frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


artykul
Data: 2011-04-02, autor: Marcus, dotyczy: PC XBOX 360 PS3

Powrót do przeszłości #2 Call of Juarez : Więzy Krwi


Gier o dzikim zachodzie można ze świecą szukać. Były wydane kilka
||
Call of Juarez
||
lat temu GUN oraz Red Dead Revolver, nie tak dawno pierwszy Call of Juarez i Red Dead Redemption od Rocsktara. Dzisiaj pod lupę wezmę Call of Juarez : Więzy Krwi. Czy ten polski tytuł może powalczyć z przygodami Johna Marstona ? Przekonajmy się.

Jesteśmy rodziną

Fabuła Bound In Blood jest prosta, mało odkrywcza, oklepana, a zarazem świetna. Mamy rodzeństwo – żołnierzy Raya i Thomasa oraz księdza Williama. Dwóch pierwszych poznajemy na początku. Bierzemy udział w wojnie secesyjnej jako członkowie Armii Konfederackiej. To tu otrzymujemy pierwsze wskazówki na temat rozgrywki. Po odnalezieniu Thomasa i stoczeniu walki uciekamy z okopów. Jako wyjęci spod prawa dezerterzy trafiamy do rodzinnego miasta, w którym ratujemy trzeciego z braci. Niestety, na pomoc dla matki jest już zbyt późno. Całą historię świetnie opowiada William. Komentuje to, co akurat się wydarzyło, rozmyśla. Główni bohaterowie postanawiają naprawić dotychczasowe błędy, zarobić trochę pieniędzy i odbudować dom w Georgii.

Witaj, dziki zachodzie !


Śmiem twierdzić, że Red Dead Redmption zaczerpnęło kilka rozwiązań z dzieła Techlandu. Pod względem gameplayu te dwie gry wyglądają dosyć podobnie. Nie czujemy może takiej swobody, nie wykonujemy wielu zadań pobocznych, jednak i tak jest dobrze. Wsiąkamy w westernowy klimat niczym woda w suchą gąbkę. Samo przemierzanie terenu sprawia wiele radości. Nie jest on specjalnie duży, ale jego eksploracja nie kończy się po odejściu od z góry wyznaczonej ścieżki na odległość dwudziestu metrów. Raz natkniemy się na niewielkie wzgórze, czy ciągnącą się pustynię, usianą skąpanymi w słońcu kaktusami, by za chwilę być świadkiem strzelaniny. Przedstawiony nam świat jest trochę mało żywy. Kolejne miasta są martwe – spotykamy w nich jedynie wrogów. Nie mamy tu tętniących życiem aglomeracji rodem ze stacji w Metro : 2033.

Ja skaczę, ty wyważasz.


Nasi dwaj rewolwerowcy muszą współpracować. Wyszło to ciekawie i tworzy dylemat w stylu : „którego teraz wybrać?” Zwinny jak puma Thomas preferuje walki na wysokości, wspinaczkę z użyciem swojego lassa i cichsze eliminowanie przeciwników. Z kolei Ray woli robić większe zamieszanie za pomocą dubeltówki, dwóch rewolwerów i dynamitu. Jest silny, wytrzymały, staje z wyzwaniami twarzą w twarz. Umiejętności tych dwóch osobników się uzupełniają. Widoczne jest to w pewnej misji, gdzie musimy uciec z wysokiej góry. Uszkodzoną windę trzeba naprawić, jest tylko jeden problem – włącznik znajduje się piętro wyżej, a zawieszony kilkaset metrów nad ziemią Ray nie ma zamiaru go uruchomić. Do akcji wkracza więc Thomas i wspina się na kolejne belki prowadzące do celu. W tym czasie będący w siódmym niebie siłacz „częstuje” rywali ołowiem.

Kulkę w łeb mu i po sprawie!


Na pochwałę zasługuje na pewno kontrast między postaciami. William będący księdzem, to (co oczywiste) najbardziej spokojny, opanowany i wierny Bogu człowiek. Cały czas próbuje prowadzić do pokoju, uważa, że wiara jest jego tarczą i za wszelką cenę stara się otworzyć rodzeństwu oczy przysłonięte przez tajemnicze złoto z Juarez. Z drugiej strony widzimy i słyszymy Raya. Furiat, potrafiący z szałem rozstrzelać całe zastępy nieprzyjaciół często zasypuje nas swoimi nieprzyzwoitymi komentarzami. Nie cofnie się nawet przed strzałem do bezbronnego człowieka, ale mimo swojej gburowatości, można go polubić. Gdzieś „po środku” znajduje się Thomas. Także i jego cieszy widok krwi, lecz momentami staje się bardziej miłosierny oraz ludzki. Nie oznacza to oczywiście, iż jest mięczakiem i z pola bitwy ucieka z podkulonym ogonem. Wręcz przeciwnie !

Na trzy ! Raz, dwa …


Bardzo dobrze przemyślano spowolnienie czasu podczas wchodzenia do budynków wypełnionych wrogami. Jeśli podwójne drzwi są zamknięte, ustawiamy się z bratem po dwóch stronach. W tym momencie automatycznie wyjmujemy dwa pistolety i jednym kopem torujemy sobie drogę. Naszym oczom ukazuje się spowolniony obraz i dwa celowniki. Wystarczy nakierować lufę broni na sylwetkę przeciwnika i nacisnąć spust. Po czymś takim najczęściej znajdujemy się w opustoszałym pomieszczeniu. Podobnie prezentuje się quick time event dostępny po naładowaniu specjalnego paska. Różnica polega na tym, że umiejętności tej używamy, gdy sami się na to zdecydujemy. Poza tym, jej wykorzystanie zmusza nas do poczekania na powtórną próbę. Aby było łatwiej, mamy auto nakierowanie i natychmiastowe wykańczanie akcji. Minusem jest to, że aby „z” zadziałało, powinniśmy znajdować się najwyżej kilka metrów od celu. Po osiągnięciu pewnego poziomu umiejętności, możemy strzelać z łuku. Jest to pewnego rodzaju „smaczek”, choć bardzo przydatny. Wypuszczona strzała jest pociskiem niemal w stu procentach skutecznym. Nawet postrzelenie w rękę może być śmiertelne. Rozdawanie kolejnych „baniek” jest łatwe. Nieszczęśnik, którego mamy zamiar trafić, posiada ograniczone ruchy, więc nie ma zbyt wielu szans na ucieczkę.


następna strona


Jak jesteś taki dobry, to dawaj sam na sam!


Czym byłby prawdziwy western bez pojedynków rewolwerowców? Ciężko sobie to wyobrazić. Programiści z wrocławskiego studia także i o tym pomyśleli. Przez całą grę mamy takich „solówek” jakieś siedem – osiem. Są tak naprawdę najtrudniejszym elementem rozgrywki, ponieważ musimy wykazać się zręcznością i szybkością. Mechanika jest prosta. Mamy dwie osoby stojące naprzeciwko siebie, trzymające rękę nad rewolwerem. Nie widzimy w całości naszego bohatera, a jedynie jego plecy. Możemy poruszać się tylko po wyznaczonym kole, w lewą lub prawą stronę. Zbytnie zbliżenie dłoni do kabury kończy się jej „odepchnięciem”. Moment kulminacyjny można szybko wyczuć – słyszymy wtedy charakterystyczną muzykę. Gdy on już nastąpi, musimy przesunąć kończynę na tyle blisko pokrowca, by automatycznie wyjąć pistolet. Wykończenie polega na przyciśnięciu myszki w odpowiednim momencie. Końcówka prawie nie zależy od nas, gdyż oponent pada nawet po strzale w stopę.

Jacyś podobni jesteście, panowie.


Jednym z niewielu minusów omawianej produkcji jest małe urozmaicenie postaci. O ile na początku myślałem, iż tylko mi się przywidziało, o tyle później, zauważyłem coś niepokojącego. Wysoki mężczyzna z czarnymi włosami oraz niewielką łysinką na głowie strasznie rzucał się w oczy. Jego wygląd był bardzo charakterystyczny, dlatego zmiana stroju w zależności od misji niewiele zmieniała. Nie mówię już o Indianach, którzy wyglądają jak braci bliźniacy. Ok, duża ilość osób spotkanych przez nas utrudniło zadanie twórcom, ale typów spod ciemnej gwiazdy powinno być kilkadziesiąt rodzajów. Nie licząc pierwszoplanowych bohaterów, na naszej drodze stanęło jakieś piętnaście, czy dwadzieścia „ras”. Wynik niezbyt imponujący, nawet jeśli Więzy Krwi swoją premierę miały prawie dwa lata temu.

Ta gra wygląda świetnie mimo upływu lat


Gra cieni, tekstury, to się naprawdę może podobać. Widać, że Chrome Engine ma spore możliwości, co z resztą zauważymy po naildzie, który został stworzony na tej samej technologii. Przepięknie wykonane otoczenie, dobra mimika twarzy, nieźle zrealizowane dialogi i dubbing. Dosyć duże tereny zostały wykonane z dbałością, dlatego z pomocą naszego wierzchowca warto je obejrzeć. Tak jak wspomniałem na początku, spotykamy wysokie góry, rzeczne doliny, długie wyżyny i pustynie. Czasami na bezchmurnym niebie przeleci sokół, a obok nas przebiegnie mustang. W tym momencie słyszymy pasującą do klimatu muzykę i postanawiamy wyruszyć w dalszą podróż.

No i na koniec - moje wrażenia.


Call of Juarez : Więzy Krwi jest produktem godnym uwagi. Zapewnia sześć godzin rozrywki na światowym poziomie i tylko powiększa apetyt na trzecią część, The Cartel. Nie spotykamy wielu skryptów rodem z Black Ops, czy wielowątkowej fabuły, ale wszystko jest zrobione dobrze. I to nie jedyny powód, dla którego warto w to zagrać. Niemalże idealnie wyważone umiejętności bohaterów, ich kontrastujące ze sobą osobowości i klimat dzikiego zachodu – oto kolejne argumenty. Poza tym, mamy jeszcze rozbudowany tryb dla wielu graczy. Niestety, są z nim dosyć duże problemy, gdyż połączenie z serwerami często zostają zrywane. Jeśli miałbym oceniać kontynuację „jedynki” (nie zrobię tego, bo to nie jest recenzja), dałbym jej solidną „dziewiątkę”. To by było na tyle !

poprzednia strona

Autor:

Marcus


 




Pora na Wasze komentarze:


||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza