FAQ  •  Zaloguj

Recenzja F1 2010

<<

sqbaniec

Posty: 2

Dołączył(a): Cz, 10 marca 2011, 23:32

Post Cz, 10 marca 2011, 23:37

Recenzja F1 2010

F1 2010




Królowa sportów motorowych jest tylko jedna. Jak wiemy jest nią formuła 1. Wziąłem zatem klawiaturę i leciwą kierownicę pod pachę, i tak przygotowany ruszyłem na pierwszy pojedynek z rozgrzanym asfaltem, zapachem wysoko oktanowej benzyny i smrodem palonej gumy.

Gra F1 2010 wydana przez Codemasters, wyszła na PC, X360 i PS3. Pierwsze co rzuca się w oczy to świetna grafika i ścieżka dźwiękowa, oraz menu widziane z pierwszej osoby od razu nasuwające myśl „to już chyba gdzieś było”. Jednak według mnie nie ma nic złego w tym że widzieliśmy to już w Dircie 2, tym bardziej że to gra tych samych twórców. Po wstępnym ustaleniu podstawowych spraw takich jak nazwanie swojego zawodnika, wybór narodowości i początkowego teamu , zostajemy przeniesieni do naszej przyczepy, gdzie spotykamy się z menadżerem. Tam możemy uruchamiać kolejne wyścigi oraz przeglądać oferty od zespołów. Jeśli wyjdziemy na zewnątrz, ujrzymy dziennikarzy oraz kolegę z zespołu i opcję włączenia pojedynczego grand prix. Z każdym wyścigiem wypełniamy portfel mamoną, która została stworzona chyba tylko po to żeby była, ponieważ nie zauważyłem niczego, co można by kupić.

Gdy już zdecydujemy się na nasz pierwszy wyścig, okazuje się, że możemy także wybrać rodzaj grand prix (krótki weekend – trening i pojedyncza sesja kwalifikacyjna, oraz długi weekend, czyli wyposażony we wszystko, co poprzedza wyścig w rzeczywistości), długość samego wyścigu (minimum to 20% realnych wyścigów z jedną obowiązkową wizytą w boksie), oraz poziom trudności. W zależności od niego zmienią się oczywiście umiejętności przeciwników, ale także ilość znanych z GRID-a flashbacków, czyli możliwości cofnięcia czasu po pocałowaniu bandy, lub czegoś innego. Następnie trafiamy usadzeni już w bolidzie do naszego boksu, który… jest kolejnym menu. Patrzymy na mechanika – ustawiamy bolid (na mokrą, albo suchą nawierzchnię), przeniesiemy wzrok na opony – wybieramy takie które są nam w danej chwili potrzebne i ustalamy strategię wyścigu. Natomiast jeżeli zachce nam się oglądać naszego kolegę z zespołu, będziemy mogli porównać nasze rekordy z jego wynikami. Na wprost nas, na monitorze wyświetlane są rezultaty innych kierowców i przewidywana pogoda. Brakuje mi tu jednak telemetrii. Graczom którzy mają na koncie setki nie przespanych nocy podczas których zamiast spać ustawiali co do milimetra temperaturę hamulców w rFactor może się nie spodobać brak tak szczegółowych ustawień. Jednak mi to nie przeszkadza, bo i tak nie wybijam się ponad przeciętną w znajomości podzespołów w bolidzie.

Wreszcie nadeszło to na co wszyscy czekaliśmy. Wyjeżdżamy na tor aby pokazać kilku innym kierowcą jak się jeździ. Czerwone światła gasną i okazuje się, że bardzo dużą zaletą tej gry jest to, że da się jeździć za pomocą klawiatury. I to całkiem szybko. Problemem stają się wtedy tylko szybkie szykany, gdzie szybko musimy zmieniać kierunki jazdy. Z użyciem kierownicy jeździ się świetnie.

Jak się okazuje po pierwszych kilku zakrętach, wcale nie jest łatwo wyprzedzić Vettela z Red Bulla moim „prymitywnym” Lotusem. Jednak w późniejszych wyścigach się to zmienia. I tu jest chyba największy problem tej gry. Zmienne AI przeciwników. Na jednym torze mam problem z dogonieniem kogokolwiek, a na następnym nie jest sztuką, żeby zdobyć pole position,
a następnie wygrać. Ogólne umiejętności kierowców, też nie są odwzorowane całkowicie z prawdą. Kubica i Pietrov zamienili się tu rolami. Rosjanin na każdym kroku, czy raczej okrążeniu łoi Polakowi tyłek. Być może twórcą pomieszała się Polska z Rosją, co zresztą nie jest jedynym takim przypadkiem (mam na myśli Moskwę w Rzeszowie w Assasin’s Creed Brothehood)

Jednak po chwili zapominamy o tych drobnych błędach i cieszymy się jazdą, która jest świetna. Odwzorowanie fizyki jazdy jest tak dobre, że początkujący gracze mogą mieć problem z pokonaniem pierwszego zakrętu. Jednak aby niedzielni kierowcy również mogli się pobawić, autorzy przewidzieli całą serię ułatwień i pomocy. Abs, kontrola trakcji, pomoc w kierowaniu, linia wskazująca najlepszy tor jazdy, czy wspomaganie hamowania. To ostatnie jest przydatne szczególnie, jeśli nie znamy na pamięć całego toru i nie wiemy kiedy będzie następny zakręt. Pomoże nam to nie wjechać na żwir śmierci, którym otoczony jest tor, jednak nie ochroni nas przed zaparkowaniem przeciwnikowi pod tylnym spoilerem. Do tego dochodzi jeszcze zwiększanie się, wraz z postępowaniem wyścigu, „nagumowania” toru na idealnej linii jazdy, co skutkuje zwiększeniem przyczepności w tym miejscu. Bolid lepiej trzyma się toru również w zależności od wybranych opon, ich temperatury, oraz zużycia.

Momentami jednak zabawę potrafią popsuć stosunkowo krótkie bo trwające ok. 0,5 sekundy, pojedyncze spadki płynności gry. Niby nie wiele, ale kto jechał wirtualną wyścigówką z prędkością 200 km/h pokonując szybkie zakręty i szykany wie jakie mogą być skutki nawet najmniejszego zacięcia się gry. Występują również (mnie to nie spotkało, ale słyszałem że się zdarzają) sporadyczne zminimalizowania, lub nawet całkowite wyłączenia gry.

Jadąc tak i wyprzedzając kolejnego kierowcę, nagle słyszymy w słuchawkach hipnotyzujący głos mechanika wzywającego nas do boksu na zmianę opon. Jak na dobrego hipnotyzera przystało udaje mu się nas do tego pomysłu przekonać, ponieważ jesteśmy ciekawi jak wygląda jeden z ważniejszych elementów formuły 1, czyli zmiana opon. Wjeżdżamy w alejkę serwisową i widzimy wybiegające z naszego garażu rozwścieczone i wygłodniałe stado mechaników z zamiennymi kołami w rękach. Włącza się nam pit stopowy auto pilot, który nakierowuje nas w sam środek tej armii. O ile jazda wzdłuż boksów wygląda dobrze, o tyle sam wjazd pomiędzy mechaników wykonywany automatycznie, wygląda nieco sztucznie. Okazuje się jednak, że mechanicy wyglądają bardzo dobrze, podobnie jak sama wymiana opon.

Po paru okrążeniach od wyjazdu z boksu okazuje się że lada chwila ma nadejść deszcz. Tak więc zjeżdżamy znowu tym razem po opony na mokrą nawierzchnię. Zaczyna padać. Tor robi się coraz bardziej mokry. Przyczepność oczywiście maleje. Widząc krople wody spływające po szybce naszego kasku zbliżamy się do innego bolidu, którego nie jesteśmy w stanie od tyłu rozpoznać, ponieważ z pod jego kół wytryskują strumienie wody zasłaniające nam połowę widoku. Ogólnie jazda w deszczu jest również bardzo ładnie i realistycznie przedstawiona.

Model zniszczeń nie jest nadzwyczajny. Przy największych uszkodzeniach udało mi się urwać spojler i złapać kapcia. Koła udało mi urwać tylko przy bezpośrednim przyfasoleniu w bandę z prędkością 300 km/h. Koniec paliwa w baku nie równa się unieruchomieniu pojazdu. Będziemy się dalej przemieszczać dławiąc się własnym oddechem do końca świata albo może jeszcze dłużej.

Po ukończeniu wyścigu udajemy się znowu do naszej przyczepy i pani agent. Po większej ilości przejechanych z dobrym rezultatem wyścigów dostaniemy propozycję przyjęcia do lepszych zespołów. Na sławę i pieniądze trzeba tu sobie zapracować i to mi się bardzo podoba.

W grze wieloosobowej może uczestniczyć tylko do 12 osób. Możemy bawić się z przyjaciółmi w 4 trybach: wyścig trwający 3 okrążenia, na 20% dystansu, na 7 okrążeń poprzedzone 15-minutowymi kwalifikacjami, oraz 20 minutowa sesja kwalifikacyjna. Dzięki opcji „własne grand prix” możemy ustawić wszystkie parametry wyścigu zaczynając od toru, a kończąc na wyrównaniu szans.

Według mnie świetny początek serii. Jednak jest parę wyżej wymienionych błędów i niedoróbek, które twórcy powinni poprawić w następnej wersji.


Plusy:
+ bardzo dobry tryb kariery
+ zmiana przyczepności na torze
+ grafika
+ da się szybko jeździć na klawiaturze
+ świetnie zrealizowana jazda w deszczu
Minusy:
- rzadkie spadki płynności
- i parę innych drobnych niedopracowań


Gra otrzymuje ode mnie:
8/10
<<

Marcus

Avatar użytkownika

Posty: 94

Dołączył(a): Wt, 27 lipca 2010, 19:49

Lokalizacja: Gubin

Post Pt, 11 marca 2011, 16:26

Re: Recenzja F1 2010

F1 2010



Królowa sportów motorowych jest tylko jedna. Jak wiemy jest nią formuła 1. Wziąłem zatem klawiaturę i leciwą kierownicę pod pachę, i tak przygotowany ruszyłem na pierwszy pojedynek z rozgrzanym asfaltem, zapachem wysoko oktanowej benzyny i smrodem palonej gumy.

Gra F1 2010 wydana przez Codemasters, wyszła na PC, X360 i PS3. Pierwsze co rzuca się w oczy to świetna grafika i ścieżka dźwiękowa, oraz menu widziane z pierwszej osoby od razu nasuwające myśl „to już chyba gdzieś było”. Jednak według mnie nie ma nic złego w tym że widzieliśmy to już w Dircie 2, tym bardziej że to gra tych samych twórców. Po wstępnym ustaleniu podstawowych spraw takich jak nazwanie swojego zawodnika, wybór narodowości i początkowego teamu , zostajemy przeniesieni do naszej przyczepy, gdzie spotykamy się z menadżerem. Tam możemy uruchamiać kolejne wyścigi oraz przeglądać oferty od zespołów. Jeśli wyjdziemy na zewnątrz, ujrzymy dziennikarzy oraz kolegę z zespołu i opcję włączenia pojedynczego grand prix. Z każdym wyścigiem wypełniamy portfel mamoną, która została stworzona chyba tylko po to żeby była, ponieważ nie zauważyłem niczego, co można by kupić.

Gdy już zdecydujemy się na nasz pierwszy wyścig, okazuje się, że możemy także wybrać rodzaj grand prix (krótki weekend – trening i pojedyncza sesja kwalifikacyjna, oraz długi weekend, czyli wyposażony we wszystko, co poprzedza wyścig w rzeczywistości), długość samego wyścigu (minimum to 20% realnych wyścigów z jedną obowiązkową wizytą w boksie), oraz poziom trudności. W zależności od niego zmienią się oczywiście umiejętności przeciwników, ale także ilość znanych z GRID-a flashbacków, czyli możliwości cofnięcia czasu po pocałowaniu bandy, lub czegoś innego. Następnie trafiamy usadzeni już w bolidzie do naszego boksu, który… jest kolejnym menu. Patrzymy na mechanika – ustawiamy bolid (na mokrą, albo suchą nawierzchnię), przeniesiemy wzrok na opony – wybieramy takie które są nam w danej chwili potrzebne i ustalamy strategię wyścigu. Natomiast jeżeli zachce nam się oglądać naszego kolegę z zespołu, będziemy mogli porównać nasze rekordy z jego wynikami. Na wprost nas, na monitorze wyświetlane są rezultaty innych kierowców i przewidywana pogoda. Brakuje mi tu jednak telemetrii. Graczom którzy mają na koncie setki nie przespanych nocy podczas których zamiast spać ustawiali co do milimetra temperaturę hamulców w rFactor może się nie spodobać brak tak szczegółowych ustawień. Jednak mi to nie przeszkadza, bo i tak nie wybijam się ponad przeciętną w znajomości podzespołów w bolidzie.

Wreszcie nadeszło to na co wszyscy czekaliśmy. Wyjeżdżamy na tor aby pokazać kilku innym kierowcom jak się jeździ. Czerwone światła gasną i okazuje się, że bardzo dużą zaletą tej gry jest to, że da się jeździć za pomocą klawiatury. I to całkiem szybko. Problemem stają się wtedy tylko szybkie szykany, gdzie szybko musimy zmieniać kierunki jazdy. Z użyciem kierownicy jeździ się świetnie.

Jak się okazuje po pierwszych kilku zakrętach, wcale nie jest łatwo wyprzedzić Vettela z Red Bulla moim „prymitywnym” Lotusem. Jednak w późniejszych wyścigach się to zmienia. I tu jest chyba największy problem tej gry. Zmienne AI przeciwników. Na jednym torze mam problem z dogonieniem kogokolwiek, a na następnym nie jest sztuką, żeby zdobyć pole position,
a następnie wygrać. Ogólne umiejętności kierowców, też nie są odwzorowane całkowicie z prawdą. Kubica i Pietrov zamienili się tu rolami. Rosjanin na każdym kroku, czy raczej okrążeniu łoi Polakowi tyłek. Być może twórcą pomieszała się Polska z Rosją, co zresztą nie jest jedynym takim przypadkiem (mam na myśli Moskwę w Rzeszowie w Assasin’s Creed Brothehood)

Jednak po chwili zapominamy o tych drobnych błędach i cieszymy się jazdą, która jest świetna. Odwzorowanie fizyki jazdy jest tak dobre, że początkujący gracze mogą mieć problem z pokonaniem pierwszego zakrętu. Jednak aby niedzielni kierowcy również mogli się pobawić, autorzy przewidzieli całą serię ułatwień i pomocy. Abs, kontrola trakcji, pomoc w kierowaniu, linia wskazująca najlepszy tor jazdy, czy wspomaganie hamowania. To ostatnie jest przydatne szczególnie, jeśli nie znamy na pamięć całego toru i nie wiemy kiedy będzie następny zakręt. Pomoże nam to nie wjechać na żwir śmierci, którym otoczony jest tor, jednak nie ochroni nas przed zaparkowaniem przeciwnikowi pod tylnym spoilerem. Do tego dochodzi jeszcze zwiększanie się, wraz z postępowaniem wyścigu, „nagumowania” toru na idealnej linii jazdy, co skutkuje zwiększeniem przyczepności w tym miejscu. Bolid lepiej trzyma się toru również w zależności od wybranych opon, ich temperatury, oraz zużycia.

Momentami jednak zabawę potrafią popsuć stosunkowo krótkie bo trwające ok. 0,5 sekundy, pojedyncze spadki płynności gry. Niby nie wiele, ale kto jechał wirtualną wyścigówką z prędkością 200 km/h pokonując szybkie zakręty i szykany wie jakie mogą być skutki nawet najmniejszego zacięcia się gry. Występują również (mnie to nie spotkało, ale słyszałem że się zdarzają) sporadyczne zminimalizowania, lub nawet całkowite wyłączenia gry.

Jadąc tak i wyprzedzając kolejnego kierowcę, nagle słyszymy w słuchawkach hipnotyzujący głos mechanika wzywającego nas do boksu na zmianę opon. Jak na dobrego hipnotyzera przystało udaje mu się nas do tego pomysłu przekonać, ponieważ jesteśmy ciekawi jak wygląda jeden z ważniejszych elementów formuły 1, czyli zmiana opon. Wjeżdżamy w alejkę serwisową i widzimy wybiegające z naszego garażu rozwścieczone i wygłodniałe stado mechaników z zamiennymi kołami w rękach. Włącza się nam pit stopowy auto pilot, który nakierowuje nas w sam środek tej armii. O ile jazda wzdłuż boksów wygląda dobrze, o tyle sam wjazd pomiędzy mechaników wykonywany automatycznie, wygląda nieco sztucznie. Okazuje się jednak, że mechanicy wyglądają bardzo dobrze, podobnie jak sama wymiana opon.

Po paru okrążeniach od wyjazdu z boksu okazuje się że lada chwila ma nadejść deszcz. Tak więc zjeżdżamy znowu tym razem po opony na mokrą nawierzchnię. Zaczyna padać. Tor robi się coraz bardziej mokry. Przyczepność oczywiście maleje. Widząc krople wody spływające po szybce naszego kasku zbliżamy się do innego bolidu, którego nie jesteśmy w stanie od tyłu rozpoznać, ponieważ z pod jego kół wytryskują strumienie wody zasłaniające nam połowę widoku. Ogólnie jazda w deszczu jest również bardzo ładnie i realistycznie przedstawiona.

Model zniszczeń nie jest nadzwyczajny. Przy największych uszkodzeniach udało mi się urwać spojler i złapać kapcia. Koła udało mi urwać tylko przy bezpośrednim przyfasoleniu w bandę z prędkością 300 km/h. Koniec paliwa w baku nie równa się unieruchomieniu pojazdu. Będziemy się dalej przemieszczać dławiąc się własnym oddechem do końca świata albo może jeszcze dłużej.

Po ukończeniu wyścigu udajemy się znowu do naszej przyczepy i pani agent. Po większej ilości przejechanych z dobrym rezultatem wyścigów dostaniemy propozycję przyjęcia do lepszych zespołów. Na sławę i pieniądze trzeba tu sobie zapracować i to mi się bardzo podoba.

W grze wieloosobowej może uczestniczyć tylko do 12 osób. Możemy bawić się z przyjaciółmi w 4 trybach: wyścig trwający 3 okrążenia, na 20% dystansu, na 7 okrążeń poprzedzone 15-minutowymi kwalifikacjami, oraz 20 minutowa sesja kwalifikacyjna. Dzięki opcji „własne grand prix” możemy ustawić wszystkie parametry wyścigu zaczynając od toru, a kończąc na wyrównaniu szans.

Według mnie świetny początek serii. Jednak jest parę wyżej wymienionych błędów i niedoróbek, które twórcy powinni poprawić w następnej wersji.


Plusy:
+ bardzo dobry tryb kariery
+ zmiana przyczepności na torze
+ grafika
+ da się szybko jeździć na klawiaturze
+ świetnie zrealizowana jazda w deszczu
Minusy:
- rzadkie spadki płynności
- i parę innych drobnych niedopracowań

Czyta się fajnie i mimo wielu powtórzeń, recenzja mi się spodobała. Nie wiem co na to reszta Redakcji :)
Obrazek
<<

Gigsav

Avatar użytkownika

Freelancer

Posty: 110

Dołączył(a): Pn, 3 maja 2010, 12:18

Post Pt, 11 marca 2011, 17:25

Re: Recenzja F1 2010

Za dużo Tolkiena.
Opisujesz każde źdźbło trawy (też tak robiłem, dlatego teraz chciałbym usunąć swoje wcześniejsze teksty z Gejma...). Gadanie w gruncie rzeczy o niczym na początku pracy niezbyt zachęca, a wręcz odpycha. Plus późniejsze rozwijanie każdego elementu gry do bólu. Znam to doskonale, dlatego radzę - nie ma sensu. Chcesz, żeby odbiorca znał każdy element produkcji dobrze? OK, ale do tego wystarczą pojedyncze zdania o rzeczach "mniej ważnych" :) Chyba że ogrywasz naprawdę rozległą produkcję, jak Dragon Age II - wtedy jest o czym pisać.
Język. Cała recenzja skonstruowana dość prosto, schematycznie, jak zauważył Marcus - z wieloma powtórzeniami i błędami interpunkcyjnymi. Sam je wyłapiesz, jestem tego pewien.

Ogółem - tak sobie. Nie uważaj mnie oczywiście za snoba, który nikogo poza sobą nie widzi, ale moim zdaniem - jeśli masz chęci oraz mnóstwo samozaparcia - Pirania i do newsów :]
Obrazek
<<

sqbaniec

Posty: 2

Dołączył(a): Cz, 10 marca 2011, 23:32

Post Pt, 11 marca 2011, 22:37

Re: Recenzja F1 2010

Dzięki za krytykę ;) Napewno się przyda. Jak tak to czytam, to rzeczywiście dużo powtórzeń. Jeśli mówicie, że za dokładna, to może pokazać recenzję innej gry, w wersji bardziej ogólnej? ;) A newsy to też dobra robota :)
<<

Gigsav

Avatar użytkownika

Freelancer

Posty: 110

Dołączył(a): Pn, 3 maja 2010, 12:18

Post So, 12 marca 2011, 14:32

Re: Recenzja F1 2010

Piszesz te kilkadziesiąt newsów i gwarantuję ci - powtórzenia wyłapujesz we śnie :)
Ja bardziej ogólne recenzje, szczerze mówiąc, piszę od niedawna. Np. świeża recka Bulletstorma do takich należy. To cztery strony w wordzie, Gejm rozszerza, więc są niecałe 3 na stronie.
Wydaje mi się, że taki rozmiar był w tym wypadku optymalny. I chyba wszystko udało mi się opisać :]
Obrazek
<<

Red

Avatar użytkownika

Redaktor

Posty: 170

Dołączył(a): N, 15 sierpnia 2010, 13:10

Post So, 12 marca 2011, 17:28

Re: Recenzja F1 2010

Wiesz co Gig i tak i nie... Newsy to świetna wprawka do czegos poważniejszego, lecz nie z każdego zrobią one recenzenta.
Spoko praca? No czy ja wiem... Pisanie i wyłapywanie informacji wcale nie jest łatwe - a uwierz mi, coś o tym wiem ;-)
Obrazek
<<

Bandi

Avatar użytkownika

Administrator

Posty: 1026

Dołączył(a): N, 28 stycznia 2007, 09:16

Lokalizacja: Wrocław

Post Śr, 16 marca 2011, 22:16

Re: Recenzja F1 2010

Tak pisanie dobrych newsów jak Red napisał to nie proste zadanie. Klucz to znaleźć ciekawy temat i mieć coś do powiedzenia w nim, bo zwykłe przepisywanie newsów po swojemu nie daje tej przyjemności do daje pisanie newsów własnymi słowami w oparciu o nowe materiały - to daje satysfakcję i to bardzo dużą - choć to tylko kilkadziesiąt wyrazów (często)
Obrazek

Powrót do Akcja REKRUTACJA !

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron