frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


recenzja
Data: 2010-07-12, autor: Gigsav, dotyczy: PC XBOX 360 PS3

Episodes From Liberty City - Recenzja Dodatków do GTA4

||
grand theft auto episodes from liberty city
||
Dodatek do gry. DLC. Te wyrazy zawsze w mojej wyobraźni tworzą obraz bonusu do gry. Czegoś, co jest krótkie, czasem dobrze przygotowane, a czasem opróżniające nasz portfel ze wszystkich oszczędności, w zamian nie dając nic. Pytanie – czy istnieją DLC doskonałe? Takie, po których przejściu będziemy mieli ochotę powtórzyć historię bohaterów raz jeszcze? Po których przejściu powiemy sobie: „Hej, przecież to jest lepsze od podstawowej wersji gry!”?
O tym wszystkim przekonacie się właśnie tutaj. Zapraszam do zapoznania się z recenzją…



Tak zwane „EFLC” to dwa dodatki do gry Grand Theft Auto IV, wydanej w roku 2008. Początkowo trafiły tylko na konsole Xbox 360, jednak później – pojawiły się też na PS 3 oraz PC.
Pierwszy z DLC nosi tytuł…



Fabuła


Szybko i z miejsca. Fabuła The Lost and Damned opowiada o dziejach gangu motocyklistów The Lost. Wcielamy się w postać Johnny’ego Klebitz’a, który na czas pobytu Prezydenta [gangu] w więzieniu – sam obejmuje władzę. Wprowadza wiele reform, zawiera nowe sojusze. Sytuacja komplikuje się, kiedy wspomniany Prezydent – Billy Grey – zakład karny opuszcza. Jak domek z kart rozsypuje wszystkie zmiany wprowadzone przez Johnny’ego. I tutaj sielanka się kończy. Dochodzi do regularnej walki o władzę, toczącej się między dwoma „tytanami”. Oczywiście nie wychodzą naprzeciw siebie w środku dnia i, jak w Westernach, strzelają, kiedy zadzwoni kościelny dzwon. Gracz odczuwa jak bardzo bohaterowie pawają do siebie nienawiścią, ale żadnych akcji nie podejmują publicznie.
Sprawy przyjmują jeszcze gorszy obrót, kiedy na terytorium Lostów wkracza konkurencyjny gang – The Angels of Death, a jeden z członków gangu zostaje zabity przez jakiegoś, jak podejrzewa klub, Serba lub Polaka.
Czeka nas długa wycieczka, pełna swądu spalenizny, deszczu i bluzg.
Rockstar jak zwykle zaskoczył gracza. TLaD aplikuje nam dawkę niesamowitego, mrocznego klimatu, który przebija niejedne gry, na niego właśnie stawiające. Historia pełna jest zwrotów akcji, „mocnych” momentów, a czasem nawet smutku. Dodatkowo otrzymujemy świetnie zarysowane postacie. Nawet jeśli mało co wiemy o ich przeszłości czy rodzinie – zdajemy sobie sprawę z charakteru. Przykładowo kongresmen Stubbs, wesoły bogacz, lubiący się pochwalić swoimi „naturalnymi pięknościami” przed Johnnym. Albo entuzjastycznie nastawiony, lubiący wyzwania Clay.
Zakończenie wywarło na mnie niesamowite wrażenie i chwilowo obniżyło morale. Tak właśnie Rockstar potrafi powoli budować emocje, po czym zburzyć je jednym podmuchem.
Gwarantuję Wam, że jeśli zagracie, a później usłyszycie „motocykl”, w Waszej wyobraźni zacznie się rysować obraz Johnny’ego, prowadzącego gang The Lost przez obskurne obrzeża Liberty City na swoim Hexerze.
Za poprowadzoną historię, klimat i postacie – zdecydowany plus!



Johnny to naprawdę nie facet, z którym warto wdawać się w zbędną polemikę.



