu pozwolę sobie powiedzieć,
||
the path
||
iż omawiany produkt na pewno nie jest grą dla dzieci. I nie, nie chodzi tutaj o osoby, które mają dwanaście czy piętnaście lat, i które dziećmi są nazywane tylko przez „tych starszych”. Chodzi tutaj o osoby, które nie osiągnęły pewnej dojrzałości psychicznej oraz emocjonalnej. Dla osób takich – ta gra wyda się najzwyczajniej w świecie nudna, głupia i bezsensowna, chyba że posiedzą nad nią dłużej i w końcu zaczną coś dostrzegać.
Natomiast osoby, które tę dojrzałość osiągnęły – utoną w świecie wykreowanym przez Tale of Tales i nie będą mogły wypłynąć nawet po odejściu od monitora.
Twórcy, czyli wspomniane studio Tale of Tales, mówią o swoim dziele „a short horror game”. Jednak szybko uda nam się dojść do wniosku, że to po prostu kłamstwo.
Zapraszam Was do przeczytania recenzji jednej z największych „małych” poezji dla graczy, jaka kiedykolwiek powstała....



Babciu, chyba się spóźnię...

Jeśli ktoś oczekuje od The Path fabuły starczającej na 10+ godzin rozgrywki – zawiedzie się. Jednak powiedzmy sobie szczerze – czy poezja jako określenie wiersza ma mocno zarysowaną i zajmującą pięćset stron fabułę?
Ideą przewodnią gry było wzorowanie się na opowieści o Czerwonym Kapturku. Chyba każdy ją zna. Mała dziewczynka wysłana do babci, która na swej drodze napotyka wilka, co sprowadza na dom babci nieszczęście. Bo dziewczynka zamiast trzymać się określonego szlaku – zboczyła z niego, by zerwać kwiaty.
Identyczna, ale jakże przesycona wszelkiej maści metaforyzmem akcja została poprowadzona tutaj. Kiedy uruchomimy The Path, naszym oczom nie ukazuje się żadne intro. Nie ukazuje się też jakikolwiek ekran powitalny, logo autorów etc.
Pojawia się za to mały, czerwony pokój, wewnątrz którego umieszczony został stół oraz sześć „Czerwonych Kapturków” naokoło niego. Jest młoda, nastoletnia dziewczyna, jest małe dziecko, które dopiero co nauczyło się chodzić, jest też dość dojrzała już kobieta. Mówi się, że to siostry.
Możemy teraz wybrać jedną z nich. Po wykonaniu tej operacji – do koszyka, który dotychczas pełnił rolę kursora, wpada pieczywo oraz napój w butelce. Wszystko rozegrane za pomocą małej, wykonanej 2D animacji.
I dopiero w tym momencie, kiedy ekran zaciemnia się i na nowo rozjaśnia, widzimy krótki przerywnik, jak to za naszymi plecami, a konkretniej – za plecami Czerwonego Kapturka, znika miasto, a przed nami pojawia się prosta, oświetlona ścieżka. Jest też jednak ogromny, ciemny i odpychający las naokoło. Co możemy w takiej sytuacji zrobić?
Tutaj twórcy pozostawiają wybór wyłącznie graczowi. Albo ten po prostu szybko „zalicza” wspomnianą ścieżkę, co naprawdę jest nudne, finalnie wchodząc do domku babci, albo z tejże ścieżki zbacza. Wtedy robi się ciekawiej.
Bo ekran „ukończenia misji”, który wyświetlany jest po dotarciu do domku, pokazujący napis „misja nieudana”, kiedy wybraliśmy pierwszą opcję podróży może wydać się dziwny. Przecież przynieśliśmy babci pieczywo i napój, przeszliśmy ścieżkę prosto, nie zwracając uwagi na las... a może ten las rzeczywiście okazałby się interesujący? W każdym razie – teraz już za późno. Nasz czas minął bezpowrotnie. Możemy tylko liczyć na to, że kolejna siostra wybierze ciekawszą drogę...

Wilku... od zawsze chciałam stawić ci czoło...

Teraz postarajmy się wejść do lasu. Niestety (a może stety) – gdy tylko postawimy tam stopę - wita nas zupełnie nowy świat z przygnębiającym klimatem na czele. Kolory bledną, widzimy drzewa bez liści, pojedyncze, dziwnie wyglądające rośliny. Ciemna, jakby wysuszona gleba potęguje tylko wrażenie zagubienia, strachu i braku jakiejkolwiek znajomości... czegokolwiek w tym lesie.
I znów pojawia się pytanie – co właściwie możemy zrobić? Cóż, jeśli przychodzi się w gościnę do kogoś, wypada u tego kogoś trochę zostać. Tak i my zostaniemy, a nawet więcej – zagłębimy się w lesie.
Jednak znów nasuwa się wątpliwość – skoro właściwie nic w tym lesie nie widać, to po co tam idziemy, co w nas chce, żebyśmy tam poszli? Tutaj kłania się naprawdę niesamowity, mroczny klimat The Path, dodatkowo napędzany muzyką.

Bo to, w jaki sposób wykorzystano muzykę, jest jednym z najbardziej efektownych zastosowań warstwy audio w historii. Stanowi ona... tło dla naszej wyprawy. Tak, zależnie od tego czy idziemy, czy biegniemy coraz dalej nie wiedząc gdzie - ponieważ kamera podczas dłuższego biegu zmienia swoje położenie tak, iż mamy do czynienia z rzutem izometrycznym i faktycznie nie widzimy niczego przed nami - czy też znajdujemy się już w domku babci – zawsze nuty układają się inaczej, ale, co dla całości ścieżki dźwiękowej charakterystyczne, zawsze tak samo złowieszczo.
Powiem Wam szczerze, że podczas gry w The Path w nocy ze słuchawkami na uszach i zgaszonymi światłami – poziom adrenaliny może się nieziemsko podwyższyć. Wiemy, że tak naprawdę nic nie „wyskoczy” zza jakiegoś drzewa, że jesteśmy bezpieczni, jednak nagłe uderzenie skrzypiec, powiew wiatru i szybka gra na dwóch klawiszach fortepianu, w połączeniu z tym naprawdę niesamowitym, przytłaczającym i mrocznym klimatem świata wykreowanego w grze – mogą dać popalić nie tyle naszym uszom, co stanowi psychicznemu.


następna strona


Co zaś w kwestii oprawy wizualnej, która także jest nieodłącznym elementem klimatu – nie wiem jak twórcom udało się osiągnąć taki efekt.
Bez wyrzutów sumienia można stwierdzić, że grafika jak na 2009 rok to jawna kpina. Proste, wykonane bez jakiejkolwiek pieczołowitości modele, na których spoczywają brzydko rozmazane tekstury. Niektóre obiekty są nawet duchami – możemy przez nie przejść. ALE. Filtry, które zaaplikowane zostały bezpośrednio do gry, oraz kontrast barw, jaki nasza postać czy szczególne elementy tworzą z resztą otoczenia – istny majstersztyk. Dlatego nie wiem jak twórcom udało się osiągnąć taki efekt. Z żaby uczynić królewnę. A przynajmniej sprawić, by ta żaba wyglądała jak królewna.
Pozostaje jeszcze kwestia polonizacji. Tak, mamy polską wersję kinową! Zajęła się nią spółka TopWare Poland, za co chciałem w swoim imieniu podziękować. Ludzie z tej firmy znakomicie poradzili sobie z tą, małą bo małą, ale jakże sugestywną „ścieżką tekstową”.

I tutaj właśnie, mam nadzieję, rozwiałem wątpliwość związaną z lasem. To po prostu cała gra, cała jej konstrukcja sprowadza nas do tej fenomenalnie wykonanej krainy.
Cóż jednak w tej krainie możemy robić? Wystarczy przejść kilkanaście metrów, by się o tym przekonać.
Wciąż dokładnie nie wiedząc po co – krążymy po lesie, aż nagle naszym oczom ukazuje się wrak samochodu. Auto nie posiada już opon, jego przednia szyba została wybita, a całość „zżarła” rdza. Podchodzimy do znaleziska. Naciskamy klawisz odpowiedzialny za wykonywanie czynności. Czerwony Kapturek zbliża się do wraku, zagląda do środka... i to wszystko.
Jest jednak jeden szczegół, któremu nie sposób dać umknąć. Słyszymy dźwięk, długi, przeraźliwy niby-śpiew jakiejś dziewczynki, a na ekranie wyświetlony zostaje obraz... tego samego elementu, jednak w innych okolicznościach.
Możemy sprawdzić o co chodzi. W tym celu „otwieramy” koszyk, którym nasza bohaterka dysponuje, a gdzie wszystkie tego typu znaleziska, a raczej myśli związane z nimi są przechowywane (coś podobnego do ekwipunku). Klikamy na miniaturę samochodu, po czym... zostajemy wynagrodzeni krótkim, acz bardzo głębokim i ślącym w naszą stronę metaforyczne przesłanie cytatem. Pozwólcie, że go przytoczę, byście mogli się zdziwić lub zachwycić:
„Silniki. Przyjaciele.
Włączanie. Wyłączanie.
Życie. Śmierć.
Jest jakaś różnica?”
„No co to ma być? Po to tyle łaziłem po tym lesie, żebym się dowiedział, że gdy odnajdę coś, jakiś znak, jakąś rzecz... bohaterka wygmera tylko niezrozumiałe słowa?”.
I tutaj właśnie kumuluje się magia The Path. Jeśli dopowiem, że na swojej drodze możemy napotkać każdy „element koszyka”, ale nie każdy jest przeznaczony dla myśli danego Czerwonego Kapturka, oraz że niezależnie jakim Kapturkiem gramy – zawsze w naszym koszyku będzie to, co zebraliśmy będąc poprzednim – nad Waszą głową zapala się jakaś żaróweczka? Bo owszem, za KAŻDY element otrzymujemy tylko dziwny obraz oraz cytat. Tak, to trzeba połączyć. Tylko jak? Tylko w co? Sam nie rozwikłałem tej zagadki do końca. Może Wam, Drodzy Czytelnicy, się uda.
I szukamy dalej. Napotykamy kolejne elementy, które stają się gośćmi naszego koszyka, przeczesujemy las z coraz większym lękiem i niepewnością. Ile już tutaj siedzę? Dlaczego nie mogę wrócić na ścieżkę?
Pozwólcie, że zdradzę Wam ten smaczek. Kiedy już znajdziemy SWOJĄ ścieżkę, to jest – do naszego koszyka wpadnie kilka charakterystycznych elementów; będziemy wiedzieć, że tak wygląda przeznaczenie danego Kapturka - już nigdy nie odnajdziemy TEJ ścieżki do babci. Każde sto metrów, które przejdziemy, zostanie wyświetlone na mapce. Jednak, jak wspomniałem, już nigdy nie trafimy na prostą i oświetloną ścieżkę, choćbyśmy przeczesali mapę wzdłuż i wszerz...
Chyba że spotkamy Wilka.
W oddali widzimy skumulowane światło, które mocno uderza w oczy. Kierujemy się w jego stronę, by odnaleźć... plac zabaw. Nie byłoby w nim nic dziwnego gdyby nie fakt, że (został umieszczony w środku lasu – to też) dostrzegamy postać, pierwszą postać, jaką jest nam dane spotkać podczas swej przeprawy przez las. Jest to mężczyzna o podejrzliwym wyrazie twarzy. Siedzi na ławce i pali papierosa. Nie wiedzieć czemu – my przysiadamy się do niego. W każdej chwili możemy wstać, ale w takim razie – po co w ogóle zajmowaliśmy miejsce obok nieznajomego? Nagle u góry i dołu ekranu pojawiają się dwa grube, czarne, filmowe pasy. Przerywnik. Czerwony Kapturek zostaje poczęstowany nikotynowym skrętem. Mężczyzna „podaje ogień” i bohaterka zaczyna palić. Kamera oddala się, ekran się zaciemnia...


poprzednia stronanastępna strona


Budzimy się przed domkiem babci. Na obraz został nałożony czarno-biały filtr, nie słyszymy żadnej muzyki, ciężkie krople deszczu uderzają o ziemię. A nasz Czerwony Kapturek na niej leży.
Podnosimy się. Panuje bardzo ciężki nastrój. Powolnymi krokami kierujemy się do małej bramki, którą otwieramy. Stawiamy jeszcze kilka kroków na małym pomoście, po czym wchodzimy do domku.
Interpretację tego, co się dzieje, można pozostawić tylko graczom. I nie, nie mam zamiaru Wam tego zdradzać. Na pewno trzeba się nad tym zastanowić... i zagrać kolejną siostrą...
Po wszystkim zostaje wyświetlony wspomniany na początku „ekran ukończenia misji”. Widzimy ile elementów koszyka znaleźliśmy, CZY odnaleźliśmy Wilka... I to wszystko. Powracamy do wyboru Czerwonego Kapturka. Jednak przy stole brakuje tego, którym aktualnie zakończyliśmy przygodę...

Co dalej...?

The Path jest grą niesamowitą, jedyną w swoim rodzaju. Taką też trzeba ją traktować. Nie możemy bowiem jednoznacznie określić gatunku. Dla jednych będzie to przygodówka TPP, dla innych prawdziwy horror, jeszcze inni uznają The Path za grę familijną bez ładu i składu. Jednak takich, jak to nazywam, niezależnych gier na rynku powinno być zdecydowanie więcej. Metaforyczne znaczenie całej przygody może nie dać nam spokoju, dopóki w stu procentach nie rozwiążemy zagadki zaserwowanej przez Tale of Tales. Pamiętajcie jednak, że każde myślenie jest poprawne, na każdą wersję przedstawionych w grze wydarzeń istnieje inne wytłumaczenie... dlatego całość jest taka piękna.


poprzednia strona


+ + Klimat!

+ + Metaforyczne, sugestywne przesłanie całej gry, najmocniejszy jej element (w tym punkcie mieści się właściwie wszystko, co zostało opisane w recenzji);

+ + Specyficzna, dodająca uroku przygodzie oprawa wizualna;

+ + Świetna muzyka zagęszczająca klimat;

+ + Bardzo dobra polska wersja językowa.

10 na 10 0
- - Czasem gra nawet dla najbardziej zaciekłych „odkrywców” wydaje się monotonna.




Ogólnie:     90%

Zalety Wady
+ Klimat!
+ Metaforyczne, sugestywne przesłanie całej gry, najmocniejszy jej element (w tym punkcie mieści się właściwie wszystko, co zostało opisane w recenzji);
+ Specyficzna, dodająca uroku przygodzie oprawa wizualna;
+ Świetna muzyka zagęszczająca klimat;
+ Bardzo dobra polska wersja językowa.
- Czasem gra nawet dla najbardziej zaciekłych „odkrywców” wydaje się monotonna.
Dotyczy wersji:
PC

Autor:

Gigsav


 




Pora na Wasze komentarze:


||
Gość Bunny_kou2013-08-13 o godzinie 19:55:20, Gość Bunny_kou napisał(a):
Wiem że the part to gra w której trzeba się buntować i zboczyć z tej ścieżki już niebęde pisać Papa zachęcam was obejrzenia muj kanał na YT nazywa się Bunny_kou i nagrywam the part
||

||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza