Czy zawsze musimy zmieniać swe nawyki i upodobania? O czym myślę? O nas graczach, a właściwie o czasie z którego biegiem zatracamy gdzieś zainteresowanie grami! Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że spotkałem ostatnio dawnego znajomego z którym nie jeden komputer zbudowałem - no wiecie, taki kolega co to zawsze miał najnowsze tytuły, najlepszy sprzęt a gry były jego największą miłością. Skoczyliśmy na piwo by powspominać troszkę stare, dobre czasy. Rozmawialiśmy w zasadzie o niczym, ot takie gadanie przy kufrze. W tej całej paplaninie bez ładu i składu w końcu padło zadane przeze mnie jakże kluczowe pytanie: "kolego drogi, a w co teraz grasz?" jednocześnie sam przypominając sobie tytuły przy jakich ostatnio zarywałem noce. Ku mojemu zdziwieniu odpowiedź jaką otrzymałem była zgoła inna od tej której oczekiwałem: "no coś Ty! Ja to już z tego wyrosłem!".
Nagle poczułem się jak jakiś dziwak nadal tkwiący w nastoletnim świecie...
Te spotkanie nakłoniło mnie do rozmyślań na temat czasu i zmianie nawyków ludzkich.
Czy zawsze musi być tak, że wraz z rozpoczęciem pracy, studiów czy innej miłości musimy diametralnie zmienić swoje pasje? Jasne, tu "czas" jest słowem kluczem - a w zasadzie jego brak - niemniej nie wierzę aby nie dało się znaleźć jakiejś wolnej chwilki na grę. No pewnie, że tylko ci najbardziej wytrwali nawet po latach pozostają hardcorowymi graczami, ale żeby w ogóle porzucić ten bardzo przyjemny nawyk z młodości? Nie, przyczyna musi być inna! I wiecie co? Jest! Co więcej (cytując klasyka): "to oczywista oczywistość".
Po prostu w naszym kraju nie wypada grać! Będąc w określonym środowisku należy zachowywać się w jakiś konkretny sposób, a ciężko jest być graczem kiedy cała reszta ludzi jaką się otaczasz patrzy na ciebie jak na wariata. Co więcej zostaniesz wyśmiany, gdy o tym wspomnisz!
Co się stało z tymi czasami, w których mogłem zapytać się w gronie znajomych o poziom ich postaci bez wyśmiania? Powiecie: dorosłe życie, nowe obowiązki i partner u boku to priorytety o wiele wyższe aniżeli mecz w Bad Company 2 - i oczywiście ja się z tym zgodzę, ale (jak już wspomniałem) moim zdaniem można te rzeczy pogodzić. Problem w tym, że nawet jeśli będziemy mieli szczęście i znajdziemy kobietę, która rozumie pasję gracza lub co więcej (alleluja!) ją podzieli to i tak w naszym kraju jako fan elektronicznej rozgrywki będziemy traktowani jak dewiant! I tu dochodzimy do "klu" sprawy - dlaczego w Polsce w stu procentach aprobuje się oglądanie filmów, słuchanie muzyki (no może z wyjątkiem metalu...) czy czytanie książek a w grach komputerowych widzi się uosobienie szatana? Bo granie szkodzi zdrowiu? No nie koniecznie - siedzenie przed konsolą czy monitorem można z czystym sumieniem porównać z oglądaniem telewizji! Bo gry tworzą psychopatów?
Dewiacje są wszędzie, tak samo jak uzależnienia (bo czy Chopin nie był uzależniony od gry na fortepianie?)! Niestety bardzo ciężko jest pojąć, że gry komputerowe to takie samo hobby jak zbieranie znaczków, tylko bardziej intensywne. To interaktywna przygoda łącząca w sobie najlepsze cechy książek i filmów.
Spektakl w którym nie jesteś biernym widzem wydarzeń, a sam w nich uczestniczysz tworząc je według własnego uznania. Niestety tolerancyjność i brak zrozumienia oraz zaściankowe, szablonowe myślenie to cecha charakterystyczna wielu z nas - nad czym ubolewam na co dzień. Oczywiście wyjątki się zdarzają. Ba! Nasze pokolenie jest już trochę inne (a przynajmniej mam taką nadzieję), ale z żalem przyznaję, że nawet ci młodzi duchem i ciałem ulegają presji otoczenia dostosowując się do ludzi z jakimi żyją (patrz- mój znajomy).
Czy to się kiedyś zmieni? Pewnie tak, niestety nim ludzie zaczną postrzegać naszą pasję pozytywnie potrzeba lat.
Kto wie, być może za jakiś czas nasi rodzice będą grali po nocach w MMO, a dziadkowie zapomną o lekach przez rozwałkę w Halo? Niemniej nim do tego dojdzie my gracze musimy trzymać się w swoim gronie.
Niczym bohaterowie z ekranów monitora jesteśmy zmuszeni ukrywać się przed światem - no dobra demonizuję trochę, ale to nie zmienia faktu, że tak naprawdę jedyne co możemy zrobić to rozmawiać na forach i tworzyć społeczności. Miejsca, w których znów poczujemy się jak nastolatek, mogący bez przeszkód może gadać o grach. No i na Boga,
nie porzucajmy naszych pasji ze względu na presję nowego otoczenia! No bo kto inny jak nie my zmieni tą patową sytuację?Autor:
Red