Gameplay


Pierwszym, co zobaczymy stojąc przed kryjówką The Lost będzie, a jakżeby inaczej, zmieniony interfejs. Tak zwane „+10 do klimatu” dodaje nam porysowany wskaźnik zdrowia, bardziej „mroczna” mapa i utrzymanie wszystkiego w szaro-czerwonych kolorach. Nawet wskaźnik życia naszych wrogów, pojawiający się w formie otoczki naokoło celownika, zmienił swój kształt z wygiętych prostokącików na wygięte części łańcucha motocyklu. To już wnosi do naszego myślenia: „Aha, czyli będzie brudno…”. Nie ma co też ukrywać, iż w dodatku o wiele częściej odnotujemy opady deszczu i pochmurną pogodę, niż to miało miejsce w GTA IV.
Co możemy zrobić dalej? Deszcz pada, klimat już w nas wre, czas dać upust emocjom. Wsiadamy na motor i zaczynamy przejażdżkę. Od razu postanowiłem przetestować Euphorię (silnik fizyczny gry), więc uderzyłem w jakiś budynek z taką siłą, z jaką Niko wleciałby na ścianę bez problemu. Ku mojemu zdziwieniu – Johnny wciąż siedział na swojej maszynie. O tym trudno mi pisać, ale chyba jest tak, jak myślę. Specjalnie do tego DLC zmieniono model jazdy na taki, by bohater wypadał przez kierownicę rozwijając tylko maksymalne prędkości. Wydaje się nierealistyczne i de facto JEST nierealistyczne, ale gwarantuję Wam – jeśli zaczniecie się męczyć z późniejszymi misjami, będziecie wręcz wniebowzięci faktem, iż Johnny nie tak łatwo daje się zrzucić z siodełka. Pomijając wspomniane argumenty – sam model jazdy jednośladowcami został poprawiony i naszymi charczącymi przyjaciółmi podróżuje się od wiele wygodniej.
Nawiązując jeszcze do tej całej jazdy – nie mogło zabraknąć dodatkowych środków transportu. Są to oczywiście dwukołowce, więcej – w 9/10 takie, które czasem napotykamy na drogach, a które są kierowane przez ludzi z czarnymi chustami na twarzy i skórzanymi kurtkami na plecach. Jednym słowem – mamy więcej motocykli! A im więcej motocykli, tym więcej „radochy”.
Przygotowania do misji to jednak nie tylko pojazd, ale i uzbrojenie. I tutaj znów zaskoczenie nowościami. W naszym ekwipunku zawita kilka nowych rodzajów broni, poczynając od automatycznego pistoletu 9mm., idąc przez tak zwanego „Sawned-off’a”, aż do bardzo przydatnego w niektórych okolicznościach granatnika. Atmosferę miłego unicestwiania wrogów podsyca pomoc drużyny, ale o tym za chwilę.
Teraz chciałem się skupić na odpoczynku głównego bohatera. Bo czy można harować bez przerwy?
Johnny, by jakoś zagospodarować sobie czas, będzie mógł pobawić się w niezwykle łatwe siłowanie na rękę, grę w pokera czy nawet urządzić przyjacielski turniej w Hokeju Powietrznym, znanym jako Cymber Guy.
Wszystkie wymienione nowości już wprowadzają do gry sporą dawkę zabawy, a na deser pozostaje jeszcze komórka. Ta także doczekała się nowych opcji. Możemy, oczywiście, zadzwonić i poprosić o pracę czy umówić się ze znajomym, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by od razu po zapoznaniu poprosić o wsparcie przy ciężkiej misji, samochód z bronią albo motocykl.

To właściwie wszystko o nowych elementach.
Przyszedł czas na wejście w żółty znacznik, czyli misje.

Wątek główny został poprowadzony bardzo ciekawie. Rozgrywka zapowiada się przeciętnie, jednak w miarę postępu – zostajemy wciągnięci coraz bardziej. Kiedy dochodzimy do, zdawałoby się, pewnego punktu kulminacyjnego, wszystko zaczyna kręcić się jeszcze bardziej. I ta perspektywa. Jeśli słyszeliście plotki, że w czasie rozgrywki ujrzycie wszystkie wydarzenia z wersji podstawowej tak, jak to widzieli bohaterowie epizodyczni (m. in. właśnie Johnny Klebitz), nie były one fałszywe. W końcu możemy dowiedzieć się po co w GTA IV pakowaliśmy diamenty do worków na śmieci, gdzie zniknęły pieniądze z transakcji w muzeum i kto porwał Romana, po czym obił go w rzeźni. Na pokłony zasługują przygotowane przez Rockstar cutscenki. Na pewno wiecie o czym mówię i dlaczego o tym mówię. Tak, to ci ludzie są w przerywnikach mistrzami.
Naturalnie na pierwszym planie płynne animacje postaci oraz mimika twarzy. Później niesamowite poczucie humoru wplecione tu i ówdzie, a kończąc na dość kontrowersyjnych „ruchach”.
I cóż jeszcze można o misjach głównych powiedzieć? Jeśli myśleliście, że o tym zapomniałem, to się myliliście. Tak, TLaD daje nam maksymalnie odczuć klimat dopiero wtedy, kiedy podczas deszczowego wieczoru wyruszamy na przedmieścia, a za nami ciągnie się cały gang The Lost. Jeśli jesteśmy ranni – co jakiś czas w środku „konwoju” pojawi się spore logo właśnie naszego gangu. Po wjechaniu w nie – energia życiowa Johnny’ego zostanie nieco uzupełniona, po czym symbol zniknie. Na szczęście zazwyczaj droga jest tak długa, a znak pojawia się tak często, że zdążymy naładować nawet kamizelkę kuloodporną =)
Więcej! Jadąc z poszczególnymi członkami The Lost na misję - „podrasowujemy” ich umiejętności. Wkrótce zaczynają lepiej strzelać, chować się i jeździć.
Wisienką na torcie pozostaje, rzecz oczywista, AI wrogów. Na całe szczęście nie są oni mięsem armatnim, choć dla bezwzględnego Johnny’ego… ja wiem…
Tak czy siak – Saboteura do tego nie porównujmy.
Co jednak się stanie, kiedy z rozpędu zostaniemy nafaszerowani ołowiem przed samą końcóweczką zadania? Wszystko od nowa? Nie, na całe szczęście. W DLC zastosowano system checkpointów, które zdarzają się dość często. Bez obaw więc. Jeśli będziecie w sytuacji, jaką opisałem powyżej – czekajcie tylko na sms-a dot. powtórzenia misji.


Kto jest silniejszy? No kto?


Kończąc wątek misji – chciałbym rzucić jeszcze słówkiem o zadaniach pobocznych. Mamy dwa rodzaje: wyścig oraz wojnę gangów. Zamysłu tego pierwszego tłumaczyć chyba nie trzeba. Zwykłe wyciskanie z modelu jazdy wszystkiego, co ma do zaoferowania. Drugi natomiast polega na kolejnym eliminowaniu wrogów i przebijaniu się do określonych punktów. Przyrost gotówki za wszystko – gwarantowany.

Na zwieńczenie wszystkich wątków poruszonych w gameplayu – tryb Multiplayer.
Do dyspozycji twórcy oddali nam:
- Race – czyli prosty wyścig, w którym jednak „wszystkie chwyty dozwolone”. Możemy bowiem bezproblemowo „zdejmować” członków innej ekipy;
- Lone Wolf Biker – czyli tryb, w którym jeden gracz jest tytułowym „Wolf Bikerem”, a reszta ma za zadanie do ścigać i złapać. Ten, kto Wolf Bikera zchwyta – sam się nim staje. Gra kończy się po upływie określonego czasu, a osoba, która najdłużej była ściganym – wygrywa;
- Witness Protection – dwie drużyny – N.O.O.S.E. oraz gang The Lost – walczące przeciw sobie. Motocykliści próbują zniszczyć autobus przewożący niezwykle ważnego świadka. Zadaniem N.O.O.S.E. jest uniemożliwienie im wykonania tego zadania;
- Chopper vs. Chopper – jeden motocykl i jeden helikopter. Po prostu – góra próbuje unieszkodliwić dół;
- Own the City – przejmowanie poszczególnych terenów Liberty City przez poszczególne gangi;
- Club Business – zespołowa gra przeciw AI. Odbieramy telefony, w których dostajemy zlecenia na temat tego, co musimy w danym momencie zrobić.
I to właściwie wszystko jeśli chodzi o gameplay. Jak widać Rockstar zaskakuje i nie spoczywa na laurach, po i tak wielkim sukcesie GTA IV.

Dźwięk i muzyka


Muzyka w TLaD to czyste rockowe granie. Na jakikolwiek motor wsiądziemy – odpalona zostaje radiostacja. Jeśli nie jest to LCHC, to Liberty Rock Radio. Twórcy nie chcą, abyśmy nawet na chwilę zapominali o ciężkich, iście harleyowych klimatach dodatku. Tak, cała ścieżka dźwiękowa to przeciągły jęk gitary elektrycznej.
Dźwięki otoczenia, o dziwo, także nie ustępują muzyce. Będąc wyposażeni w odpowiednie głośniki czy słuchawki czasem czujemy się tak, jakbyśmy stali zaraz obok miejsca strzelaniny albo podróży gangu.
Wszystko to sprawia, że mamy do czynienia z dodatkiem po prostu pozbawionym jakichkolwiek dających się wyliczyć wad.


WERDYKT


PLUSY:
+ Kapitalna fabuła;
+ Równie kapitalny klimat;
+ Świetnie zarysowane postacie;
+ Bezbłędnie wykonane cutscenki;
+ Bardzo dobrze pasujący do dodatku, nowy interfejs;
+ Ulepszony model jazdy jednośladowcami;
+ Nowości w postaci broni, pojazdów, mini gierek i trybów MP;
+ Misje główne;
+ Wprowadzenie checkpointów;
+ Zadania poboczne;
+ Bardzo dobra optymalizacja*.

MINUSY:
- Nie znaleziono.

*Podsumowanie, grafikę oraz ocenę obu dodatków znajdziecie na końcu recenzji TBoGT.


Kolejnym dodatkiem spod skrzydeł Rockstar był hucznie zapowiadany…



Fabuła


Wątek fabularny The Ballad of Gay Tony zaczyna się niezwykle znajomo i już wywołuje uśmiech na twarzy. Jesteśmy zakładnikami napadu na bank. Mężczyzna, który leży obok nas postanawia zabić jednego z oprawców, co przypłaca życiem.
Po tym incydencie widzimy intro i rozpoczynamy długą, dyskotekową zabawę!
Wcielamy się w postać Luisa Lopeza, prywatnego ochroniarza, współpracownika i przyjaciela króla nocnego szaleństwa – Tonego Prince’a. „/…/ of GAY Tony”, więc tak, Prince jest gejem. Potraktujcie to jako dopowiedzenie.
Pewnego razu nasz szef wpada w tarapaty. Niestety wplątał się w konflikt z rosyjską mafią i tylko my możemy mu pomóc wygrzebać się z tego bagna. Nie ulega chyba większym wątpliwościom, że przy okazji sami wpadamy w tarapaty i pogrążamy się coraz bardziej.
Nie jest to jednak bardzo odczuwalne. Dlaczego? Przez klimat. Klimat TBoGT jest istnym odbiciem tego znanego z TLaD. Tutaj największe wrażenie robią bezchmurne noce, kiedy luksusowe samochody mijają się przejeżdżając przez Broadway, a w nocnych klubach trwa istne szaleństwo. Każda sytuacja zaistniała w grze sprawia wrażenie ciepłej, miłej i jakby podchodzącej do nas tanecznym krokiem, z uśmiechem na twarzy. Ponownie poznajemy mnóstwo fenomenalnie zarysowanych postaci, między innymi opływającego w bogactwa, rozpieszczonego Yusufa Amira, syna arabskiego szejka. Wszystko, co posiada musi być złote, a cena nie gra roli. Ilekroć na minimapie pojawiała się litera oznaczająca misję u niego – zaraz tam pędziłem, by chociażby posłuchać jak śpiewa „Arab Money”.
Można dodać jeszcze chłopaka Tony’ego, który, szczerze mówiąc, zachowuje się jak zwykła…, a przy tym utrudnia „ratowanie” szefa.
Całą esencją gry jest jednak, jak pewnie da się wywnioskować, przyjazny klimat oraz dynamika, które łącząc się ze sobą tworzą najwyższą z możliwych poprzeczkę dla gier akcji.

Gameplay


Tak, zacznę od interfejsu ]:-> Chyba wiadomo co o nim powiem. Został wykonany w barwach znanych z logo gry. Z tymi ciepłymi kolorami współgra oczywiście minimapa, znaczniki misji czy pasek zdrowia. Rockstar wykonał The Ballad of Gay Tony z niesamowitym rozmachem i zawzięciem (chyba nawet z tej racji recenzję pisze mi się „lżej”), oddając w ręce gracza MASĘ nowych przedmiotów i sposobów na zabawę. Dobrze byłoby chyba zacząć od pojazdów. Tutaj są to samochody. Kilka modeli, takich jak czterokołowiec Tony’ego, Bullet GT będący wykonaną z niesamowitą dokładnością kopią Forda GT, czy nawet APC, czyli mały czołg (!) N.O.O.S.E., który bez problemu możemy „ściągnąć” przez komórkę za pośrednictwem przyjaciela. Oprócz tego mamy kilka nowych helikopterów. Jeden z nich to duży helikopter podróżniczy, drugi jest helikopterem wyposażonym w specjalny magnes, mogący przyciągać olbrzymie metalowe konstrukcje, a trzeci… nieee, o nim za chwilę =)
Oprócz tego naturalnie mnóstwo nowych borni. Nie, nie mnóstwo. Jeszcze więcej! Mamy automatycznego shotguna z wybuchającymi nabojami (!!!), złote UZI o wielkiej szybkostrzelności czy przylepne bomby (pamiętacie?), mogące zostać zdalnie zdetonowane!
Kiedy do rąk moich, a właściwie rąk Luiza, wpadały kolejne rodzaje uzbrojenia – aż dech mi zapierało, a mowę odejmowało. Niesamowity postęp w stosunku do pierwowzoru, a wszystko stawiając na dynamikę. Istny masterpiece!
Wiem, że pewnie wielkie oczy robicie na mój zachwyt, ale tego nie da się opisać na papierze – trzeba zagrać, spróbować samemu.
Nie zabrakło też nowości w kwestii czasu spędzanego wolno. Możemy wybrać się na pole golfowe (na którym swego czasu rozegra się bardzo ciekawa misja) czy ścigać autami posiadającymi podtlenek azotu. Tak, nitro! Jeśli to nie gwarantuje Wam jeszcze dostatecznych wrażeń – czytajcie dalej…


Który powiedział, że nie istnieje wybuchowa amunicja do shotguna automatycznego?!


…bo teraz opowiem o tym, co wróciło do nas z dawnych lat. Jeśli w GTA IV denerwował Was fakt, iż Niko po opuszczeniu pojazdu latającego leciał bezwładnie w dół – oto mamy rozwiązanie, gdyż w ręce oddano nam SPADOCHRONY. Takie nawiązanie do misji pobocznych – kiedy wykonamy pierwszy skok (jako ciekawostka – ze szczytu, tak, TEGO szczytu Rotterdam Tower) spadochronowy, przed nami otworzy się szereg zadań, w których naszym celem będzie właśnie skok i lądowanie w określonym miejscu. Możemy sterować Luziem podczas lotu, przyspieszać i spowalniać jego opadanie. Jeszcze mało? To co powiecie na przechadzkę do klubu nocnego, aby zaraz po wejściu spożyć tam trochę mocniejszego alkoholu, po czym „wskoczyć” na parkiet, uraczyć jakąś damę swoimi ruchami i spędzić z nią upojne chwile w toalecie? Tak, to wszystko w tym dodatku JEST! Chodźmy dalej.
Wspominałem o tym helikopterze… Cóż, jeśli naprawdę macie ochotę na multum wrażeń w kilka sekund – proponuję Wam wejście za stery złotego helikoptera wojskowego Yusufa, posiadającego wyrzutnię rakiet o nieskończonej pojemności oraz dwa wmontowane miniguny, przelot nad Broadwayem i zniszczenie wszystkiego, co rusza się na dole, ponieważ takie możliwości też dostajemy!
To chyba odpowiedni moment, by rozwinąć wątek misji głównych.
Gra ani na chwilę nie da nam w ich kwestii spokoju. Raz będziemy zmuszeni doszczętnie zniszczyć jacht, innym razem wysadzić dźwig czy kilka samochodów, a jeszcze kiedy indziej, na sam koniec, ukraść… wagon pociągu! Wszędzie naokoło nas pojawiać się będą barwne wybuchy i niebezpieczeństwa, których jednak nie będzie można wziąć na poważnie. Klimat, klimat, klimat.
Inna kwestia to znów perspektywa. Pamiętacie kto ostrzelał Niko podczas transakcji muzealnej? Właśnie. Wszystko to pojawiać się będzie w, ponownie, fenomenalnie wykonanych cutscenkach.
Odkryjecie dzięki temu sposób, w jaki Tony uciekał podczas ostrzelania biznesu załatwianego w porcie czy jak uciekał Luiz po unicestwieniu wspomnianej transakcji muzealnej.
Naturalnie i w tym dodatku nie zabrakło jakże przydatnych checkpointów.
Bardzo miłym akcentem są też statystyki. Wyświetlają się one po każdej ukończonej misji czy zadaniu, ukazując w ilu % zaliczyliśmy daną „robotę” i ilu „haczyków” zabrakło nam, by wykonać ją na 100%. Kiedy zaś ukończymy grę – możemy wszystkie wrażenia powtórzyć. Wystarczy wybrać odpowiednią opcję w telefonie. Na pewno mogę stwierdzić, że takie powtarzanie było jedną z rzeczy, których brakowało mi w wersji podstawowej.

Oczywiście nie zabrakło misji pobocznych. O tych ogólnie. Skoki spadochronowe, także liczone w statystykach, oraz wojny o narkotyki. Coś jak wojny gangów z TLaD. Wybicie kilku pachołków i zebranie „towaru”.

Na sam koniec – krótki opis nowości w trybie Multiplayer.
Niestety nie pojawiły się żadne nowe tryby. Mamy możliwość zagrania w Deathmatch oraz jego teamową odmianę, Races, GTA Racces oraz Free Mode. Dodano za to kilka nowości. M. in. wszystkie bronie i pojazdy występujące w grze (do wszelkich trybów) oraz nitro w wyścigach. Możemy też poskakać ze znajomymi na spadochronach. Moim zdaniem mogło być nieco lepiej. Cóż, chyba jednak TLaD wystarcza.

I tak oto zbliżamy się do tego najbardziej konkretnego końca.

Dźwięk i muzyka

Jeśli kiedykolwiek usłyszę słynnie lansowaną piosenkę Roxette – „She’s Got The Look”, od razu przed moimi oczyma stanie Luiz, a za nim olbrzymi wybuch. Ścieżka dźwiękowa w większości składa się ze słynnych przebojów „tamtych lat”. Oczywiście mam na to dowody w postaci trzech dodatkowych radiostacji – Vice City FM, Ram-Jam i Self-Actualization*.
Same dźwięki otoczenia, co pewnie wiadome, niewiele zmieniły się w stosunku do takiego TLaD. Wybuchającą amunicję zastąpiono oczywiście dźwiękiem wybuchających granatów, przybyły dźwięki broni szybkostrzelnych. Poza tym – nic nowego.
* - Trzy radiostacje są dostępne w obu dodatkach EfLC.


Grafika


Oprawa graficzna w obu dodatkach jest taka sama. Tak samo szczegółowa i piękna. Cóż, Rockstar pokazało klasę dając dodatkowo naprawdę dobrą optymalizację. Naprawdę dobrą, ponieważ patrząc jednak na gry wychodzące w tym okresie… cóż, nie jest doskonale. Może to wina po prostu krwio-kostnego portu z konsoli. W dodatkach doczekaliśmy się lepszego funkcjonowania cieni, filtrowania anizotropowego i małego zmniejszenia szczegółowości tekstur między teksturami Medium a High.
Ogólnie mówiąc – GTA wciąż robi wrażenie i wciąż stawia na jakość&wydajność w jednym.

Podsumowanie


Dodatki lepsze od pierwowzorów jednak istnieją. Wystarczy mnóstwo pracy, zawzięcia i chęć przygotowania ich już podczas wersji podstawowej, aby osiągnąć pełny sukces. Episodes from Liberty City to niesamowity postęp i poprzeczka postawiona innym twórcom DLC. Mają czarno na białym, że MOŻNA.

Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia, to trudno wybierać. Ilekroć przekonywałem się na stronę jednego dodatku, zaraz w mojej głowie pojawiał się drugi, właściwie identycznie wspaniały. Po namyśle wybrałem TLaD, ale NIE DLATEGO, że jest lepszy pod względem technicznym. Po prostu DO GUSTU przypadły mi tamtejsze klimaty. W żaden sposób nie mam zamiaru przez to przekazać, że pierwsze DLC jest lepsze od drugiego.
Zresztą PC-towcy i tak większego wyboru nie mają. Jeśli kupują – to dwa na raz :]

WERDYKT


PLUSY:
+ Świetna fabuła, miodne cutscenki, wspaniale zarysowane postacie i klimat wylewający się wszelkimi możliwymi lukami;
+ Nowości w postaci pojazdów, broni, możliwości i mini gierek;
+ Misje główne, wliczając system chceckpointów, statystyk i możliwość powtórzenia;
+ Zadania poboczne dające jeszcze chwilową frajdę.

MINUSY:
- Ten odnosi się do ogółu. Jak mówiłem – wypunktować się nie da. Dla jednych będzie to za słaba optymalizacja, dla drugich „płytki” Multiplayer. Jeszcze ktoś inny powie, że zauważył wadę, której nie zauważyłem ja. Nie zmienia to jednak faktu, że z niewielkim przymrużeniem oka – zestaw DLC można traktować jak ideał.

OCENA KOŃCOWA




+ zawarto w artykule

10 na 10 0.3
- zawarto w artykule




Ogólnie:    9,2/10 dla TLaD i 9,3/10 dla TBoGT 93%

Zalety Wady
+ zawarto w artykule - zawarto w artykule
Dotyczy wersji:
PC

Autor:

Gigsav


 




Pora na Wasze komentarze:


||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza