frame
zarejestruj
Miodny.PL Logo























Nie masz uprawnień redakcyjnych!

Dlaczego nasze serwisy wykorzystuja pliki cookies?
Uzywamy w celach statystycznych, reklamowych oraz autoryzacyjnych. Zawsze mozesz zastrzec cookies w swojej przegladarce. Jesli nie to pamietaj, ze m.in. nasza strona korzysta z tej technologii...


artykul
Data: 2010-12-29, autor: ManiaQ, Red, Gigsav i Marcus Fenix, dotyczy: Wszystkie

Podsumowanie roku okiem ekipy Gejm.net!


GIGSAV


Witam. Na wstępie powiem, że jestem graczem pecetowym. Niestety
||
podsumowanie roku
||
– dla blaszakowców rok 2010 nie był rokiem dobrym. Prawda – dostaliśmy więcej tytułów dobrych, niż miernych, ale miernota tych drugich skutecznie równoważyła jakość obu stron. Na szczęście znalazło się też kilka perełek, które dość mocno zapisały się w pamięci graczy przez pozytywne wrażenie. I właśnie parę takich miernot oraz perełek pragnę Wam dzisiaj przedstawić. Zapraszam do przeczytania podsumowania growego roku 2010 przez Gigsava.

5 najlepszych gier 2010


Na początek standard. Wybrałem pięć tytułów, które w tym roku wyjątkowo zapadły mi w pamięć i uważam je za the best of the best. Od najniższego piętra. Miejsce piąte.

5. Amnesia: Mroczny Obłęd
Przyznam, że grę chwyciłem sporo po jej premierze. Ot, dla testu, bo niby straszna etc. etc. i warto zagrać. Szczerze – nigdy nie wierzyłem w straszne gry. Wierzyłem tylko w gry, które MIAŁY BYĆ straszne, a okazywały się zwykłymi kiczowatymi, amerykańskimi naciągaczami. Jednak Amnesia: Mroczny Obłęd, będąca również zaskoczeniem tego roku – całkowicie zmieniła mój dotychczasowy growopogląd.
Przechadzanie się po nawiedzonym, pełnym tajemnic zamku to nie lada gratka dla fanów dobrych horrorów. Historia Daniela - swoją drogą - przedstawiana tylko za pomocą porozrzucanych po całym zamczysku kartek pamiętnika - długo nie da mi spokoju. Mrok, klaustrofobiczne poczucie zamknięcia, brak JAKIEJKOLWIEK broni i mierzenie się z pojedynczymi wrogami tylko za pomocą silnej psychiki oraz ew. zwinności – wszystko zostało perfekcyjnie połączone, dając mieszankę NAPRAWDĘ STRASZNĄ. Amnesia to swego rodzaju płomyk nadziei. Gdzieś tam jeszcze interesują się grami silnie oddziałującymi na emocje. Nie potrzeba hektolitrów krwi, wyskakujących znienacka twarzy czy super-fotorealistycznej grafiki, by dostarczyć niemiłosiernie skrzywiających psychikę wrażeń. Wystarczy ciemność, małe pomieszczenia, zamknięty teren i tylko jeden „potwór”, żeby z XIX-wiecznej Anglii zrobić istny raj dla fanów adrenaliny i przerażenia. Pozycja piąta, ponieważ gra potrafi znudzić i raczej po jednokrotnym przejściu do niej nie wrócimy, a przy tym jest też, bądź co bądź, mało rozbudowana możliwościowo.

4. Heavy Rain
Nigdy nie myślałem, że z zaginionego syna i jego więzi z ojcem można zrobić opowieść krwawą, niespokojną, brutalną, dorosłą, dającą do myślenia i bardzo grubo zapisującą się we wspomnieniach. Heavy Rain to przede wszystkim ciężki, mroczny klimat oraz świat, który wykorzystuje nietypowy fenomen Quick Time Eventów, co całość czyni po prostu – ładne określenie – interaktywnym filmem. Podsycany znakomitą muzyką thriller jest czymś, czego chciałem spróbować od zawsze. Kilku bohaterów, kilka ścieżek, granatowe niebo i wiecznie padający deszcz. Mniam. Poznawanie kolejnych rozdziałów historii Ethana Marsa i jego powiązań z innymi uczestnikami dramatu, który przeżywa po stracie syna, zostało poprowadzone w sposób fenomenalny. Mnogość wyborów, silnie działające na psychikę problemy, genialna linia fabularna, do samego końca trzymająca w niesamowitym napięciu i niepewności, a przy okazji naprawdę porządna grafika oraz świetne, klimatyczne udźwiękowienie sprawiają, iż Heavy Rain jest i pozostanie jedną z najlepszych pozycji, w jakie dane mi było zagrać. Szkoda tylko, że rozgrywka zaskakuje jedynie wtedy, gdy przechodzimy grę po raz pierwszy. Stąd miejsce czwarte. Każdy będzie tym, kim był i zachowa się tak samo, jak przy „dziewiczym” podejściu do historii, niezależnie od naszych wyborów. Szkoda, bo można by to trochę rozgałęzić, a kto wie – może HR uplasowałby się nawet na pierwszej pozycji.

3. Bioshock 2
Na wieść o kontynuacji historii Rapture serce zabiło mi mocniej, a adrenalina wypełniła całe ciało. Na wieść o multiplayerze i możliwości użycia jednocześnie dwóch środków obrony – zacząłem się rozpływać. Od nowego dzieła 2K oczekiwałem dużo, dostałem więcej, a więc „zostałem spełniony” z nawiązką. Dlaczego zatem trzecie miejsce?
Generalnie „zawiodłem się” (za mocne słowo) chyba tylko na samym Rapture. Biosohck 2 ujawnił przed nami najmroczniejsze zakamarki podwodnej antyutopii, ale nie zaskoczył już tak samo, jak zrobiła to jedynka. Fakt faktem – trudno się dziwić i chyba można nawet taki stan rzeczy potraktować z przymrużeniem oka, ale w obliczu „naj” tytułów tego roku – trzeba o tym wspomnieć, przynajmniej dla sprawiedliwości.
Zatem Rapture. Co jeszcze? Nic. Reszta elementów to po prostu miód w czystej postaci. Pseudo-mroczny, a więc przyjemny klimat znakomicie podsyca bardzo dobrą fabułę, poprowadzoną w niebanalny sposób. Zachowano też świetny „chwyt” z jedynki, dzięki któremu aby przetrwać – gracz jest zmuszony przeszukać każdy zakamarek Rapture, a by poznać wszystkie tajemnice podwodnego miasta (fenomenalnie wykonane dzienniki audio) – musi poszperać w zakamarkach tych zakamarków. Wprowadzenie kilku nowości, a także usprawnienia różnych elementów gry i możliwości ofensywnych głównego bohatera były strzałem w dziesiątkę, czyniącym akcję jeszcze bardziej dynamiczną niż kiedykolwiek. Dodatkowo podrasowano grafikę i wreszcie dodano ten multiplayer, który bez żadnej sztuczności pozwolił popałętać się graczowi-genofagowi po lokacjach znanych z jedynki. Bingo.
Jeśli ktoś nigdy nie próbował Bioshocka (nieważne którego), powinien jak najszybciej uzupełnić zaległości.


następna strona


2. Mafia II
Opisując tę pozycję, w uszach gra i śpiewa mi Little Richard. Mafia II to chyba najlepsza opowieść gangsterska, jaką kiedykolwiek przedstawiono na ekranach monitorów, ba! Myślę, że może nawet konkurować z takimi gigantami kina jak „Ojciec Chrzestny” czy „Chłopcy z ferajny”. Losy Vito Scaletty od małej wstawki wojennej rozwijają się bardzo szybko i chwilę potem jesteśmy świadkami stąpania naszego protagonisty po kolejnych szczeblach mafijnej hierarchii. Czesi gry robić potrafią. Udowodnili to wstrzykując do Nowego Jorku lat 50-tych niesamowitą dawkę gangsterskiego klimatu. Mafia II okraszona została różnorodnymi misjami, mnóstwem utworów z epoki oraz świetną fabułą. Nigdy jeszcze świat, w którym rządziły Colty i Thompsony nie wydał mi się równie interesujący i wciągający (no, może poza jedynką), a dopracowany i nieprzewidywalny scenariusz – równie pochłaniający. Zarzucić jej można chyba tylko mały stopień rozbudowania – rzeczywiście chciałoby się trochę więcej porobić w tym pięknym Empire Bay - i naciąganie na kolejne DLC ze strony twórców, ale wersja podstawowa, moim zdaniem, jak najbardziej zasługuje na czołówkę. Co tu więcej mówić? Produkcja 2K Czech wywołała mieszane uczucia. Ma grono swoich zwolenników i zagorzałych przeciwników, jednak w mojej opinii, niezależnie od wszystkiego, w opowieści Mafii o mafii utoniemy i zapewne niejednokrotnie powrócimy do tej przygody, choćby dla niektórych momentów.

1. Fallout: New Vegas
Niespodzianka? Zdecydowanie! Jednak mówię tutaj o niespodziance, którą graczom zrobił Obsidian, kiedy po średnio przyjętym Falloucie 3, mając ten sam silnik, te same rozwiązania i ogólnie ten sam schemat - uczynił nowego Fallouta przystępnym zarówno dla starych wyjadaczy, jak i młodych żółtodziobów... i podbił rynek. Czy na taki stan rzeczy wpłynęło przeniesienie miejsca akcji ze Stołecznych Pustkowi (USA) na Pustkowia Mojave (okolice Nevady)? Moim zdaniem – absolutnie nie. Twórcy po prostu wcielili ducha starszych części do pełnego, zaawansowanego, dającego o wiele większe możliwości świata trójwymiaru, czym zyskali sobie przychylność obu stron zwaśnionych graczy.
New Vegas przechodziło mi się niesłychanie przyjemnie. Gra, czego już jestem pewien, starcza na grubo ponad sto godzin. W tym czasie będziemy mogli przemierzyć Mojave w +/- siedemdziesięciu procentach, robiąc postępy fabularne i angażując się w mnóstwo oferowanych przez najnowszego Fallouta, ciekawych oraz rozbudowanych zadań pobocznych. O New Vegas można pisać godzinami. Powrócił crafting, niesamowicie sprawdzający się w trudniejszych sytuacjach, mamy nowy, trudniejszy poziom trudności, dostajemy na talerzu ogromny świat, który niczym rozgrzana kocica czeka, by całego go zwiedzić. Dodatkowo frakcje, wybory, różne wyjścia z sytuacji, pełen sandboks, inwestycja w umiejętności i perki, a także garstka nowinek JUŻ czynią New Vegas zupełnie new Falloutem. A do wszystkiego dochodzi przystępny dla modderów silnik, który, ponownie jak w przypadku "trójki" i ponownie jak rozgrzana kocica, pozwala ze sobą zrobić wszystko. Pojawiła się nawet dość wiarygodna plotka, że już w dniu premiery powstało blisko sto małych modyfikacji do gry, które zostały umieszczone na uruchomionym dzień wcześniej Nexusie dla nowej części postapokaliptycznych przygód.
Przyczepić mogę się jedynie do grafiki, która zubożała (jak to możliwe?) w stosunku do poprzedniczki, ale całość większej różnicy nie robi. Fallout: New Vegas to mega rozbudowany, mega przystępny, mega wielki i mega możliwościowy produkt, który zdecydowanie zasługuje na pierwsze miejsce listy top 5 gier 2010 rasowego pecetowca takiego jak ja. Obsidian – keep on troll... workin’!


poprzednia stronanastępna strona



OK, było miło i przyjemnie, fajne, udane gry przedstawiłem, teraz trochę cytryny.

Największa klapa 2010


Medal of Honor i kropka. Straszliwy zawód. Oczekiwałem huku, wrzasku, świetnego multiplayera, godnego konkurenta dla nowego CoD’a... A dostałem straszliwy crap. Całość przechodziłem tak na siłę, że już nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle się męczyłem, by zaliczać kolejne punkty kontrolne. Jeśli EA myślało, że kilka chwil za kierownicą quada załatwi sprawę z singlem – myliło się, i to bardzo. Grafika z pewnością piękna nie jest, fabuła to jakaś miernota, ścieżki dźwiękowej nie ma tu żadnej, no jak można cokolwiek polubić? Ale jest gorzej – tryb wieloosobowy (mogłoby się wydawać – w takiej produkcji flagowy) nic nie nadrobił. Pospolity, z mnóstwem bugów i niedopracowanych elementów. Chwile z MoH’em wspominam jako jedne z najgorszych chwil mojego graczowego życia. Wiem, nie szczędzę słów krytyki, ale w tym wypadku jest ona w pełni uzasadniona. Jeśli chcecie się przekonać co do prawdziwości tych słów, a przy okazji macie kasy jak lodu – nic nie stoi na przeszkodzie, byście te paredziesiąt złotych wyrzucili w błoto. Ot, żeby sprawdzić.
W skrócie – nowy Medal of Honor = totalne nieporozumienie.


I na koniec wydarzenie roku, czyli co, oprócz gier, najbardziej zainteresowało mnie w 2010


A było to wprowadzenie usługi LIVE do Polski. Nareszcie zero błędów przy logowaniu, pełen dostęp do LIVE Marketplace, rejestracja bez przeszkód i kombinowań, słowem – coś, na co wielu czekało z wystawionym jęzorem. Tak, wiem, „przecież jesteś pecetowcem!”, ale nie zapominajmy, że mamy też taką aplikację, jak właśnie pecetowe Games for Windows LIVE, z którą również było sporo problemów. Na całe szczęście – po chwilowym zwlekaniu niezdecydowanego Microsoftu – wszystkie zniknęły. Dodatkowo ucieszyła mnie możliwość migracji konta, bo, jak pamiętamy, opcja ta nie miała mieć racji bytu.
Ogółem – los wreszcie był łaskawy dla Polaków, którzy ostatnimi czasy robią coraz lepiej i dostają coraz więcej. Miejmy nadzieję, że ta passa potrwa jeszcze dłużej.

Podsumowanie


I to by było na tyle mojego pisanego gadania. Dziękuję za poświęcony na czytanie czas. Tak prezentuje się moja lista top 5 gier tego roku, jednego rozczarowania i wydarzenia ze świata elektronicznej rozrywki. Opinie w 100% subiektywne, dlatego proszę – nie bijcie Jak widać – choć mijający rok nie przyniósł wielu znakomitych pecetowych gier, i tak dało się wyciągnąć to i owo z ich gąszczu (na całe szczęście).
Pozdrawiam, Gigsav.


RED


Typowanie nigdy nie jest zadaniem prostym i myślę tu zarówno o pozycjach bardzo dobrych, jak i tych słabszych. Tak samo jest z grami! Nie wiem jak Wy, ale ja po prostu nie pamiętam wielu tytułów w jakie grałem na przestrzeni roku, a co za tym idzie, nie przypominam sobie jakie emocje towarzyszyły mi podczas zabawy - a umówmy się w takim podsumowaniu o emocje właśnie chodzi! Na szczęście w kończącym się 2010 roku znalazło się kilka na tyle oryginalnych pozycji, że te dosłownie "wryły" mi się w pamięć. Większość z nich - o ile nie wszystkie - doskonale znacie i prawdopodobnie ich wybór nie będzie dla Was zaskoczeniem. Chociaż kto wie? A więc zaczynajmy!

Na początek pięć najlepszych gier minionego roku:

5. Darksiders
Darksiders to slasher łączący w sobie najlepsze cechy innych produkcji. Czerpie on pełnymi garściami z takich tytułów jak God of War, Prince of Persia czy Zelda... Dlaczego więc nagradzać naśladowcę? Ano dlatego, że te połączenie jest wprost rewelacyjnie wykonane! Twórcy znane nam patenty okrasili świetnymi, autorskimi rozwiązaniami, sprawiające, że w Darksiders gra się bardzo przyjemnie. To jedna z tych produkcji, w których po prostu wszystko jest wykonane jak należy. Mamy tu zarówno oryginalny świat, barwne postacie pierwszo i drugoplanowe, piękną grafikę i muzykę oraz klimatyczną, mroczną, biblijną fabułę. Poza tym w Darksiders świetnie wyważono rozgrywkę. Mamy dużo walki, która nie nudzi (a to dzięki wielu broniom), etapy "bonusowe" i łamigłówki logiczne. Znajdziecie drugi slasher, o którym można to wszystko powiedzieć? Jasne, gra ma swoje wady. Cierpi ona przede wszystkim na chorobę gatunku, a więc przedłużanie rozgrywki na siłę, lecz umówmy się, ta wada jest w tym wypadku na prawdę mało znacząca. Grając w Darksiders mamy uśmiech od ucha do ucha i odczuwa się prawdziwą frajdę z siekania zastępów różnorodnych przeciwników. Chce się brnąć byle dalej, po trupach, by poznać zakończenie całej opowieści. Naprawdę świetna gra!


poprzednia stronanastępna strona


4. Alpha Protocol
Zaskoczeni? A szkoda, bo Alpha Protocol od Obsidianu to na prawdę świetny erpeg, o którym wielu z graczy już zapomniało. AP jest produkcją pełną skrajności i równie skrajne bywały jego oceny. Dlaczego? Ano dlatego, że gra łączy w sobie świetną, nieliniową fabułę - i to iście nieliniową, bowiem wybierając daną postawę możemy odciąć sobie dostęp do sporej części historii - genialne patenty z fatalnym, naprawdę fatalnym, wykonaniem. Tytuł się wiesza, jest potwornie zbugowany, poraża brzydotą grafiki a animacje - poza mimiką - wołają o pomstę do nieba. Dlaczego więc wymieniam ją w gronie najlepszych gier 2010 roku? Bo mnie ta produkcja uwiodła - zakochałem się w rozwiązaniach jakie obmyślił Obsidian, w intrydze jaką musimy rozwikłać oraz w poczuciu, że wszystko co robimy naprawdę ma większe znaczenie. A te wszystkie wady? Ludzie, przecież to jest erpeg, on nie musi być piękny! Tu najważniejsze ma być odgrywanie roli, a to w Alpha Protocol jest wykonane wprost rewelacyjne - głównie dzięki świetnemu systemowi dialogów. Każdy fan gier RPG powinien sprawdzić ten tytuł!

3. FIFA 11 na PC
Dlaczego znalazła się tu cykliczna kopanina od EA? Bo w końcu na pecetach można pograć w FIFĘ! Co więcej, w FIFĘ, która jest równie dobra co na konsolach! Wreszcie i na komputerach EA zdeklasowało konkurencję w postaci Pro Evolution Soccer 2011. Jasne, nadal pecetowa odsłona kopaniny od EA jest gorsza niż ta z PS3 i X360 - bo tak naprawdę to konsolowa "dziesiątka" - ale różnica jakościowa między tymi tytułami nie jest tak ogromna jak wcześniej. Mi w pecetową "jedenastkę" gra się świetnie. To idealna pozycja na 10-15 minutowe posiedzenie z padem w dłoni, lub na potyczki z kumplami w sieci. FIFA nareszcie i na pececie jest ładna, świetnie animowana, udźwiękowiona jak należy - choć czasami polski komentarz sprawia, że bolą uszy - i daje niesamowitą radochę podczas bezbłędnie przeprowadzonej akcji. Mam nadzieję, że FIFA 12 na PC będzie jeszcze lepsza czyt. nie spóźniona o rok - oby!

2. Mafia II
Na kontynuację świetnej Mafii czekaliśmy osiem długich lat. Powód? Po prostu twórcy z 2K Czech postanowili, iż zrobią bardzo dobry tytuł - a jak wiemy na jakość zawsze trzeba czekać! Mafia II miała być grą skrojoną na dzisiejsze czasy. Obiecywano nam piękny wizualnie tytuł, który oczaruje nas klimatem "gangsterki" lat 50. i zauroczy świetną, niebanalną fabułą. I wiecie co? Tak się stało! Historia Vita naprawdę wciąga i jest taka jaka być powinna - zresztą jak cała gra. Druga Mafia bywa mroczna, wzruszająca, a kiedy indziej zabawna. Każda przygotowana przez 2K Czech misja to świetnie wyreżyserowana opowieść, która dostarcza masę akcji i równie dużo wzruszeń - ale głównie akcji. A za co najbardziej zapamiętam drugą Mafię? Głównie za wciągającą, niebanalną fabułę, a konkretnie finał całej opowieści - kto skończył grę, ten wie o czym mówię. To bez wątpienia bardzo dobra produkcja, a czy równie dobra co pierwsza cześć? Myślę, że tak - a już na pewno pod względem fabularnym! Naprawdę było na co czekać.
Niestety w tej beczce miodu znalazła się łyżka dziegciu, ale do tego jeszcze wrócimy...


poprzednia stronanastępna strona


1. Mass Effect 2
Komandor Shepard, jego drużyna i wielki wszechświat, który czeka na ratunek - te słowa najpełniej opisują Mass Effect 2, czyli według mnie jeden z lepszych erpegów jakie stworzono, a już na pewno najlepszy kosmiczny erpeg w historii! To jeden z tych tytułów, który kończyłem wielokrotnie i za każdym razem bawiłem się przednio. Co w nim takiego niezwykłego? To co tak bardzo spodobało mi się w Alpha Protocol z tym, że wykonane kilka razy lepiej! Mamy piękną grafikę, świetny dźwięk (tak, podobał mi się polski dubbing!), rewelacyjne dialogi, dobrze wykonane scenki przerywnikowe i - co najważniejsze - uszytą na miarę każdego gracza rozgrywkę! Co więcej, BioWare wykreowało oryginalny świat, zapełniło go niezwykłymi postaciami, i połączyło gracza z całym tym uniwersum świetną, epicką historią. To jedna z tych pozycji, w których czuć, że to co robimy ma sens. Tu każda nasza akcja pociąga za sobą reakcję - i mam na myśli zarówno przebieg misji, jak i relacje z drużyną. Właśnie relacje z ekipą! One też zasługują na pochwałę. Nie wiem jak Wy, ale ja grając w RPG zawsze jestem "tym dobrym" - po prostu lubię jak inne postacie darzą mnie sympatią - i uwierzcie mi, żadna inna produkcja nie nagrodzi Was za dobre uczynki tak bardzo jak Mass Effect 2! I wcale nie chodzi mi o "bliższe spotkania" z załogą, a o poczucie, że każdy z członków ekipy może oddać za Sheparda życie.

No dobra, było miło a teraz czas trochę ponarzekać.

Największe rozczarowanie 2010 roku:


Mafia II
Wiem, że zabrzmi to dziwnie - szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż umieściłem grę jako drugą najlepszą w 2010 roku! O co chodzi? Już tłumaczę. Mafia II sama w sobie jest świetna. Ma piękną opowieść, jeszcze lepszy klimat, no i wygląda niezwykle efektownie... Dlaczego więc rozczarowała mnie najbardziej? Bowiem mogła to być o wiele lepsza! Grając w drugą Mafię miałem nieodparte wrażenie, że to produkcja, z której ewidentnie wycięto całą masę rzeczy! Co gorsza, wszystkie te wykastrowane elementy 2K próbuje nam sprzedać jako DLC - tu niechaj przykładem będzie dodatek Jimmy s Vendetta, który tak naprawdę jest trybem Free Ride z podstawowej Mafii. Widać, iż twórcom zabrakło czasu, a 2K chciało po prostu dorobić - niestety kosztem gracza.

A na koniec najważniejsze wydarzenie roku 2010 z mojego punktu widzenia:


Kontrolery ruchowe.
Cały 2010 rok stał pod znakiem kontrolerów ruchowych. Nastąpił istny bum na ruszanie się przed konsolą, który zapoczątkowała firma Nintendo jakiś czas temu. W tym roku do peletonu konsol umożliwiających zabawy z ruchem dołączyli dwaj giganci: Sony i Microsoft. Ta decyzja zapoczątkowała istną lawinę reklamowo- marketingową. Gry wydawane przez Microsoft powinny być przystosowane do Kinecta, a te spod skrzydła Sony do Move - tego wymagają wydawcy! No ale w sumie nie ma się czemu dziwić. W końcu Nintendo od lat zarabia duże pieniądze na WII, czemu więc nie powalczyć o klienta na tym polu? A to czy Kinect od Microsoftu i Move od Sony się sprawdzi pokaże czas. Jak na razie bez wątpienia wygrywa Sony - z perspektywy gracza ma się rozumieć.

Podsumowanie:

I to byłoby na tyle. Najlepsze gry, rozczarowanie, wydarzenie roku - opisane! Wiecie już co według mnie najbardziej zasługiwało na uwagę w 2010 roku. A czy to był dobry rok dla graczy? No chyba nie najgorszy, prawda? Do zobaczenia w 2011 roku!

Na razie, Red


Marcus Fenix


Gram na dwóch platformach - Xboksie 360 oraz PCcie. Rok 2010 nie przyniósł nam, graczom jakichś wielkich premier, ale było kilka tytułów, w które należy zagrać.
Moje TOP 5 zostało wybrane dość subiektywnie. Pisząc recenzję czy zapowiedź, nie mogę być nie obiektywny (chociaż zawsze po części jest to ocena pod wpływem emocji), ale w tym zestawieniu nie trzymałem się jakichś większych ram. Nie patrzę tu tak bardzo na grafikę, fabułę, akcję. Tu patrzę na to, czy dany tytuł mnie wciągnął, jaką miałem przyjemność z grania i tak dalej ...
No to chyba zaczynamy !


poprzednia stronanastępna strona


5. Call of Duty : Black Ops
Miejsce piąte przypadło siódmej już części serii Call of Duty. Po raz kolejny przenosimy się w czasy bardziej współczesne - w okres Zimnej Wojny. Wcielamy się w agenta CIA Alexa Masona, który jest przesłuchiwany przez bliżej niezidentyfikowane osoby. Do gry włączamy się, gdy podczas przesłuchań doznajemy "wizji", czyli przypominamy sobie to, co nasz bohater robił w kolejnych misjach. Jak to przystało na kilka ostatnich części tworzonych przez Treyarch i Infinity Ward, podróżujemy po całym świecie. Kuba, Wietnam, Góry Uralu, jesteśmy po prostu wszędzie. Dzięki takiemu przemieszczaniu się, rozgrywka nie wieje nudą. Minusem gry jest co dziwne, zbyt wiele akcji. Co chwila spadają koło nas helikoptery, samochody, coś wybucha, a koło uszu przelatują pociski. Oczywiście my sami jesteśmy prawie bezpieczni, dostajemy dopiero, gdy dojdzie do bezpośredniej potyczki z wrogiem.
Gra wzbudziła trochę kontrowersji przez misję z zabiciem Fidela Castro, ale to dodaje jej atrakcyjności. Drugim i chyba ostatnim błędem panów z Treyarcha jest liniowość i masa skryptów. Zgodzę się, bez tych elementów byłoby nudno, ale przez 7 czy 8 godzin kampanii (bo tyle zajmuje przejście) jesteśmy cały czas prowadzeni za rączkę. Skrypty widać, gdy bierzemy udział w walce z przeciwnikami. Jeśli nie przejdziemy jakiejś niewidocznej "linii", kolejne ich fale będą szły cały czas.
Black Ops, mimo korzystania z dość przestarzałego silnika nie odstrasza grafiką. W trybie rozgrywki wieloosobowej możemy zmierzyć się w klasycznych trybach. Warto zauważyć, iż powróciły tu killstreaki (zabójstwa pod rząd). Na uwagę zasługuje tryb zombie. Wcielając się w postać Castro, Kenndey'ego, MacNamary lub Nixona bronimy Pentagonu. Rozgrywka taka przynosi bardzo dużo radości, a by przetrwać choć kilka fal nieumarłych potrzeba zgranego teamu.

4. Just Cause 2
Kolejna pozycją, tuż za podium jest Just Cause 2. Wcielając się w postać agenta specjalnego Rico Rodrigueza robimy niezłe zamieszanie. Tym razem wybieramy się do południowo-wschodniej Azji, na wyspę Panau. Misja polega na obaleniu rządzącego tam dyktatora. Dzieło Avalanche Studios stara nam się zapewnić pełną swobodę. Oczywiście nie da się tego wykonać w stu procentach, ale mamy tu na prawdę dużą swobodę działania. Możemy wykonywać misje zupełnie nie po kolei, podróżować po obszarze o powierzchni około 1 tys. km kwadratowych, latać, strzelać, pływać. Udostępniono nam bardzo wiele pojazdów, helikoptery, łodzie, samochody, motory i co najważniejsze spadochron. Dzięki niemu wiele razy uratowałem się z opresji. Zabawy jest ci nie miara - możemy na przykład zaczepić jeden koniec linki do wroga, a drugi do samochodu. Nieszczęśnik zostanie zabity lub poważnie ranny, a my mamy niezły ubaw. W przygodach Rico Rodrigueza nie uświadczymy praw fizyki. Możemy spadać z tysiąca metrów, otworzyć spadochron 5 metrów nad ziemią i mięciutko wylądować. Just Cause 2 wygrywa z każdą inna grą w przynajmniej jednej kategorii - widokach. Są naprawdę ładne, góry, lasy, rzeki, budynki, ośnieżone szczyty. Wszystko jest bardzo dobrze dopracowane i tworzy ucztę dla oczu. Chyba jedynym minusem tej produkcji jest bark trybu multiplayer. Bardzo chętnie po rywalizowałbym z innymi graczami.

3. Singularity
Najniższy stopień podium został zarezerwowany dla Singularity. Gra traktuje o przygodach Nate'a Renko, Pilota Sił Powietrznych USA, wezwanego na wyspę Katorga 12, w sprawie dziwnych sygnałów stamtąd dochodzących. Gdy dostajemy się na wyspę położoną nie daleko Syberii, nasz helikopter ulega katastrofie. Nasz kompan gdzieś znika, a my sami wychodząc na brzeg orientujemy się, że coś jest nie tak. Nie ma tu żywej duszy, a przynajmniej tak się wydaje. Wszystko sprowadza się do odkrycia pierwiastka E99 o potężnych właściwościach. Sowieci odkryli je i wykorzystali, okazało się, iż można dzięki niemu stworzyć broń do zabawy czasem i amunicję o potężnej sile rażenia. Coś wymknęło się spod kontroli i część ludzi pracujących na Katordze umarła, inni żyli. Ale coś strasznego stało się z większością - zamienili się w potężne monstra. Mimo początkowego celu naszej misji, teraz musimy tylko przeżyć. Gra łączy w sobie elementy z Wolfensteina, TimeShifta i Dead Space. Swoje robi klimat, ciekawa rozgrywka, dużo strzelania i przede wszystkim gadżety.
Czasami zostajemy przerzuceni do lat pięćdziesiątych, gdzie toczymy potyczki z sowieckimi żołnierzami.
Produkcja Raven Software posiada tryb dla wielu graczy, ale ten, dość słaby, nie obił się szerszym echem wśród graczy.


poprzednia stronanastępna strona


2. Mafia II
To już przedostatnia pozycja w rankingu. Zajmuje ją Mafia II, najbardziej oczekiwana gra roku 2010. Wcielamy się w niej w Vito Scalettę, występujący już w pierwszej części gry, ale nie w roli głównego bohatera. Gra nawiązuje klimatem do lat pięćdziesiątych XX wieku w Nowym Jorku. Świetnie skonstruowane misje, naprawdę gangsterski klimat i inne mniej lub bardziej ważne szczegóły są świetnie wykonane. Zastrzeżenia można mieć jedynie do obszaru naszego działania - jest on zbyt mały. Czujemy się trochę prowadzeni za rękę, ale porachunki mafijne i zróżnicowane misje to wszystko tuszują. Czujemy się tak, jak byśmy na prawdę byli w szeregach mafii. Gra ma kilka smaczków, np. zjedzenie zupki, ubranie innego garnituru - w żaden sposób nie zmienia to gry, ale jest ciekawiej. Na koniec gry pozostaje pewien smutek i niedosyt z dwóch powodów : mogłoby być dłużej (!), a pewna osoba mogłaby nie ginąć (nie będę zdradzał zakończenia, być może ktoś jeszcze będzie chciał przejść drugą część Mafii). Mimo wszystko, dziecko Illusions Softworks to gra świetna, niezapomniana, ale nie zasługująca na miejsce pierwsze.

1. Mass Effect 2
Na miejsce pierwsze zasłużyła także kontynuacja i także druga część. Miejsce to zajął Mass Effect 2, król kosmicznych erpegów i jeden z najlepszych RPG w ogóle. Towarzysze i on sam, czyli Komandor Shepard, podróżują po całej galaktyce w celu ratowania wszechświata. Latając ogromnym statkiem o nazwie Normandia zwiedzamy każdy zakątek, każdą planetę. Misje nie są może jakoś świetnie zrobione, a gra potrafi w pewnych momentach po prostu zmęczyć. Tak, pierwsze miejsce zajmuje gra, która mnie męczy po pewnym czasie.
Zmęczenie jest rekompensowane przez ciekawą akcję, dobrą oprawę audio i video, a także samą rozgrywkę. Względem "jedynki" poprawiono wiele błędów psujących radość z gry. Przekaźnik Masy 2 jest produkcją dopieszczoną, dopracowaną, oryginalną i przede wszystkim ogromnie grywalną !
Grając w ten tytuł mamy poczucie, iż każda nasza decyzja, nawet ta jakby się wydawało najmniej ważna ma wpływ na dalsze losy. Zbierając drużynę z różnych miejsc, mamy poczucie, że są naszymi przyjaciółmi i są z nami związani. To wszystko dopełniają ponadto świetne dialogi.

Największy crap roku 2010:


Do tytułu najgorszej gry roku kandydują setki gier, jedne gorsze inne jeszcze gorsze. Mój wybór może trochę zdziwić, bo przecież seria Medal of Honor jest tak zasłużona, że kolejna część nie może być aż tak zła. Błyskawicznie odpowiadam : MoH 2010 nie jest zły, jest przeciętny. Ale zawiódł mnie na prawie całej linii, szczególnie po tym, jak twórcy zapewniali, iż będzie to murowany hit i konkurent dla Black Opsa czy Bad Company 2. Tytuł ten ratuję tylko ciekawe i na prawdę różne misje. Poza tym można pochwalić ładne widoki, ale nic więcej.
W dodatku multiplayer pozostawia wiele do życzenia. Jestem na prawdę zawiedziony ...

Najważniejsze wydarzenie 2010 roku:


Niewątpliwie można stwierdzić, że największym wydarzeniem roku może być Live w Polsce, Kontrolery ruchu. Mój typ jest jednak zupełnie inny. Jest to Minecraft, najlepsza gra niezależna i według mnie jedna z ciekawszych premier roku. Być może znalazło by się dla niego miejsce w topie, ale na razie jest w wersji beta (dopiero od 3 dni, wcześniej była to alfa) i praktycznie nie ma multiplayera. Wcielamy się tu w anonimowego kwadratowego ludzika, na dodatek podróżującego w kwadratowym świecie. Produkcja ta tworzona samotnie przez Markusa Perssona ukrywającego się pod nickiem Notch zyskała już prawie 900 tys. posiadaczy. Ten wynik chyba sam mówi za siebie


poprzednia stronanastępna strona


Podsumowanie:

Rok 2010 nie był bogaty w super-premiery, jednak udało mi się wyszukać pięć najlepszych moim zdaniem tytułów, jeden najgorszy i największe wydarzenie mijającego roku.
Miejmy nadzieję, iż przyszły rok będzie jeszcze lepszy, a to w końcu pewne - za rok premiera Gears of War 3 !
Do zobaczenia!


ManiaQ


Od jakiegoś krótkiego wstępu należałoby rozpocząć to podsumowanie. Rok 2010 był (dla mnie) najlepszym growym okresem od kilku ładnych lat. Ha! Zapowiada się, że 2011 będzie jeszcze lepszy! Nic tylko czekać. Zapraszam Was do krótkiego przedstawienia kilku najlepszych gier, które na bardzo długo zapadły mi w pamięć.

4.Professor Layton and the Curious Village
Najlepsza gra na Nintendo DS wszech czasów. W moim odczuciu, oczywiście. Kolejne kilkanaście godzin wytężania umysłu w celu rozwiązywania nad wyraz skąplikowanych łamigłówek. Ponadto rewelacyjne cut scenki, których nie powstydziłyby się gry na mocniejszym sprzętowo PSP. Ogrywając wszystkie części z kultowym profesorem muszę stwierdzić jednak, iż zagadki są prostsze, co czyni ów tytuł przystępniejszy dla młodszego pokolenia. Cóż jeszcze można o tym produkcie napisać? Must have dla posiadaczy NDS. Takiej gry jak ta nie zaoferuje nawet Xbox 360 ani PlayStation 3.

3.God of War: Duch Sparty
Nie będę pisał wiele o grze, którą każdy zna. Który szanujący się gracz nie ogrywał przygód Kratosa na poprzedniej generacji konsol? Który posiadacz PlayStation 3 nie zagrał w trzecią odsłonę Boga wojny? Prawdą więc będzie, że Duch Sparty wydany na PlayStation Portable jest tym samym czym wszystkie inne części. Jeśli zaś chodzi o kieszonsolkę Sony – czymś najlepszym. Względem poprzedniej części poprawiono wszystko, dodając dużo, dużo więcej. Inaczej. Wydłużono tylko długość gry, gdyż poprzednik nie miał słabych stron a sequel to kontynuuje! Naprawdę ciężko uwierzyć, że gramy na PSP. O ile dźwięki i animacje są rewelacyjne, ale do tego przyzwyczajeni jesteśmy, o tyle grafika jest przepiękna, przecudna i ogólnie zaczynająca się na- „prze”. Gdybym nie widział na własne oczy, że jest to gra z handhelda Sony to bym nie uwierzył. Właściwie nie ma co więcej napisać oprócz tego, że każdy winien w ten tytuł zagrać. Chociażby dla świetnego głosu Bogusława Lindy, który wcielił się w tytułowego Boga wojny.

2. Need for Speed: Hot Pursuit
Nowa potrzeba prędkości spełniła wszystkie moje zachcianki, aby znaleźć się na drugim miejscu growego podsumowania. Świetny, arcadowy model jazdy. Urodziwa grafika. Szaleńce pościgi drogowe – tak to wszystko tutaj jest! Co więcej, jest świetne! Największym zaskoczeniem okazała się jednak kampania policyjna, gdzie zadaniem grającego jest rozwalenie pirata drogowego. Nie zapomniane okazało się też rzucanie kolczatek na ziemię przed doganiającym nas stróżem prawa. Szkoda tylko, że licencja samochodowa nie uwzględnia modelu zniszczeń. Owszem – rozbijają się szyby, delikatnie wgniatają blachy, lecz pozostaje niedosyt. Wzięty jest on z tego, że nowego NfSa robią twórcy Burnouta, gdzie model zniszczeń jest rewelacyjny. Niemniej ważne jest to, że pędzimy 300km/h za kierownicą błyszczącego się w świetle słonecznym mercedesa. Co dalej? Zaskoczył mnie teren, po którym przyjdzie nam się poruszać. Może i sieć tras nie jest zbytnio skomplikowana, może i wolne przemierzanie tych ulic nie ma sensu, lecz drift na zakręcie, gdzie w oddali widać zaśnieżone szczyty gór jest bezcenny. Zaskoczenie? Wątpię. Odpowiednia seria trafiła pod skrzydła odpowiednich twórców. Czekamy na drugą część!

1.Medal of Honor
Miał być hit, pogromca Call of Duty i Battlefielda. Co wyszło? Zwykły średniak, którego grafika jest zacofana w czasie o co najmniej dwa lata, multiplayer, gdzie zniszczenie otoczenia jest porywające – och, zniszczyłem drewniany płotek! Ogólnie całość wypada nad wyraz blado, a przecież miało być rewelacyjnie. Zapowiedzi Electronic Arts, huczny marketing, pełno kontrowersji wokół talibów. Powtórzę się, lecz nie mogę pojąć jednego – czemu mając w łapskach silnik Frostbite 2.0 (tak, ten, który napędzał Battlefield: Bad Company 2) można odwalić istną kaszanę graficzną. Ech. Pytanie teraz – czemu omawiany produkt jest moim numerem jeden z tegorocznych gier? Ano dlatego, że przyjemność z grania towarzysząca rozgrywce sieciowej Medal of Honor jest nie do opisania! Chowa się Modern Warfare 1 i 2, również nowe Battlefieldy. Po prostu przypomina mi się Counter Strike! Tylko trzy klasy postaci – uważałem to za hańbę, lecz w praktyce i tak gram tylko żołnierzem, więc po co mi inne?! Kompletny brak rozwałki otoczenia – można „nauczyć” się map na pamięć! Bombowo! Tak naprawdę przeszkadza mi brak rozrzutu, aczkolwiek to można wybaczyć, bo śmiać się chce, gdy enty raz pod rząd założę adwersarzowi heada/banię/głowę. Przy takim oceanie grywalności ziarnka piasku są niczym! Jeśli zagracie raz, drugi, trzeci – będziecie bluzgać i mieszać MoHa z błotem. Zagrajcie jednak raz trzydziesty – pokochacie tą grę tak jak ja. Do boju, żołnierze!


poprzednia stronanastępna strona



CRAP


Kończąc zachwyty muszę przejść do zmieszania z błotem interaktywnego filmu, gry dla starszego pokolenia, której lwią część stanowić ma fabuła. Hevay Rain, Tyś splamiła me nadzieje, Tyś Quantic Dream zabiła.
Heavy Rain w założeniu twórców miał być filmem, który za sprawą konsoli i pada jeszcze bardziej pozwoli włączyć nam się w opowiadaną fabułę. Ja, gracz, który uwielbia strzelaninki oprócz fabuły nic innego nie zapiszę na plus tej produkcji. Całość zrobiona na podstawie znienawidzonego przeze mnie Quick Time Events potęguje uczucie gówna, które towarzyszyło mi przez cały czas grając w ten tytuł. W praktyce ciągle robimy to samo. Nie podoba mi się to i więcej do Heavy Rain na pewno nie wrócę.


WYDARZENIE


Kinect jest najważniejszym wydarzeniem, które zdarzyło się podczas trwania bieżącego roku. Jest to świetny kontroler bez kontrolera, który pozwala na nieograniczoną zabawę w familijnym gronie. Jeszcze nigdy przebywanie z młodszą siostrą nie sprawiało mi tyle frajdy – a nawet nie sprawiało w ogóle, do czasu aż zakupiliśmy Kinecta! Może i nie mamy tytułów, które polubi hardcorowy czy też „prawdziwy” gracz, ale, no właśnie – Kinect to odskocznia od porządnego grania, a nie urządzenie do ciurania w Gears of War 2. Na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że PS Move nie ma startu do sprzętu Microsoftu, gdyż to ustrojstwo jest innym Wii-lotem, niczym więcej. `1:0 dla giganta z Redmond. Czekamy na odpowiedź Sony.

poprzednia strona

Autor:

ManiaQ, Red, Gigsav i Marcus Fenix


 




Pora na Wasze komentarze:


||
ManiaQ2010-12-30 o godzinie 20:43:12, ManiaQ napisał(a):
No, nikomu gra nie przypadła aż tak do gustu. :)
||

||
Gość anonimowy2010-12-30 o godzinie 20:30:02, Gość anonimowy napisał(a):
Nikt nie wymienił god of war 3? Ale lipa
||

||
Gość Płaski Smak2010-12-30 o godzinie 13:31:58, Gość Płaski Smak napisał(a):
Dla mnie to kolejne rzucone na wiatr obietnice Petera. Choć przy trzeciej części trochę ugryzł się w język., jednak jak widać nadal buja w obłokach. Na Xboxa to zdecydowanie jak dla mnie jedno z większych rozczarować. Miało być wyśmienicie a wyszło jak zawsze o!
||

||
ManiaQ2010-12-30 o godzinie 10:42:06, ManiaQ napisał(a):
Fable III to dla mnie dobra gra. Nie na tyle, aby wejść do mojej listy TOP - średniak, ot.
||

||
Gość Płaski Smak2010-12-30 o godzinie 10:40:39, Gość Płaski Smak napisał(a):
Podsumowanie w całkiem przyjemnej formie przedstawione, jednak trochę dziwi mnie brak w tymże zestawieniu jednej produkcji. Oczywiście chodzi o dzieło Piotrusia Pana- Fable III. Przynajmniej mógł ktoś z Was napomknąć w rozczarowaniach, no ale subiektywizm naturalnie na to nie pozwala. Zresztą nie ma co się rozczulać, każdy ten rok odbiera na własny osobisty sposób. Dobrze że przyszły zapowiada się wyśmienicie.
||

||

Witaj niezarejestrowany, możesz dodać swój komentarz, jednak ten będzie widoczny po akceptacji przez moderatora. Zaloguj się aby dodać komentarz bez czekania:



Nick:

||


Tylko zarejestrowani użytkownicy mają odblokowane wszystkie funkcje serwisu (w zależności od poziomu).

Zachęcamy do rejestracji, zalogowania lub przypominacza hasła. Osoby zalogowane są premiowane m.in. brakiem wyświetlania reklam w serwisie i gwarantujemy brak spamu na poczcie. Zarejestrowani maja dostep do serwisu w wyzszej jakosci.




Nintendo GamersGate IQ Publishing Cenega City-Interactive Techland
Nasz serwis wciąż ewoluuje, cały czas szukamy miejsca w internecie, które nie wypełniają inne serwisy. Na początek próbujemy otworzyć się i zjednoczyć z naszym serwisem inne strony tematyczne. Jeżeli jesteś w redakcji dobrego ale niezbyt popularnego serwisu - skorzystaj z naszego darmowego programu promocji takich serwisów! Szczegóły dostaniesz po rejestracji i wysłaniu wniosku o Współpracę za pomocą tego formularza