frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


recenzja
Data: 2010-05-11, autor: Gigsav, dotyczy: PC XBOX 360

Mass Effect


Historia komputerowej rozrywki doczekała się wielu
||
Mass Effect
||
gier z gatunku shooter RPG. Był innowacyjny System Shock, klimatyczny i przepełniony grozą S.T.A.L.K.E.R. czy dość świeży post-apokaliptyczny Fallout 3.
Dziś jednak omówię grę w głównej mierzę będącą wspomnianym shooterem RPG, bo nie jest nim do końca. To połączenie gry akcji, shootera, RPG, a nawet nieco gry taktycznej. Mowa tutaj oczywiście o Mass Effekcie

Tak, właśnie o znakomitym Mass Effekcie. Zasiądźcie wygodnie w swoje kajucie kapitańskiej, odprężcie się i zabierzcie za lekturę, bo dziś czeka Was kosmiczna podróż, której długo nie zapomnicie…

Fabuła


Mass Effect jest, jak już wcześniej wspomniałem, połączeniem wielu gatunków gier, jednak zwykło się go nazywać trzecioosobowym shooterem RPG. No więc, jak na RPG przystało, gra powinna nam oferować długie godziny rozrywki. Dobrej rozrywki. Tak dobrej, iż fabuła będzie wciągać bardzo, bardzo mocno. Tak dobrej, że nie będziemy w stanie przerwać rozgrywki i odejść od monitora, a kiedy powiemy „dość” popychaniu fabuły do przodu – misje poboczne powinny zaspokoić nasze potrzeby dalszego przemierzania galaktyki. Nie zawiedziecie się więc, bo tak właśnie w Mass Effect’cie jest! Misja po misji, dialog po dialogu, krok po kroku, ciągle odkrywamy coś nowego. A to spisek, a to nowość, a to jeszcze coś innego. Jest po prostu tak świetnie, że lepiej być chyba nie może.

Akcja gry toczy się w roku 2183, kiedy ludzkość poznała już naszych „sąsiadów” (czyli inne planety, gatunki stworzeń żywych, układy) i wszystko oczywiście skolonizowała. Naturalnie, jak to już bywa, bez podziału na role się nie obyło. Są ci dobrzy i są ci źli. I ci źli zaatakowali. Zwą się oni Gethami i są dowodzeni przez nieznanego, lecz niezwykle potężnego przywódcę, o którym dowiemy się w trakcie przechodzenia gry. No tak, niby nic wielkiego by się nie stało, gdyby nie fakt, iż ci źli zagrażają całej galaktyce. I tu wkraczamy my. Jako dzielny jegomość Shepard z ciekawą przeszłością, silną drużyną i wielkimi muskułami, dołączamy do bitwy o galaktykę. Oczywiście nie bierzcie tej bitwy dosłownie. Jest to wojna toczona raczej „w ukryciu”, z którego wszyscy wychodzą na sam koniec gry.

Shepard jest komandorem. Pod swoją egidą ma cały statek kosmiczny Normandia SR1, drużynę werbowanych w trakcie gry ludzi i stworzeń oraz wiele innych… rzeczy, o których nie powiem, żeby nie psuć zbytnio zabawy.
Dobrze, więc teraz przyszedł ten moment, kiedy trzeba ogół streścić tak, aby czytelnik mógł zrozumieć wszystko i mógł to „wszystko” łatwo zapamiętać.
Więc nasz komandor Shepard zostaje wezwany na statek Normandia SR1, uznany za człowieka, który może ocalić galaktykę. Toczy się bowiem wspomniana wojna między Gethami a resztą galaktyki. Stamtąd od razu wysyłają go na planetę Eden Prime, jako „misja sprawdzająca umiejętności”. Jej celem jest przetestowanie umiejętności bojowych naszego dzielnego męża oraz uratowanie pozostałości oddziału, który na tejże planecie (biorąc udział we własnej misji) napotkał niespodziewanie mocny opór wroga. Słowem: został zdziesiątkowany. Kiedy pokonamy kilku pierwszych wrogów, od razu spotykamy niejaką Ashley Williams, która opowie o tajemniczym przekaźniku Gethów i będzie chciała dołączyć do naszej drużyny. Tutaj zbytniego wyboru nie mamy, bo niezależnie od tego, co sądzimy – i tak się do naszej osoby przyczepi.

W międzyczasie Turianin Nihilus, który także udał się na Eden Prime jako osobny „oddział” naszej floty, zostaje zabity przez… no właśnie. Zostaje zabity przez kogoś, kogo ścigamy całą grę, rozstrzygając sprawy, rozwiązując zagadki, dokonując wyborów moralnych i dowiadując się informacji. To taka galaktyczna podróż, która jest niezapomniana, potrafi wzbudzić w nas smutek i radość, zostać na długo w naszych głowach.
Gdybym miał jakiś wpływ na to, co dzieje się w świecie elektronicznej rozrywki, na pewno okrzyknąłbym fabułę Mass Effecta jako jedną z najlepszych w historii.


następna strona



Gameplay


Zdecydowanie będzie to najdłuższy dział. Tutaj właśnie opiszę wszystkie części składowe Mass Effecta, poczynając od tworzenia postaci, na broni i atakach specjalnych kończąc.
A więc tworzenie postaci. Na samym początku możemy wybrać czy chcemy wyglądać jak Shepard z okładki gry, czy może raczej stworzyć własnego, unikalnego bohatera. Zdecydowanie kreator postaci jest zaletą tej gry. Podstawowo mamy możliwość wyboru imienia dla bohatera (Tylko imię. Nazwisko zawsze będzie brzmiało Shepard.) lub bohaterki (!). Tak, można grać kobietą. Nieźle, prawda? Teraz najprzyjemniejsza część, czyli tworzenie wyglądu. Wyglądu głowy, poczynając od twarzy, przez włosy, na bliznach i cechach charakterystycznych kończąc. W finale decydujemy skąd pochodzi nasza postać, na co jest nastawiona i wybieramy jej klasę. Wszystko zatwierdzamy i przechodzimy do rozgrywki właściwej.
Wita nas naprawdę podstawowy interfejs. Poruszamy się za pomocą „wsada”, rozglądamy - za pomocą myszki. Nic specjalnego. Pierwszym, co przyciągnęło moją uwagę, były fenomenalnie wykonane dialogi. Jeszcze nigdzie nie widziałem tak perfekcyjnej mimiki twarzy. Postacie wyglądają jakby żyły naprawdę. Do tego szczegółowość skóry. Po oczarowaniu przez mimikę czeka nas kolejne miłe zaskoczenie – sposób prowadzenia rozmowy. Zostaje nam wyświetlone koło, podzielone na kilka części. Z każdej z nich „wyrasta gałąź” z myślą przewodnią, którą wypowie nasz bohater. Każde słowo ma jakiś wpływ na nas, ale o tym za chwilę. Teraz warto wspomnieć o samych dialogach, sposobie ich wykonania. Nie jest to już klasyczne przeskakiwanie kamery z twarzy na twarz. Każde ujęcie zostało wykonane inaczej. Każdy najazd zachwyca nas coraz bardziej, łącząc się ze świetną mimiką twarzy postaci. Nie uświadczymy tutaj monotonnej, ciężkiej pracy kamery oraz pojawiania się filmików BINK podczas gdy nasz bohater będzie chciał wykonać jakąś akcję wciąż trwając w konwersacji. Teraz, uwaga, uwaga, dialogów nie da się ominąć. Nie wiem, czy BioWare czytał graczom w myślach, czy przewidywał przyszłość, ale łącząc wymienione wyżej punkty w całość – NIE CHCE SIĘ TEGO ROBIĆ! Jeśli akurat nie zachwycamy się twarzami postaci, mimiką czy ruchami kamery, lada chwila zawieszamy oko na otoczeniu, postaciach albo tym, co dzieje się wokoło. Tak więc, jak widać, dialogi są jednym z najmocniejszych aspektów Mass Effect’a, a takowych gra ma niemało.

Wspomniałem już o tym wpływie każdego słowa na naszą postać. Tak rzeczywiście jest. Każda opcja dialogowa ma swoją konsekwencję w tym, czy stajemy się renegatami, czy „paragonistami”. Będąc renegatami, odblokowujemy nowe, groźne opcje rozmowy, natomiast „paragonista” jest w konwersacjach nastawiony pacyfistycznie. Czasem zdarza się sytuacja, gdy opcje dialogowe są podświetlone na czerwono lub niebiesko. Chyba nie trzeba tłumaczyć, że po wybraniu jednej z nich, nasza liczba renegata lub „paragonisty” znacznie wzrośnie. Wszystko to dodaje też punkty doświadczenia, które możemy wydać na rozwijanie poszczególnych umiejętności.
No właśnie, punkty doświadczenia. Dziwicie się? To zerknijcie do góry, na typ gry. Jak w każdym „erpegu” wydajemy je na poszczególne umiejętności, a te, wraz ze zdobyciem kilku punktów, odblokowują specjalne bonusy. Poza tym mamy levele, które nie wpływają jednak znacząco na rozgrywkę.
No dobrze, budowa omówiona, PD omówione, przejdźmy w końcu na pole bitwy! Tutaj zamieszczę te zdania, które kwalifikują się do pierwszej części typu gry, czyli „shooter”.

Ogólnie posługiwanie się bronią nie jest trudne. Celujemy wciskając i przytrzymując prawy przycisk myszy, strzelamy lewym. Co ciekawe, broń w grze nie posiada amunicji. Może się najwyżej przegrzać, a wtedy, do momentu jej ponownego ochłodzenia, nie można strzelać. Niezbyt trafiony pomysł, moim zdaniem. Teraz przechodzimy do kolejnego urozmaicenia – chowania się za osłonami. Mówicie co chcecie, ale brakuje mu tylko i wyłącznie kilku mikro procentów (w których mieści się strzelanie „na ślepo” zza osłon), by dorównać słynnemu Geras of War. Cała reszta – fenomen. Strzelanie, choć schodzi na drugi plan, jest przyjemnością samą w sobie. Ale w końcu mamy też drużynę i umiejętności specjalne, więc jak to wykorzystać? Bardzo prosto. Za pomocą dwóch klawiszy możemy decydować gdzie pójdzie jeden z członków naszej drużyny. Poprzez przytrzymanie innego klawisza (domyślnie Spacji), czas stanie w miejscu, a naszym oczom po lewej, prawej i na dole ekranu – pojawi się menu wyboru umiejętności oraz broni naszej drużyny i naszych. Prawdę mówiąc samo SI śmiałków walczących u boku Sheparda jest tak duże, że z wspomnianego menu korzystałem tylko wtedy, gdy chciałem zmienić broń.
No dobrze, przeżyliśmy bitwę, ale natrafiamy na zamknięte drzwi – co teraz? Można je spróbować zhackować. Kiedy postanowimy to właśnie zrobić, naszym oczom ukaże się kilka kół, na których znajdą się czerwone i pomarańczowe prostokąciki. Te pierwsze będą krążyć, natomiast te drugie – stać. W centrum okręgów znajduje się licznik czasu. My jesteśmy małą strzałką na zewnątrz wszystkiego. I tak właśnie wygląda hakowanie. Naszym zadaniem jest dotarcie do licznika zanim ten dojdzie do zera, omijając przy tym krążące i stojące prostokąciki. Jeśli na jakiś natrafimy – zostajemy przeniesieni do miejsca startu, a czas ucieka nieubłaganie. Jeśli zaś nam się uda – gratulacje, właśnie shackowałeś i otworzyłeś drzwi do dzielnicy handlowej...
Tym sprytnym przejściem omówię handel i ekwipunek w Mass Effect’cie. Przez całą grę zbieramy kredyty. A to przez otwieranie sejfów, a to za wykonanie misji, nieważne jak, ważne, że kredyty są. Możemy je wydawać na broń, ulepszenia, pancerze czy wiele innych przydatnych przedmiotów. Kiedy już zdecydujemy się coś kupić, automatycznie importuje się to do naszego ekwipunku. Mamy w nim 150 miejsc wolnych na bronie, zbroje i ich ulepszenia.

No więc o wyposażeniu. Istnieją trzy rodzaje pancerzy – lekki, średni i ciężki. Niektóre klasy nie mogą nosić na sobie lekkich, inne – ciężkich. Zawsze jednak jest miejsce na pancerz średni. Każdy przedmiot posiada swój dokładny opis i statystyki. Jeśli chcemy, przykładowo, zamienić jeden karabin na drugi, statystyki są natychmiastowo porównywane przez grę i możemy ocenić, czy wybór rzeczywiście jest dobry, czy może nie zrobi to wielkiej różnicy, a kończąc na zażenowaniu pt. „Jak mogłem w ogóle chcieć to zamienić?”. Podobnie sprawa ma się w przypadku pancerzy.
Do naszego ekwipunku jest też dołączana automatyczna ilość tzw. slotów na ulepszenia. Dzięki temu możemy stworzyć nawet taką broń, która będzie siała zniszczenie na bardzo szeroką skalę, a przy tym rzadko się przegrzewała.
Niestety denerwuje fakt, iż pancerze, choć jest ich naprawdę dużo, mają jednolitą budowę. Wszystkie części pancerza lekkiego, średniego i ciężkiego wyglądają identycznie w innych odsłonach. Jedyne, co się zmienia, to statystyki, kolor czy materiał.



poprzednia stronanastępna strona


Ale dobrze już, wystarczy. Wróciliśmy z ciężkiej misji i od razu udaliśmy się do sklepu. Musimy odetchnąć! Dlatego też wracamy na Normandię.
Statek dzieli się na kilka części. Pokład górny, pokład dolny i magazyn. Każda z nich wygląda inaczej i jest na swój sposób wyjątkowa, jednak ja postaram skupić się na tylko jednym elemencie jednego pokładu – mapie galaktyki. To tam przesiedzimy wszystkie godziny naszego cennego życia w przerwach między misjami. Możemy bowiem decydować gdzie wylądujemy, a gdzie nas zrzucą. Tak, zrzucą. Tylko niektóre misje, w znacznej mierze główne, są tak wymagające, iż cała Normandia musi wylądować. W innym wypadku – zostajemy zrzuceni w pojeździe sześciokołowym – Mako.
Poza tym, że posiada zaawansowany technologicznie karabin maszynowy z przybliżeniem – nie ma już żadnego plusa. Jeździ się nim niczym nieskalibrowanym kartonem. Raz trzymamy klawisz zakrętu, a Mako powoli skręca opony, żeby za chwilę przekonać się, iż właśnie wykonujemy szybkie koło w lewo. Dodatkowo pojazd jest, jak na mój gust, zbyt dobry. Rozumiem, prawie 150 lat wprzód, rozwój technologii etc., ale żeby wjeżdżać pionowo pod górę, nie tracąc przy tym ani przyczepności, ani prędkości? Coś tu jest nie tak…
Takim krytycznym akcentem kończę dział gameplay.


poprzednia stronanastępna strona


Grafika


Grafika. Oprawa wizualna. Nazywajcie to jak chcecie, ale to, co z przestarzałego już Unreal Engine’a 3 wyciągnęli ludzie z BioWare’a, można nazwać cudem. Nie spotkacie tutaj powtarzających się tekstur ani słabo wykonanych modeli, a jeśli już, to ich nie zauważycie. Grafika jest prześliczna. Mnóstwo szczegółów, piękne animacje postaci, wybuchy, strzały, na wszystkim można tutaj zawiesić oko, chcieć się rozkoszować widokami. No tak, ale stary Gigsav wychwala tutaj grafikę, gdzie wcale jakiegoś wielkiego postępu nie ma. Po prostu wszystko jest ładne. Sam silnik został mocno usprawniony, ale złotówka z człowieka milionera nie czyni. To ludzie z BioWare musieli mocno się naharować i nasiedzieć, by osiągnąć taki efekt.
Cóż, to tyle o grafice. Chyba nic więcej nie da się dodać.

Dźwięk i muzyka


Dźwięk, czyli to, do czego zaliczam odgłosy otoczenia i głosy aktorów. Tak, skupię się na głosach angielskich, ponieważ wersja polska przy nich prezentuje się po prostu słabo. Aktorzy żyją. Aktorzy są tymi postaciami. Potrafią się wczuć, potrafią wyrazić emocje u siebie i wywołać je u gracza. Dołączamy do tego jakiś dynamiczny przerywnik i mamy coś świetnego. Jeśli posiadacie dobrej jakości słuchawki, których nie używacie za często, a przy tym Wasze głośniki nie są najlepszej jakości – polecam Mass Effect jako grę przewodnią „na uszy”.
Jednak czymże byłaby akcja, popierana okrzykami towarzyszy, bez świetnej muzyki? Odpowiedź jest prosta: niczym. Muzyka skomponowana do Mass Effecta spokojnie może porównywać się z tą znaną z Giwezdnych Wojen czy Star Treka. Nie przewyższa ich, ale porównać można, ponieważ reprezentuje naprawdę wysoki poziom.
Cała ta mieszanka daje w połączeniu kawał dobrego dźwięku i dodatkowe emocje podczas pokonywania kolejnych hord przeciwników.

Podsumowanie


Mass Effect to genialny shooter RPG, który każdy fan gatunku powinien mieć na swojej półce. Łączy w sobie wiele innowacyjnych rozwiązań, których jeszcze nigdy nie widzieliśmy. Fenomenalna, jedyna w swoim rodzaju fabuła, w połączeniu ze świetną grafiką i ścieżką dźwiękową zagwarantują nam niezapomniane emocje na wiele godzin.
Z czystym sumieniem mogę polecić tę grę każdemu. Nawet temu, kto posiada tylko Xboxa 360 i ma słabego PC-ta, bo w tak epicką opowieść opłaca się zagrać nawet na najniższych detalach.

poprzednia strona


+ - Świetna fabuła;

+ - Innowacyjne rozwiązania;

+ - Bardzo dobrze wykonana oprawa wizualna;

+ - Nadzwyczaj dobra ścieżka dźwiękowa;

+ - Epicka opowieść, epicka koncepcja;

+ - System moralności bohatera;

+ - Wszystko co związane z budową postaci i punktami doświadczenia wykonane bezbłędnie.

10 na 10 0.8
- - Głupi pomysł z przegrzewaniem się broni zamiast pakowania w nią amunicji;

- - Mako i wszystko co z jazdą w nim związane;

- - Powtarzalne pancerze i hełmy.




Ogólnie:     98%

Zalety Wady
- Świetna fabuła;
- Innowacyjne rozwiązania;
- Bardzo dobrze wykonana oprawa wizualna;
- Nadzwyczaj dobra ścieżka dźwiękowa;
- Epicka opowieść, epicka koncepcja;
- System moralności bohatera;
- Wszystko co związane z budową postaci i punktami doświadczenia wykonane bezbłędnie.
- Głupi pomysł z przegrzewaniem się broni zamiast pakowania w nią amunicji;
- Mako i wszystko co z jazdą w nim związane;
- Powtarzalne pancerze i hełmy.
Dotyczy wersji:
PC

Autor:

Gigsav


 

||
Video 1025
||

E3 09: 2-Disc Set Trailer




Pora na Wasze komentarze:


||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza